II
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Dziesiąta - Rozdział III
IV

     III
     
      (E) Moja przyjaciółko, gdzie ty się podziałaś?
Jesteś tak nieuchwytna pod opieką Doriana.
Ja wciąż badam, co dzieje się na świecie.
Nie wolno mi jednak jeszcze cię zobaczyć.
Prorok oddziela oba nasze Szlaki.
Ma w tym cel, chce, bym się zdystansowała,
nauczyła się żyć bez przywiązania
do tego, co chwilowe. Jaki to ma sens?
      Jakbym miała zostać zakonnicą, ale tak nie jest.
On wolałby, abym była wszędzie naraz,
nie rozpraszana przez nikogo ani przez ciebie.
Abym poznawała i obserwowała świat,
abym rejestrowała swymi oczami historię.
      A może on prorokuje, że tak dla mnie korzystniej?
W jakimś celu otrzymałam przecież namaszczenie…
      Niech mu będzie. Niedawno zaprzyjaźnił się z Wojciechem.
A Daniel niedługo zostanie zarządcą Akanium.
      U Thora nic nowego: cieszy się, że Olaf
po utracie Ewy doznał istnego szału
i pogrążył się w VR w bezdusznej cielesności,
a Ksalion ogarnęła fala anarchii.
Wysłano stamtąd jakąś zbrodniczą ekspedycję.
Ożywiły się także siły satanistyczne.
      Coś strasznego się wylęga – nadejdą gorsze czasy.
Dla przeciwwagi może Bóg kogoś wybrał,
aby przeciwstawił się z Mocą temu, co złe.(E)

      (Do) Moja córko, wysyłam cię do szczególnego miejsca:
odwiedzisz grób dawnego Męczennika,
który został Patronem kraju, z którego pochodzisz.
      Przeżywasz teraz czas ważnego nawrócenia;
doskonalisz się, by pełnić swoje Powołanie.
Sama wybierasz Drogę gorliwości.
Twa Pobożność i Bojaźń Boża jakże są przykładne!
      Wielokrotnie zawierzasz się Matce Bożej,
lubujesz się w pięknych modlitwach zachodnich,
w Różańcu, w Adoracji. Postrzegasz tak wspaniale
Obecność Chrystusa, powierzasz Mu swe sprawy,
żyjesz z Nim w obopólnej przyjaźni.
      Otrzymałaś tyle Łask, lecz to dopiero początek…
      Bóg pragnie jeszcze bardziej cię udoskonalić.(Do)

      Norbert i Izabela witali Alicję.
Spotkali się na w jej kraju ojczystym
Alicji, w domu kościelnym przy dużej katedrze.
Przybyli także miejscowi, by kosmiczni goście
nauczyli się od nich ziemskich tradycji.
W zamian ci mieli usłyszeć o pracy misyjnej.
      We troje czynili, co potrafili najlepiej.
Nic mniej, nic więcej – po prostu to, co zwykle.
Z ich twarzy, pełnych oddania, nie zionęło znudzenie
ani świadomość, że to nie jest już tak doniosłe,
jak w czasach, gdy działali w państwach ateistycznych.
      Lecz to dzięki ich wytrwałej pracy –
nawet mimo wzrostu udziału tej starej planety
w przekazywaniu innym światom Ewangelii –
najwięcej do tej pory udało się osiągnąć,
przygotowując grunt pod hegemonię Świętej Ziemi.
      Mieszkańcy śpiewali bardzo dużo pięknych pieśni,
opowiadali o moralności chrześcijańskiej,
pragnąc tych z zewnątrz edukować moralnie.
Choć budziły ich zgorszenie agnostyczne obyczaje
mieszkańców układów spoza Sol Centralis,
przemógłszy odrazę, wyrażali gotowość
nauczania tamtych prawego postępowania.
Przydały się więc zachęty przyjezdnych.
Odnaleźli bowiem kolejnych chętnych do pracy.
      Jeden z obecnych powiedział o możliwości
ofiarowania swego cierpienia za kogoś.
Sam, choć niedawno został ciężko doświadczony,
ufnie intencjonował to wszystko za bliźnich,
traktując to jako Dar od Pana.
      Alicja zaczęła namiętnie myśleć o tym,
zrozumiawszy, że ten sposób postępowania
może nawet więcej dać niż bohaterskie czyny
czy też najcięższa praca ale bez kochania.
Najmniejszy, najbiedniejszy, najbardziej wzgardzony,
choćby nie mógł fizycznie niczego już zrobić,
zawsze mógł kochać i Miłością swą wyjednać wiele,
przebłagawszy Boga bogatego w Miłosierdzie.
      Teraz ona swym brakiem przywiązania do świata
dzieliła się z innymi, by dać im coś w zamian:
      –*– Zabiegajmy o Przyszłość Wieczną, gdyż tylko ona jest nieskończenie ważna i stała. Jeżeli cieszy nas jedynie doczesność, jeżeli zabiegamy wyłącznie o ten przemijający świat, będziemy tego żałować, gdyż na pewno to stracimy, choćby w dniu śmierci. A Radość z Wieczności jest zawsze pewna i nieustająca. Dobrym spojrzeniem na życie jest wyczekiwanie Szczęścia Nieprzemijającego i patrzenie przez ten pryzmat na radość z chwili obecnej. Wtedy radość przemijająca, czerpiąca z Wiecznej, jest we właściwych proporcjach. Patrząc w Wieczność, nasze serce znajduje pewne ukojenie już tu, na tym świecie.
     
