VII
Dni Światła - Tom II - Pielgrzym - Część Trzecia - Rozdział VIII
IX

     VIII
     
      Prom kosmiczny osiadł na kolorowych łąkach
globu odkrytego przez Karola i Wojciecha,
którzy, badając deuterejską polaryzację,
zlokalizowali system, w którym główną planetę
pokrywała rodzima biosfera.
Dwie gwiazdy wzajemnie się okrążały,
z których jedna była magnetycznym pulsarem,
nie wysyłającym jednak zbyt wiele radiacji.
To właśnie stąd pochodziła obca fauna i flora.
      Roślinność sprawiała wrażenie znanej.
Czerwono-zielone źdźbła pseudo-trawy
kontrastowały z białymi jakby-kwiatami,
dopełniając swym niby-podobieństwem
misterium pozaziemskiej tajemniczości.
Nieopodal jakby-drzewo z fioletową koroną
posiadało kształt ziemskiej paproci.
I taki właśnie widok sięgał aż do horyzontu.
      I wszystko to zalegało na powierzchni globu,
niemożliwego do odkrycia bez cząsteczki
Fenomenu i nieprawdopodobnego szczęścia.
      Nawet woda posiadała niestandardowy kolor:
biały jak mleko, nie odbijający promieni.
A pośród niej znajdowały się wyspy,
będące koloniami splątanych jakby-zarośli.
W zagłębieniu, w którym wylądowaliśmy,
panowały wspaniałe kontrasty światłocienia.
      –K– To podobieństwo do naszej biosfery jest adaptacyjne. Tu jest taka sama atmosfera.
     
–W– Wydawałoby się jeszcze kilka tysięcy lat temu, że to dużo zmienia. A i tak rzuca nowe światło na Stworzenie Boże.
      —
Jakie jest prawdopodobieństwo samodzielnego zaistnienia życia?
     
–K– Nie wiemy. Abiogeneza jest praktycznie niemożliwa w świetle zasad termodynamiki. Często jest przyjmowana „na wiarę”, tak jak teistyczna kreacja. Poza tym nie można wykluczyć, że Stworzenie życia nastąpiło w wielu miejscach, a jedynie człowiek wykazuje się monogenezą. Albo zjawisko panspermii może obejmować podróże przy udziale egzotycznych cząstek elementarnych, zdolnych do przemieszczania zarodków z dużymi prędkościami i wtedy mamy podwójną monogenezę: istot żywych i samych ludzi. Dzisiejsze lądowanie rzuca nowe światło na każdą z tych trzech koncepcji.
     
Czy Pan Bóg mocno ingeruje w to wszystko poprzez bezpośrednie stworzenie życia, czy zostawia to jakimś naturalnym procesom, sterowanym jak algorytmy genetyczne?
     
