XX
Dni Światła - Tom I - Dziedzictwo - Część Pierwsza - Rozdział XXI
XXII

     XXI
     
      Na lądowisku u stóp płaskowyżu,
kilkaset metrów ponad dolinami,
u olbrzymiego bezkresu równiny
wypiętrzającej się śnieżnymi górami w oddali,
staliśmy z siostrą oraz z pilotami,
nie wierząc w wyrzeźbiony przed nami pejzaż.
     
Dolomitowa bezdrzewna pustynia,
zdobiona kwiatem traw, porostów i mchów,
o długich, mocno błądzących ścieżkach,
przykrywała jak dach obszar nizinny.
A dość wąska dolina pod spodem
tonęła w podłużnym krętym jeziorze,
strome zbocza tak się weń wrzynały,
jakby wklęsły masyw odbijał negatyw
łańcucha górskiego we wszechmorzu białych skał.
Nad warstwą wody wypiętrzały się głazy,
a biały śnieg okrył u szczytu nieba dach nad dachem.
     
Postój tuż przed finałem krótkiej wyprawy
zająć miał cały wieczór, nim nadejść miał poranek,
w którym miały rozpocząć się poszukiwania
skarbów przeszłości zakopanych pod lodem.
     
Krótka wycieczka w tym braterskim gronie
prowadziła nas szlakiem po terenach bezleśnych,
lecz każdy obecny z osobna przeżywał
przebywanie w budzącym marzenia niezwykłym świecie.
Alicja bardzo dużo opowiadała
o swej planecie i jej obfitości,
zapisanej w kunsztownych rzeźbach powierzchni,
fiordach, lodowcach i wysokich masywach.
      Stąpając po wymyślnie spękanej powierzchni,
mając przed sobą nieograniczoną przestrzeń,
którą bez końca mógłbym wciąż poznawać
w jej nieustającym bogactwie zmienności,
tak bardzo zapragnąłem wiele podróżować,
dążąc naprzód w dal ku nieskończoności
i, ufając szczęśliwie Bożej Opatrzności,
wraz z bliskimi wysławiać Bożą Wszechmoc,
i posiadać dodatkowo tę pewność,
że nigdy nie przeminie ta Łaska
a dusza ma na zawsze będzie ukojona…
      –*– Rozmyślasz o podróżowaniu, Danielu?
     
Tak, o szukaniu Boga z bliskimi osobami w miejscach tak oddających Jego Chwałę, jak to.
     
–*– Jest ich wiele we Wszechświecie, ale powtarzają się. Tylko On potrafi zaspokoić nasz głód poznania.
     
Chciałbym pielgrzymować i poznawać odbicie Jego Chwały w naszym ziemskim świecie.
     
–*– To musi być ekscytujące wypatrywać Jego zamysłu w dziełach Stworzenia. Moja planeta jest bardzo piękna. A ja tego samego poszukiwałam u ludzi i w ten sposób lepiej Go poznałam, jak sądzę… Polecam także tobie pielgrzymkę ku bliźnim, gdyż On nie bez celu pozwolił nam tak bardzo urosnąć w liczbę. Poza tym to człowiek, który nosi Jego Obraz w sobie, jest Jego najdoskonalszym dziełem.
     
Może ta podróż, o której wspomniałaś, jest również częścią mojej wyprawy. Tak czy inaczej mam nadzieję, że spotkamy się wszyscy w Niebie.
     

      Srebrna tafla jeziora spokojnie zalegała
w kotlinie, zagłębionej w stromych skałach.
Gdzieniegdzie bielały bezleśne przepaście,
dochodzące do samej płaszczyzny zagłębienia.
Szedłem samotnie nad cichym brzegiem
zbiornika wodnego, otoczonego pionowymi
ścianami o gigantycznej wysokości.
Obydwie znajdowały się daleko od siebie,
dając miejscowej ludności mały skrawek roli.
Lecz domostwa, z rzadka tu rozsiane,
nie zawadzały w naturalnym krajobrazie.
      Przedziwna powaga płynęła znad tego miejsca.
Forteca górska udzielała schronienia.
Wolni od trosk pozostałych prowincji,
bezpiecznie spijali spokój okolicy…
      W odbiciu lustrzanym wielorakich przezroczy
strome zbocza przeglądały się w wodzie,
a w nocy zbiornik jakby głośno krzyczał
„wzwyż”, wykonując w tafli odbicia sfery gwiezdnej.
      Skromny kościół wystrzeliwał wieżą ku nieboskłonie,
a zdawało się, że naokół wyrasta niewidzialny fundament
największego pałacu królestwa Stworzenia.
      Z okolic świątyni dobiegała muzyka.
Dźwięk strun i organów odbijał się echem
i przygotowywał ku czemuś w swej progresji…
      I oto chór teutoniczny wypełnił i ogarnął
całą przestrzeń bezsłowną sylabą;
nuty opadły i wzrastały jak natchnione,
formując harmonię pełną skrytych pełni.
Rozległ się głos recytujący Pismo Święte.
      „Chcę głosić Twą wielkość Boże mój, Królu,
      i błogosławić imię Twe zawsze i na wieki.
      Każdego dnia będę Ciebie błogosławił
      i na wieki wysławiał Twe imię. […]
      Słowo Twe, Panie, trwa na wieki,
      niezmienne jak niebiosa.
      Wierność Twoja z pokolenia na pokolenie;
      umocniłeś ziemię, i trwa. […]”
     
A pod koniec głos ów przeczytał proroctwo,
zamykając wszystko mającą nadejść przyszłością:
     
„Podnieście oczy ku niebu
      i na dół popatrzcie ku ziemi!
      Zaiste, niebo jak dym się rozwieje
      i ziemia zwiotczeje jak szata,
      a jej mieszkańcy wyginą jak komary.
      Lecz moje zbawienie będzie wieczne
      a sprawiedliwość moja zmierzchu nie zazna. […]”
      „[…] Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą.
      Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec. ”
     
Wtedy słowo z muzyką rozbudziły w umyśle
rozważania o tym, co Najwyższe.
Szukałem w nie-pojęciu, jaki Bóg jest Wielki,
jak Niezmienny i Wierny po wszystkie wieki,
jak Jego Miłosierdzie nigdy nie przemija.
      Zasłyszana mowa wywołała ekstazę:
powstanie Nowe Niebo i Nowa Ziemia!!
      Jak obiecał, On, Jezus, że zmartwychwstaniemy
w nowym ciele, Zbawieni, w Wiecznym Szczęściu i Chwale,
tak nie przeminie z końcem świata obietnica
prowadząca do Wieczności w Przyszłym Świecie…
      I nie będziemy już wspominać dawnych rzeczy…
Łzy z naszych oczu otrze Sam Święty Bóg…
Śmierć już nigdy nie zawita do ludzkich ciał ani dusz…
      Ma pielgrzymka wiodła do Nowego Stworzenia…
W Życie Wieczne.

       
     

XX
Dni Światła - Tom I - Dziedzictwo - Część Pierwsza - Rozdział XXI
XXII