Skończyła. Za dużo dumała o tym człowieku,
który ukazał jej możliwość ofiary za innych.
Zostawiła do dalszej dyskusji
Norberta i Izabelę, którzy
udoskonalili się w zdolnościach oratorskich.
      Alicja, pragnąc prowadzić w pełni święte życie,
odrzuciła przywiązanie do jakichkolwiek grzechów.
Pragnęła też do końca poświęcić się dla bliźnich.
      (*) Przybyliśmy już na Eucharystię,
zakonnik Wojciech czyta nam Pismo Święte.
Słyszymy, jak Prorok grzeszył przed Bogiem swą ucieczką,
lecz nie można przecież zbiec przed Wszechmogącym.
Pisane mu było przyjąć cierpienie;
ostatecznie uczynił to dla Dobra ludzi.
      Ja sama mam wolę pójść za Głosem Pana,
który przemawia do mnie z kart biblijnych.
Dziś wezmę Odpust za duszę Michała,
jeżeli jeszcze czeka w Czyśćcu na Niebo,
aby już teraz mógł go dostąpić.
Być może poprzez wielkie zasługi
Męczennika, dzisiaj wspomnianego,
wyjednana zostanie Łaska dla zmarłego.
Łzy wzruszenia cisną się na moje oczy.
      Sam Dorian również modlił się za mojego
zamordowanego narzeczonego.
Często modli się za zmarłych, a widział śmierci wiele.
Więcej niż ktokolwiek – jak twierdzi – jakby sam żył „wiecznie”.
      Wystawiony pochówek tego, który oddał
życie za Chrystusa, o tym samym imieniu,
co nasz kapłan, rodził refleksje w mej duszy.
Miasta Świętych: jakże małe – a o jakim znaczeniu!
Wielu Błogosławionych i wielu biorących odeń
duchowe dobra, łaknących Niebiańskich Okruszyn.
Święci, tonąc w doczesnym nieszczęściu,
dla Chwały Boga Trójjedynego,
Nieskończenie Dobrego, Miłującego, Mądrego,
Sprawiedliwego, Doskonałego,
który poniósł za nas najwyższą Ofiarę –
sami własne życie oddawali, nieraz boleśnie.
      Teraz ja idę na spotkanie ze Zbawicielem,
przyjmę Go w Komunii Świętej w intencji odpustowej.
      Nie odczuwam fizycznie niczego cudownego.
Ale wierzę w Jego Rzeczywistą Obecność
i w to, że Hostia jest Jego Ciałem – substancjalnie.
      Patrzę, jak na szatach księdza pojawiają się plamy.
Czerwień prześwituje pod zaciśniętymi palcami.
      Proszę, by wzięła mnie w Opiekę Panna Maryja,
a także Męczennik, który zginął,
gdy próbował nawrócić nieprzejednanych pogan.
      Błagam o Dar Męstwa; niech Bóg napełni mnie Swą Siłą.
Czy i mnie… dane… męczeństwo dla Wiary?
A może wolałabym uniknąć tego kielicha…?
Lecz niech dzieje się Wola Boża, nie moja.
      Już rozumiem, że taka właśnie Droga
jest realna… i pełna słodyczy…
      Pieśń o Świętym przenika me uszy.
Płaczę, gdy opisują w niej tego Biskupa.
Wyznaję tę samą Wiarę, co on, wielki duchowny,
tę, dla której ginęły całe zastępy ochrzczonych.
Świadomość ich modlitwy dodaje mi otuchy
i odwagi do dawania Świadectwa… aż do końca.
      Mnie samej jakaś melodia ciśnie się na usta.
Pomaga mi w trakcie każdej mej modlitwy.
Wydaje się być jak jakiś chór Niebiańskiej Liturgii.
      Muszę lśnić pełnym blaskiem, bez cienia błyszczeć Światłem.
Pan Bóg przez Doriana wystarcza mi na Doradcę.
On daje mi Wspaniałości, przeróżne Dary,
On ukazuje mi Cuda, te nikłe Namiastki
Nieskończonej Wiekuistej Prawdy.
Niech wzrastają we mnie: Wiara, Nadzieja i Miłość.
      Szczęśliwa jestem.
      A skoro teraz przyszło
mej duszy doświadczać takiej Łaski,
jakaż będzie w Niebie?
      Coś… na mnie zstępuje. Trzy razy.
      Co to…? Od Ducha Świętego…
      Michał otrzymał Odpust…? Wyprosił dla mnie coś?
      Charyzmaty…
      Charyzmaty…
      Charyzmaty…(*)

             

II
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Dziesiąta - Rozdział III
IV