–W– Z filozoficznego punktu widzenia i tak mamy zasadę antropiczną. Prawa fizyki są dokładnie takie, aby mogło istnieć życie – łącznie z nami. W innym Wszechświecie o innych prawach fizyki byśmy nie przeżyli. Ateiści postulują istnienie nieskończenie wielu Kosmosów, w których wszystkie możliwe rzeczy mają miejsce. Jeśli tak, to w niektórych z nich na pewno musiał pojawić się rozumny obserwator. Jednak, skoro wszystko jest możliwe, ów rozumny obserwator wcale nie musi żyć w świecie, który rządzi się logiką większą niż ta, która wystarcza do podtrzymania na życiu rozumnych bytów. A jednak w naszym świecie wszystko jest aż nadto precyzyjne, dużo bardziej, niż wynikałoby z zasady antropicznej. Skoro Wieloświat dopuszcza każdą możliwość, to Wszechświatów odbiegających od „normy” będzie z definicji o wiele więcej niż tych normatywnych, nawet licząc same zamieszkane przez rozumnych obserwatorów! Zatem szansa, że akurat my żyjemy w tak ponadprzeciętnie precyzyjnym Wszechświecie o skończonej ilości praw nim rządzących jest prawie zerowa. Już bardziej prawdopodobne jest istnienie Stwórcy. Oczywiście nie przeczy ono możliwości występowania dodatkowych Wszechświatów, ale o ograniczonej Przezeń liczebności, wymiarach i czasie. Jeżeli ktoś nie wierzy w Osobowego Boga, który stworzył świat wraz z rządzącymi go prawami, musi wierzyć w coś tak beznadziejnie nieuchwytnego jak nieskończona wielość Wszechświatów, gdyż inaczej zasada antropiczna nakazuje mu zaakceptować Stwórcę. A jeżeli akceptuje się Boże stworzenie świata, wtedy dużo łatwiej pogodzić się z bezpośrednią kreacją życia czy człowieka. Zresztą ma to już mniejszy filozoficzny wydźwięk – inteligentny projekt czy abiogeneza; kreacjonizm, punktualizm, czy ewolucjonizm; monogeneza, panspermia czy poligeneza, za wyjątkiem oczywiście poligenezy ludzi, która jest herezją. Kwestie te może pozostają do rozstrzygnięcia na gruncie naukowym. Jedynie sam fakt stworzenia świata i życia przez Boga – w jednej chwili czy poprzez proces – oraz monogeneza człowieka posiadają rangę dogmatyczną. Oczywiście Pan Bóg nadal opiekuje się swoim Stworzeniem, a człowiekowi dał nawet Objawienie, i to w Osobie Swojego Syna.
     
Jak mogłaby wyglądać ta „opieka”, skoro tak trudno ją uchwycić eksperymentalnie? Czy jedynie udokumentowane Cuda miałyby świadczyć o Działaniu Pana Boga?
      –
K– Wszystkie procesy mikrofizyczne rządzą się „prawdopodobieństwem”. Myślę, że Pan Bóg wybiera realizację prawdopodobieństwa tych zjawisk i w ten sposób aż do tej pory wpływa na rzeczywistość. Jego działanie jest dyskretne. Zwykle pozostawia nienaruszone prawo wielkich liczb, dzięki któremu można badać świat metodami naukowymi. Dzięki temu człowiek może polegać na ustanowionych przez Stwórcę procesach rządzących światem, wykorzystując wiedzę o nich do rozwoju nauki i techniki. Gdyby nie było na świecie prawa, niczego byśmy się nie nauczyli. Tam zaś, gdzie następuje kondensacja prawdopodobieństw, czyli niewielka zmiana powoduje olbrzymie skutki, zgodnie z teorią chaosu, istnieje większa „swoboda” i „potencjał” działania w dyskrecji, gdyż pojedynczy niezauważalny akt niesie za sobą olbrzymie zmiany. Tak jak kichnięcie w odpowiednim miejscu i czasie może wywołać huragan. Oczywiście Pan Bóg Wszechmogący potrafi dużo głębiej i bardziej bezpośrednio ingerować w naszą rzeczywistość, jeżeli tylko zechce. Wtedy Jego działanie jest cudowne i spektakularne, gdyż nie można go wytłumaczyć „naturalnymi” procesami, choćby statystyką.
