XXVI
Dni Światła - Tom I - Dziedzictwo - Część Druga - Rozdział I
II

     CZĘŚĆ DRUGA
     

      I
     
      Łańcuchy wzgórz otaczały dolinę.
Zalegało w niej miasto, które mieliśmy osiedlić.
Wieżowce, wyrastające ponad niższe domy,
zapraszały pochodzących z daleka gości.
Podziwiałem nowe miejsce na innej
planecie o podobnej, co Ziemia, atmosferze,
o jaśniejszym i łagodniejszym niebie,
o żółtawo-zielonych barwach powierzchni.
Wstęgi nieznanych mi dotąd roślin
porastały powierzchnię dywanem traw i niskich drzew,
służąc zamiast betonu za chodniki,
zupełnie wszędzie: i w mieście, i poza nim.
     
Pod bezchmurnym sklepieniem wzlatywały ptaki
– główni mieszkańcy naszej nowej ojczyzny –
o wdzięcznej białej barwie, choć spoza rajskich granic.
Zdumienie tym, co oczy ujrzały, nie chciało
ustąpić. Wielu z nas trwało w świeckiej adoracji
tego, co i tak kiedyś niechybnie przeminie…
     
Na bezkresnych żółto-zielonych sawannach
ustawiono płyty z kamienia i stali,
formujące domostwa dla nowoprzybyłych,
którzy już wprowadzali się w nową codzienność.
      Wielkie lądowisko za pagórkami
nieustannie służyło jako brama
dla ludzi, którzy raz za razem dołączali do nas,
przybywając sekwencyjnie z każdą kolejną
ekspedycją. Przynieśli z sobą pamięć Tradycji.
      Pod przywództwem Henryka, gubernatora,
poczęło powracać pełne pracy życie,
by ci, którzy przybyli tu za sprawą gwiezdnych lotów,
nie zagubili się w sielankowym zachwycie.
Ruszyły do działania pierwsze maszyny,
nad gruntem sunęły bezdźwięczne glidery,
niedalekie plantacje dostarczały żywność.
Coraz bardziej przypominało to Oceaniczną:
zaczęły się pierwsze rozprawy sądowe,
niektórzy, rozrzutni, prędko tu zubożeli,
odnotowano też przypadki pierwszych infekcji.
      A na samej Ziemi ludzie dobrej woli
odzyskali wreszcie panowanie
nad Kontrolą Ogólnoplanetarną.
      Nowemu miastu nadano nazwę Akios.
  
     
Pierwotni mieszkańcy wyszli ku nam,
by otrzymać to, co im obiecaliśmy.
Ziemianie ciągle mówili o sobie,
a tamci wciąż domagali się coraz więcej Świadectw.
Duchowni, dołączywszy do lokalnej hierarchii,
zapoznawali ich z dorobkiem teologicznym,
historycznym, filozoficznym i artystycznym.
Każdy z gospodarzy znalazł Wiarę, której szukał.
Usłyszawszy, że nadeszło dla człowieka Zbawienie,
że na zawsze będą żyć w Wieczności z Bogiem,
że już teraz Dary przez Niego nam dane
Kościół hojnie udziela miłującym Prawdę,
Pre-Akanejczycy przyjmowali Chrzest
i ogłosili Akanium światem chrześcijańskim.
Sami zaś przekazali nam zdobycze techniczne.
      Wojciech, z inicjatywy swoich współbraci,
przeniósł się na nowo zasiedloną planetę
i propagował tam gorliwe trwanie w moralności,
by nikt nie powtarzał już starych błędów letniości.
Zachęcał Akanejczyków do dawania przykładu,
by stanowili wzór dla mieszkańców innych układów.
Już teraz ludzie Kosmosu ich obserwowali…
Zachęcał, by wszystko czynić na Bożą Chwałę,
a dla nikogo nie być zgorszeniem,
by wszyscy Łaską Bożą osiągnęli Zbawienie,
jak głosił Święty Apostoł Paweł.
      Tak to w dzień radosny sunąłem gliderem,
obserwując wzrost miasta w bogactwie i w Wierze,
już traktując daną nam w posiadanie metropolię
jak rodzimą miejscowość w kraju mej młodości.
      Przy wznoszeniu gmachu obserwatorium
stałem się naocznym świadkiem rozwoju.
W mgnieniu oka powstawały budowle,
stawiane przez zręcznie sterowane roboty,
dodające coraz to kolejne kondygnacje.
Tamże miały powstać laboratoria,
w których nowo założone przedsiębiorstwa
testowały i adaptowały technologie.
Wspólne korzystanie z naukowego dorobku
zawdzięczanego gościnnym Akanejczykom
oraz z planów odkopanych jeszcze pod lodowcem
czyniło z teraźniejszości świetlistą przyszłość…
      Mój przyjaciel, Karol, wspólnie ze mną patrzył
na ucieleśnienie gwiezdnych wojaży,
o których jeszcze niedawno tylko marzyłem.
      –K– Danielu, już rozpocząłem pisanie tego, o czym tobie mówiłem…
     
Pracę matematyczną?
     
