XV
Dni Światła - Tom I - Dziedzictwo - Część Druga - Rozdział XVI
XVII

     XVI
     
      Wolny od winy za przelaną krew
poprzez odbycie Sakramentu Spowiedzi,
cieszyłem się z niepojętej Łaski Bożej,
przebaczającej mi wszystkie moje grzechy.
      Szliśmy wzdłuż alei osiedlowej –
ja i ukochana siostra ma, Alicja.
Pogoda doskonale pieczętowała radość
i Nadzieję na lepszą przyszłość dla kolonii.
Jak widać, sprzyjała nam wszystkim Opatrzność.
     
Promienność, dekorująca twarz mojej siostry,
nie ustępowała wcale z jej pięknego oblicza,
jakże innego przez znamię czerwieni
we włosach. Wszyscy, który kierowali nań oczy,
nie odrywali wzroku od niewiasty z Nigorii.
Pozdrawiała dłonią spoglądających
nań ludzi, by wiedzieli, że jest im życzliwa.
Potwierdzała się jej wewnętrzna czułość i wrażliwość.
     
Minęliśmy gromadę bawiących się dzieci.
Beztrosko poznawały otaczający ich świat,
spędzając chwile na żywej zabawie.
Nie wiedziały, czym jest wojna, czym pożądanie,
czym nałogi, czym nienawiść i inne złe rzeczy.
Nie lękały się o nic, czerpiąc to, co dał im Ojciec,
zostawiając resztę doświadczeniu dorosłych.
      Uśmiechem przywołane, bawiły się z Alicją,
jakby od dawna znały ją z bliska,
a ona mówiła im o Bogu Wszechmogącym.
      Przez chwilę wydało mi się, że może jest Aniołem.
      –*– Kocham dzieci, są takie naturalne i bliskie Bogu… Przyjmują z ufnością wszystko, co On im daje i ofiarują Mu samych siebie.
     
Widzę, że je lubisz. Lgną do ciebie jak do matki.
     
–*– Dzieci uczą nas, jakimi być wobec Pana.
     
A my uczymy je Wiary i odpowiedzialności za losy świata.
     
–*– Tak, Danielu. Zabieganie o dni jutrzejsze najlepiej polecać Opatrzności, tak jak one to czynią. Gdybyśmy wszyscy trwali w takiej szczerości i nieskalanej niewinności, niewiele by nas oddalało od Pana Boga, który obdarza nas nieskończoną Dobrocią.
     
Zadziwiasz mnie słusznością swoich spostrzeżeń, siostro. Czy myślałaś kiedyś o założeniu rodziny i o własnych dzieciach?
     
Powieki nad szarozielonymi źrenicami
opadły na akwen oczu, wypełniony łzami.
      –*– Nie znam jeszcze w pełni swego Powołania w Kościele, lecz czekam, aż będę miała w sobie pewność co do tego, czego Bóg ode mnie pragnie. Każdy w Bożym Planie ma swoją osobistą rolę. Powinien ją rozpoznać, zaakceptować i rozwinąć w sobie, aby dojść do Pełni.
     
Może mnie dane będzie Małżeństwo. Ale faktycznie, nie znam planów Opatrzności względem mnie, tak jak ty nie znasz względem siebie.
     
–*– To nic niewłaściwego, gdyż uczymy się przez to ufności jak dzieci prowadzone za rękę przez Rodzica, który lepiej od nich wie, co jest dlań dobre.
     
W pobliżu znajdowała się mała świątynia,
a otwarte drzwi zachęcały, bym doń zawitał.
Nikogo poza nami tu nie było,
lecz w Tabernakulum przebywała Wcielona Miłość.
Ta Sama wszędzie, bez względu na planetę.
Przestałem w okamgnieniu czuć się samotny.
Chrystus Król, adorowany w każdym kościele,
stał ponad każdym bytem, ważniejszy od wszystkiego.
      I minęło przejmowanie się mym doczesnym losem.
Nawet niedawna odmowa Agaty
nie budziła już w mym sercu tyle emocji.
Zresztą ona jedynie odroczyła spotkanie.
Prawdziwsze stało się uczucie do niej.
      Umocniłem też swą Wiarę w Tego,
który rozdzielał miedzy nas Łaski
według Swego Miłosierdzia i Mądrości,
dbał o nas, zatroskanych, i o naszą przyszłość –
zwłaszcza tę Przyszłość, która istnieje w kontekście wiecznym.
      — Boże, nie wiem, co dla mnie dobre, lecz proszę Cię w prostocie serca o to, abym wypełnił swe Powołanie poprzez Małżeństwo z Agatą, jeśli taka jest Twoja Wola.
     
Tuż obok siostra modliła się w ciszy.
Wspólnie oddawaliśmy się Adoracji.
      Teraz On nas łączył jak Swój Kościół Święty
w niepodzielnej Jedności Powszechnej Wiary.
W Nim każdy znajduje swoje ostateczne Spełnienie
a przez Niego wspólnotę Miłości z każdym człowiekiem.
      Po wyjściu wspólnie trwaliśmy w szczęśliwości,
ciesząc się z tej Łaski i z wzajemnej obecności,
a zatroskani Akanejczycy
czerpali z dwojga Świadectw o Dziecięctwie Bożym.

       
     

XV
Dni Światła - Tom I - Dziedzictwo - Część Druga - Rozdział XVI
XVII