      —
Ciekawa hipoteza. Czyli Działanie Pana Boga miałoby się objawiać w wyborach scenariuszy realizacji praw.
      –
W– W takim razie istoty widzialne i niewidzialne również miałyby pewną ograniczoną władzę ingerencji w te procesy i dzięki temu możliwa byłaby wolna wola, skoro byłaby nią realizacja prawdopodobieństw.
      —
I pewnie w obrębie mózgu posiada dusza władzę nad materią. Mogłaby właśnie wykorzystywać te punkty wrażliwości, dyskretnie sterując myślami. Sieć neuronowa pełna jest takich. To właśnie „wiedza” o tym, gdzie się one znajdują i możliwość wpływania nań dawałaby panowanie nad ciałem. Już teraz przecież człowiek wykorzystuje wiedzę o punktach wrażliwości w przestrzeni kosmicznej do wyznaczania najtańszych konwencjonalnych trajektorii. Atrakcyjna jest ta teoria ingerencji przez realizację „prawdopodobieństw”, łącząca teologię z nauką. Ciekawe, czy jest zgodna z depozytem Wiary. I pomyśleć, jaki Wszechświat jest piękny. Taki w nim ogrom zjawisk! Galaktyki, gwiazdy, planety, pulsary, komety, atomy, kwarki, Dziwadełka, Fenomen, tachiony, czarne dziury, oceany, atmosfery, rośliny, bakterie, istoty żywe, ich skryte popędy i zachowania, obce gatunki i być może obca cywilizacja o pochodzeniu monogenetycznym. Ciekawe, czy ludzkość zdoła to wszystko poznać podczas swojej pielgrzymki do Pana Boga.
      –
W– Raj obfity był w piękno. Nadal obserwujemy jego „okruchy” po upadku ludzkości. Nadal Wszechświat posiada wiele „ozdób”, przypominających nam o czekającej nas w Niebie wspaniałości. Ukazują one majestat Stwórcy.
      –
K– Ja sądzę, że Opatrzność Boża kierowała losem materii i oddziaływań we Wszechświecie, tak iż z bezładu pozornej losowości wykształcone zostały Przezeń złożone formy. Współgrały tutaj zasady fizyczne, które zostały na początku przypisane przestrzeni kosmicznej przez Stwórcę oraz realizacje konkretnych „prawdopodobieństw”, nadzorowane subtelnie przez Niego. To On nadawał wszystkiemu konkretny kierunek, zachowując ustanowione przez Siebie prawa, w tym prawo wielkich liczb. Dla Chwały Bożej i pożytku człowieka, który dzięki temu może Wszechświat ogarniać rozumem i czynić go sobie poddanym. To właśnie Boska ingerencja zmniejszała entropię, czyli nieuporządkowanie, subtelnie realizując stosowne prawdopodobieństwa w tych miejscach i czasach, w których były najbardziej istotne, o ile nie w większości. W części bowiem władzę na nimi sprawują inne niż Bóg byty widzialne i niewidzialne. Na przykład ludzka dusza ma władzę nad procesami zachodzącymi w materialnym mózgu, być może właśnie w miejscach, w których realizują się prawdopodobieństwa. Jak już mówiłem, zgodnie z teorią chaosu istnieją wrażliwe punkty w czasie i przestrzeni, w których niewielka zmiana, na przykład jedna myśl, powoduje wielką reakcję.
     