–K– Nie, Kronikę… Liczę na to, że jeszcze wiele białych stron zapełni się pismem…
     
Pozostał wpływ wypowiedzianych zdań,
które silnie rozbrzmiewały w mojej głowie,
kierując dążenia ku temu, co przyszłe,
choć już teraz tak wiele można było wspominać.
      Nim się spostrzegliśmy, a przybył do nas Wojciech.
      –W– Tak dużo dzieje się na tym świecie, że trudno wielu ludziom pohamować entuzjazm.
     
Ale czyż nie ma się z czego cieszyć? To cudowne, co oglądają nasze oczy.
     
–K– Tryumf techniki, podróży kosmicznych i mieszkańców Oceanicznej.
     
–W– Tak, to widać. Wielu się w to wpatruje. Jednak niepotrzebnie przywiązują się do tych przemijających rzeczy. Kto wie, co Bóg dopuści w przyszłości? To, co widzimy, może się zmienić, mogą nadejść gorsze czasy albo i jeszcze większa Chwała Boża, która przyćmi te okruchy czegoś, co udaje doskonałość.
     
–K– Uważasz, że źle się dzieje?
     
–W– Nie. Święty Paweł napisał: „W czynieniu dobra nie ustawajmy, bo gdy pora nadejdzie, będziemy zbierać plony, o ile w pracy nie ustaniemy. A zatem, dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, zwłaszcza zaś naszym braciom w wierze”. Niech każdy przyłączy się do tego budowania, lecz niech nie zapomina, dlaczego to czyni.
     
Racja. Każdy z nas osobiście zbierze plony.
     
–W– Nie tylko przez te wielkie rzeczy, które tak zachwycają, ale i te małe. Strzeżmy się pychy.
     
–K– Dziękuję za pouczenia. Ostatnimi czasy dużo nas edukujesz…
     
–W– Kieruję się Bożą Wolą i ufam jej we wszystkim. Naprawdę polecam to także i wam. Pismo Święte mówi: „A Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę”. Liczę więc głównie na Niego. A te wszystkie dzieła rąk ludzkich to półśrodki.
     
–K– Człowiek z Woli Bożej panuje nad Stworzeniem. Technikę i naukę dał nam Pan, by nam służyła. A więc zgadzam się całkowicie.
     
Ja też.
     
Udzieliła nam się atmosfera zgody.
Inaczej począłem postrzegać kreację.
Próbowałem odgadnąć Wolę Bożą.
Czym była wyprawa ludzi do Kasjopei?
Jaką rolę w dziejach odegrały te kroki?
Czy miały rozsławić w świecie naszą Wiarę,
czy dokonać także innych, nieznanych rzeczy?
Zostawili mnie, sami zanurzając się w dialogu.
     
Z oddali jasna postać ku mnie zmierzała,
otoczona z dwóch stron budowlami miasta.
Swym spokojnym spojrzeniem bardzo pasowała
do tej nowoczesności, jakby normalnym
było dlań to, co działo się wkoło.
Na tle atmosferycznego błękitu
żółte i czerwone pasma włosów
wyróżniały się pryzmatycznymi kolorami.
Natychmiast odgadłem, kim była ta niewiasta.
W obywatelce Wszechświata rozpoznałem siostrę.
Patrzyła na mnie w życzliwości swojej,
wyrażając zrozumienie dla mojego podziwu
nad dorobkiem ziemskich i akanejskich pokoleń,
jak i mojej bratniej sympatii do niej.
     
–*– Widzę twoje szczęście, bracie.
     
Tak… Ale to nie tylko Akios. Teraz ty tu jesteś. Już tak wiele wcześniej widziałaś. Mówiłaś mi kiedyś, że cieszysz się z obecności innych ludzi. Ja też bym tak chciał, tak jak raduję się ze spotkania ciebie.
     
–*– Jestem przy tobie i będę, Danielu. A tutaj z pewnością otworzysz się na innych.
     
Ciekawe, gdzie przebywa Agata?
     
–*– Spotkasz ją na zabawie z okazji szczęśliwej kolonizacji planety. Mnie tam nie będzie, gdyż przyjeżdżają przyjaciele z misji i chcieliby mnie zobaczyć. Wrócę następnego dnia i porozmawiamy, jeśli zechcesz.
     
Dziękuję, posłanko Dobrej Nowiny, jeśli mogę cię tak nazwać. Oby wam się powiodło.
     
–*– Dziękuję, mój bracie. Niech Maryja ma nas w Swojej opiece.
     
Pocałunek spadł na policzek siostry;
wiele z jej spotkania wyniosłem radości.
     


     

XXVI
Dni Światła - Tom I - Dziedzictwo - Część Druga - Rozdział I
II