VI
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Dziesiąta - Rozdział VII
VIII

     VII
     
      Była pracownica Ambasady Oceanicznej
poruszała z Salomonem tematy religijne.
Ona, znając dobrze Pismo Święte,
opowiadała mu o Chrystusie-Mesjaszu.
I choć on dobrze znał chrześcijański punkt widzenia,
nowy obraz Religii się przed nim otwierał.
Skupiała się głównie na kochaniu,
na tym, że powinno ono objąć,
każdego człowieka bez względu na narodowość,
także tego, którzy różni się od nas wiele.
      On, który miał bardzo wiele kontaktów
z Chrześcijanami, niewierzącymi
i Hagernejczykami, też pragnął miłować wszystkich.
Pociągał go przykład Jezusa Chrystusa,
chociaż, jako Żyd, za Boga Go nie uważał.
Przemawiało doń to, iż – według nas –
Jezus przyjął na siebie wszystkie nasze winy.
A także to, iż u Apostołów
tak żywa i autentyczna była ta Wiara,
iż ci nie wahali się oddać za nią życie.
      Jej brat, zarządca Akanium, miał właśnie przylecieć,
więc zakończyła rozmowę z Salomonem.
Z twarzy Alicji biła pewność siebie.
      (*) W drzwiach wpadam prosto na mego Daniela.
Przybywa z Karolem i niepełnosprawnym Henrykiem.
Twarze tych dwóch zdradzają, że mamy już wojnę.
Pocieszam brata, który nie wie jeszcze o tych sprawach,
aby był przygotowany na to, co już nadeszło.
      Zostają we czwórkę. Uzgodnią coś ważnego.
Jak dobrze, że Salomon mnie wysłuchał.
Duch Święty dokona w nim wszystkiego, co trzeba,
a Ewangelia zapewne wyda owoce.
Ma niezachwiana Wiara, Mocą Charyzmatu
stała się świadkiem Bożego Działania,
które nawracało syna Starego Przymierza.
      Co to? Na nieboskłonie jest coś przerażającego.
Czy to szczątki orbitalnych statków?
Lecą ku nam, by nas pod sobą pogrzebać.
Boję się tego. Nieprzyjaciel jest już tutaj.
Skrzywdzi nas, niszcząc pokój, zabijając każdego.
Nie wiedziałam dotąd, jak to się rozegra.
      Lecą, zbliżają się… Rzeczywistość jest okrutna.
Mój brat też już to zauważył; rwie się, by mnie ratować.
Będziemy umykać przy użyciu glidera.
Dla niego wydaję się być bardzo spokojna.
      Suniemy, aby przez bramę tachionową uciec
na inną planetę – niejakiego Ritofela.
Z samej powierzchni odbędziemy lot kosmiczny.
Pozostaną tu – ku zagładzie – inni ludzie,
gdyż za chwilę przejście ulegnie unicestwieniu.
      Ogromny strach pada na mych towarzyszy.
Uspokajam ich, mówiąc o Panu Bogu,
o tym, żeby przyjąć od Niego przeciwności losu.
      Na ulicach szaleje zrozpaczony tłum.
      Zginą. Co za nieszczęście!
      Zniszczą całą planetę.
      Och, Boża Opatrzności, czy musi być aż tak źle?
Czy to dopiero przedsmak tragedii?
Dziękuję Panu za to, że na razie zdołam przeżyć.
      Przyjaciele mówią, jacy to są Wrogowie.
Bezkształtne, bezwzględne, nieludzkie one.
Pierścienice z odległej części Wszechświata.
Pojawiły się nagle w bardzo wielu układach
i jedynym ich celem zdaje się być zabijanie.
      Nie oszczędzono mym kobiecym oczom widoków
ludzi skazanych na nieuchronną zagładę.
Co jeszcze zobaczę? Czy będę na to gotowa?
A muszę być? Ma dusza zostanie doświadczona.
Pan nie dopuszcza pokus, których nie można pokonać.
      Już żegnamy glob, który był mi bliski;
ratują się zupełnie nieliczni.
      Patrzę na Daniela; spoczywa nań odpowiedzialność
za losy rządzonego przezeń globu.
A nowe obowiązki i na mnie spadną…
      Znając proroctwo, jakie wypowiedział Dorian,
jestem spokojna o losy przyjaciół
i członków mojej najbliższej rodziny.
      Panie, dopomóż, niech aż tak wiele osób nie zginie…
      Przesyłam uśmiech zatroskanemu bratu.
      Może Bóg mnie wysłucha, jeśli spełnię swą Misję.(*)

       
     

VI
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Dziesiąta - Rozdział VII
VIII