–W– Pan Bóg nie działa tylko subtelnie i naturalistycznie. Czasami manifestuje Swoją Wszechmoc, dokonując spektakularnych Cudów. Tylko On potrafi stworzyć coś z niczego, i to bez „posługiwania się” prawami fizyki.
     
–K– Całe szczęście dla nauki, Cuda nie dzieją się zbyt często. O ironio! Inaczej nie mielibyśmy zaufania do praw przyrody. A dzięki nim, oprócz praktycznego ich wykorzystania, możemy poznawać również zamysł Boży i na ich podstawie odczytywać prawo moralne.
     
–W– Posiadamy oczywiście o wiele więcej niż tylko prawo naturalne. Pan Bóg wielokrotnie objawiał się człowiekowi. A najwięcej nam przekazał poprzez Wcielenie Swego Syna. Słowo Wcielone. Bóg Prawdziwy z Boga Prawdziwego, Zrodzony, a nie stworzony, Współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. Czego nam trzeba więcej do Wiary w Boga??
      —
My wierzymy, ale inni nie wierzą. Dla nich Pismo Święte i Tradycja Kościoła to relikty przeszłości.
      –
K– Dziwi mnie to. Dzisiaj większość osób jest wykształcona. Każdy, po odrobinie wysiłku, potrafiłby pojąć starożytny tekst, który, choć poniekąd starzeje się językowo i historycznie, coraz lepiej przecież może być rozumiany, skoro mamy do dyspozycji środki analizy tekstu i bogactwo kościelnych wyjaśnień.
      –
W– Wiara jest Łaską. To Pan Bóg czyni człowieka wierzącym. A człowiek na to odpowiada lub nie. Każdy może to przyjąć i otworzyć się na Objawienie, lecz nie każdy odpowiada Bogu na to wezwanie. To nie jest „wiedza”, lecz właśnie Wiara. Nigdy nie dowiemy się przecież wszystkiego, gdyż ludzki rozum jest materialnie ograniczony. Zawsze będzie coś, co trzeba przyjąć w Ufności, bez wyjaśnienia, na które nie starczy ani inteligencji, ani pamięci, ani czasu. Nigdy nie dowiemy się wszystkiego. Na przykład dziecko musi wierzyć rodzicom, że mówią prawdę. Zweryfikuje to dopiero jak podrośnie. Zawsze na początku jest akt Wiary, a dopiero potem rozum znajduje potwierdzenie, o ile jest wystarczająco dociekliwy. Jednak to rozum weryfikuje, czy poszliśmy dobrą drogą, czy też dotarliśmy do sprzeczności, wierząc w coś, co okazało się fałszem. To on sprawił, że jestem Chrześcijaninem i należę do Jedynego Powszechnego Kościoła, w którego doktrynie nie znalazłem najmniejszej sprzeczności. Ale to Wiara popchnęła mnie ku poszukiwaniu Prawdy i wstępnej akceptacji Autorytetu.
      —
Ja z kolei bardziej na niej się opierałem niż na rozumie. Ale teraz to się zmienia, gdyż jestem dojrzalszy. Fortunnie okazało się, że Opatrzność uchroniła mnie od błędu, a rozum potwierdził, że to, w co wierzyłem, jest prawdziwe. Miałem to szczęście urodzić się na Świętej Ziemi i być wychowywany w Chrześcijaństwie. Nie błąkałem się jak mieszkańcy innych planet, czekający na misjonarzy. Jednak ludzie są leniwi i niechętnie nawet używają rozumu, nie mówiąc już o dobrowolnym poddaniu się Łasce. Gdyby tak nie było, już wieki temu odkryto by tę planetę, Fenomen i inne rzeczy, a ateizm nie opanowałby prawie całego skolonizowanego Kosmosu. W nauce jest zastój, taki sam jak w sercach. Ale taki stan rzeczy już się kończy; widziałem to na Nigorii.
      –
K– I oglądamy to tutaj, patrząc na samych siebie i na to, co robimy.
      –
W– Tylko nie popadaj w pychę jak niegdysiejsi astronauci, którzy, będąc tak wysoko, upadli tak nisko. Wierzący stali się letni i pełni pychy, i to ich zgubiło.
     
Cieszmy się, że obecnie serca bardziej się otwierają niż zamykają. Dopilnujmy tylko, by nie popełnić tych samych błędów, co dawniej.
     
Kilka metrów obok przecięło powietrze
latające żyjątko, duże jak motyl.
Wykonało wokół nas jedno okrążenie,
po czym spoczęło na kombinezonie Karola.
      Przybliżyłem się ostrożnie, by go nie spłoszyć
i próbowałem znaleźć jego oczy,
lecz nie udało się. Nie było nawet skrzydeł!
Spotkałem mocno odmienne życie.
Choć istniało w roślinności tak wiele podobieństw,
latające coś utwierdzało nas w założeniu,
że występująca tu biosfera jest pierwotna.
Nazwaliśmy ten świat Pradeuterium –
na pamiątkę „skolonizowanej” przezeń planety.
      Owadnik uciekł, unosząc się nieznanym sposobem.
Być może wydmuchiwał powietrze ze skrzeli
a wyziew gazów bezgłośnie go popychał.
      Radość wezbrała w umyśle astronauty,
który wspólnie z przyjaciółmi poszukiwał Prawdy.
      Dokonaliśmy wielkiego odkrycia.
Mocą nie przypadku, lecz Woli Bożej.

       
     

VII
Dni Światła - Tom II - Pielgrzym - Część Trzecia - Rozdział VIII
IX