XXI
Dni Światła - Tom II - Pielgrzym - Część Czwarta - Rozdział I
II

     CZĘŚĆ CZWARTA

       
      I
     
      Wiadomość, gdy obiegła świat, sprawiła,
że niejedno serce zaczęło wyczekiwać,
co przyniesie kolejna wyprawa.
Już nie tajna jak poprzednia, kilkuosobowa,
lecz dużo większa i całkowicie jawna.
      Przestałem już przyjmować wiadomości od ludzi,
przybyły do mnie bowiem całe ich miliony.
Sława na dobre przylgnęła do mojej osoby.
Nawet Hagernejczycy pragnęli się ze mną spotkać.
      W samotnym marszu po piaszczystych wydmach,
wynoszących się setki metrów ponad taflę morza,
dumałem nad organizacją nowej podróży.
      Nie zajęły te myśli bardzo mojej duszy,
odległe w pewnym sensie od ukrytych pragnień…
obecności Agaty, mej umiłowanej.
      Wiatr orzeźwił oblicze pojedynczego wędrowca,
który sam jeden odważnie tutaj zawitał.
Łykałem tlenowe i zdrowe powietrze,
obecne w podobnej do ziemskiej atmosferze,
która zasilała obfitą biosferę.
      Przyjemny żar bił od wysokiego słońca,
aż chciało się tu zamieszkać na całe miesiące.
Chwytałem każdą chwilę na mej drodze.
Nie szczędziła mi przygód i wszelkiego dobra,
lecz doświadczałem braku czegoś więcej.
      Kilkumiesięczne wakacje zmieniły mnie trochę,
rozbudzając nowe marzenia, wizje i dążenia.
Inni postrzegali wszystko odmiennie niż ja sam;
może poznanie obcej rasy tak ich przejęło…
A może owa legenda dawała im Nadzieję,
że ujrzą ostateczny „dowód” prawdziwości Wiary…?
Ale Wojciech upierał się, że to nie zadziała,
że już dawno temu objawiła się Prawda,
a szukanie innej jest nierozsądne i błędne,
gdyż wystąpienie innego Objawienia
niż to, które Pan Bóg przekazał na Świętej Ziemi,
jest niemożliwością, a wiara weń herezją.
Jedyną możliwość upatrywał w tym,
iż ktoś z zewnątrz nas zaobserwował
i przejął od nas jakieś cząstki Prawdy.
Lecz nie sądził, iż stwierdzenie takiego faktu,
jakkolwiek wymownego, mogłoby coś zmienić,
dostarczając więcej dowodów na istnienie Boga
niż te, które posiadał od wieków Kościół Boży.
      Właśnie na tej planecie, którą wskazano w podaniu,
stałem i delektowałem się jej przepychem:
pięknymi roślinami, zwierzętami
oraz niepowtarzalnym krajobrazem.
Tak łatwo dała nam się odnaleźć!
Tak bardzo przypominała moją Ojczyznę…
      Wydmy błyszczały złotem wraz z morskimi falami,
wzbudzając jakieś „głębokie” tęsknoty…
One jedne teraz dla nas istniały,
bowiem nic innego nie odkryły sondy.
Żadnych śladów, czy choćby reliktów kultury,
mających związek z hagernejską legendą…
Tylko najpiękniejszy glob, terrestrialnej natury.
      Podziwiałem to dzieło Ojca Niebieskiego,
który zachował je dla nas do eksploracji.
Zachwycał nim tu i jak najbardziej teraz.
Pragnął ukazać nam to przebogate miejsce,
ujawniające jego stwórczą potęgę.
Uniosłem ręce, aby się pomodlić,
krzycząc głośno modlitwę „Ojcze Nasz”.
Byłem tu sam, bez świadków i wierzyłem,
że Duch Święty mnie tu zaprowadził.
      Echem odbiły się słowa biblijne;
oznaczając jakby ten glob jako chrześcijański.
Padłem na letni piasek, zupełnie szczęśliwy.
Czy aby nie przesadziłem jednak w tej euforii?
      „Niech inni tu przybędą, niech też się ucieszą!
Poznają, że przyjaźń z Bogiem jest najlepsza.”
     
Fale po raz kolejny się poruszyły.
Nie byłem pewien, czy faktycznie byli
tu Kosmici, czy też opuścili kiedyś ten ląd
albo cała ich rasa wyginęła.
Pozostała modlitwa oraz poszukiwania,
skoro technika niczego nie znalazła.
      Postanowiłem nazwać ten ląd: „Lawenda”.
Pomyślałem, że ładnie brzmi ta kwiecista nazwa,
kojarząca się jakoś z tą planetą.
      „Zapytam na Lawendzie Agatę o możliwość głębszego poznania. Na pewno przyleci. Może okaże mi wtedy większą przychylność…”
     
Po drugiej stronie brzegu gęstniał las.
Sięgał daleko, na pół kontynentu.
Pierwszy cel coraz bliższego eksperymentu
poszukiwań życia podobnego do naszego –
szaleńczego dążenia do sprawdzenia,
czy Pan Bóg jest adorowany przez inne stworzenia.
      Pragnąłem spełniać swoje Powołanie.
      — Boże, poprowadź nas do Ciebie! Dla Twojej Chwały chcę czynić to, na co mi pozwalasz, w każdym działaniu mego życia, aby Twoja Miłość poruszała nas we współdziałaniu z Twoją Wolą. Nie poczytuj mi za złe tych poszukiwań, które przecież nie doprowadzą nas do niczego, co jest fałszem, tak jak przy poszukiwaniu rozumnych Kosmitów. Przychylam się do zdania Kościoła, że Twoje Objawienie miało miejsce wyłącznie na Świętej Ziemi. Jednak chcę osobiście sprawdzić, czy ktoś inny też je na niej zaobserwował z oddali. Cokolwiek się wydarzy, otwieram się na Twoją Łaskę.
      Usłyszałem spokojny – jak dotąd – szum oceanu.
      Lawenda zapraszała natchnionych śmiałków.

       

       
     

XXI
Dni Światła - Tom II - Pielgrzym - Część Czwarta - Rozdział I
II