II
Dni Światła - Tom II - Pielgrzym - Część Czwarta - Rozdział III
IV

     III
     
      Po tygodniu spędzonym na bezowocnych
poszukiwaniach nastała upragniona
Niedziela, przeznaczona wyłącznie na odpoczynek.
Płaski ląd, wyglądający jak niski step,
utworzony ni to z grzybów, ni z roślin
– jak jeden organizm w splocie symbiotycznym,
dostarczał obfitych estetycznie wrażeń.
Krajobraz Lawendy podobał się wszystkim,
pełen niepowtarzalnych formacji.
      Dywan grzybokrzewia wtapiał się w liczne jeziora,
a biolodzy dotąd nie zgłębili jego istoty.
Widocznie miał pozostać niezrozumiały,
by w przyszłych latach było co eksplorować.
      Nieustannie dumałem o mej ukochanej,
podziwiając z daleka jej osobę.
Wciąż miała miejsce wymiana spojrzeń.
Bardzo się cieszyłem z tryumfu Czystości
i uduchowionego dostojeństwa Miłości.
      Właśnie oznajmiono, że pewna nieznajoma,
pod wpływem doświadczeń wspólnej przygody,
postanowiła opuścić nasze grono
i wyjść do świata z Dobrą Nowiną,
uczestnicząc w chrześcijańskiej misji.
      Ciemnoskóra niewiasta złożyła Ślub na Wyłączność;
miała na zawsze pozostać dziewicą
i, jak siostry zakonne, wytrwać w tym przyrzeczeniu,
czerpiąc z Łask związanych ze swoim wyborem.
Postanowiła nadal być świecką misjonarką,
lecz tym razem w pełni poświęcić się tej profesji,
aby w Przyszłym Życiu spotkać więcej bliźnich,
którzy dzięki jej Świadectwu wejdą w przyjaźń z Bogiem
i osiągną Zbawienie, sprawiając jej radość.
      Szczęśliwość opromieniała jej sympatyczną twarz,
gdy miała tak oficjalnie wyruszyć w świat;
słodycz zawitała w jej kochającym spojrzeniu,
widać było, że wyjątkowo tego pragnęła.
Mówiła, że chce, jak Aniołowie Niebiescy,
którzy nie żenią się ani nie wychodzą za mąż,
żyć już tu, na Ziemi i podzielać tę wspaniałość,
gdy jest się siostrą dla każdego człowieka,
i służyć Prawdzie, będąc w pełni dyspozycyjną.
      –Misjonarka– Czynię to, ponieważ wiem, że nasza Ojczyzna jest w Niebie, skąd przyjdzie Jezus Chrystus, nasz Zbawca i dokąd niechaj wstąpi jak najwięcej dusz! Mamy do odegrania wielką rolę na świecie, gdyż poprzez nasze działanie wielu z tych ludzi, którzy szli drogą odrzucenia Miłości i Pana Boga, odwraca się z pomocą Łaski od buntu i poddaje się zbawczemu działaniu Sakramentów i Słowa. A my, misjonarze, praktykujemy dzięki temu Miłość, a Pan pozwala nam ze Sobą współdziałać. On Jest Miłosierny i dlatego posyła nas do ludzi, a ci, którzy Go przyjmują, dostępują dzięki Kościołowi Pełni Środków Zbawczych! Dziękuję wam za tę wyprawę, bracia i siostry. Tylko Sam Bóg wie, który z żyjących będzie zbawiony, więc nie osądzajmy nikogo, tylko głośmy wszystkim Ewangelię! Życzę wam owocnych rezultatów tego przedsięwzięcia. Jak napisał Święty Paweł Apostoł: „[…] napełniajcie się Duchem, przemawiając do siebie wzajemnie psalmami i hymnami, i pieśniami pełnymi ducha, śpiewając i wysławiając Pana w naszych sercach. Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię Pana naszego, Jezusa Chrystusa.”
     
Dziewczyna opuściła mównicę dla dowódcy
i skromnie wstąpiła pomiędzy wzruszonych ludzi.
Zapamiętałem, że z jej oblicza biło ciepło,
takie jak u Alicji, mej wspaniałej siostry.
I ja się wzruszyłem na to skojarzenie,
że choć obie kobiety były odmienne zewnętrznie,
to w duszy trawił je jednakowy Żar.
      Czy i nigoryjska panna miała pójść w jej ślady…?
      Zabrzmiały nagle melodie zamierzchłych harmonii,
jakby odezwało się echo dawno minionych lat.
To Agata wraz z innymi artystami,
ozdabiała dźwiękiem sekwencje, recytowane
z Pisma Świętego, ukazujące Przymierze,
które zrealizowało się dzięki Chrystusowi.
      „I będą moim narodem, Ja zaś będę ich Bogiem. […] Zawrę zaś z nimi przymierze, na mocy którego nie przestanę im wyświadczać dobra […]”
     
Cieszyłem się i ja, lecz byłem rozkojarzony;
albowiem bezustannie myślałem o ukochanej.
Zamykało mnie to na wydarzenia wspólnoty,
a marzyłem teraz tylko o tym,
by poprosić ją w końcu o możliwość rozmowy,
prowadzącej do pogłębienia przyjaźni.
      Podeszła do mnie wtedy nowa misjonarka
i spytała o Ewę, którą kazała pozdrowić.
Podobno się znały i nawet wspólnie pracowały.
Zaskoczył mnie ten niepisany znak,
że faktycznie zdawały się być lustrzanym odbiciem.
Nie dociekałem, skąd się znają, ani od jak dawna;
ciemnoskóra tylko podała swoje imię:
      –Misjonarka– Paula.
     
Pozostałem zawstydzony powagą jej postawy,
wobec której moje niedojrzałe uczucia
wydawały się o wiele mniej wymowne
niż pełne poświęcenie się Pauli dla Bożych Spraw.
      Nawet nie spostrzegłem przybycia Karola,
który zajął miejsce za mikrofonem.
Od razu przywitał się ze mną wzrokiem,
a ja uśmiechnąłem się na to, że znalazł się wśród nas.
Nie wiedziałem, kiedy przybył, dopóki nie ujrzałem
pojazdu kosmicznego na antygrawitację.
      Opowiadał o spostrzeżeniach, których dokonał.
      –K– …Boga poznaje się przez Łaskę Wiary, to Prawda. Materialiści uważają, że wszystko rządzone jest „prawami przyrody”. Jednak nic tak naprawdę nie jest w pełni deterministyczne, gdyż wiele praw uwzględnia „losowość”. Podobno w fizyce mikroświata powszechnie są obecne „prawdopodobieństwa”; nawet Dziwadełko i Fenomen im podlegają. Coś musi przecież decydować o ich realizacji. Albo byty rozumne, na przykład Pan Bóg lub człowiek, albo nic, a wtedy mamy nieskończenie wiele Wszechświatów równoległych powstających dla każdego możliwego „wyboru”, co prowadzi do licznych absurdów i braku Sensu czegokolwiek – tworzy się naturalistyczne „byty” bardziej nieuchwytne od Samego Boga, który daje przecież o wiele większe przesłanki co do Swego Istnienia niż idea wieloświatów. Wracając do tematu: Prawo Wielkich Liczb powoduje zaś, że obiekty duże, makroświata, na przykład ten podest, są już bardziej pewne i deterministyczne, ale nigdy do końca. Nie ma praktycznie szans, aby nagle znikł, chociaż teoretycznie jest to możliwe. Jednak entropia maleje w niektórych miejscach, tworząc złożone uporządkowane struktury a w nich punkty o dużej wrażliwości na zmienność. Jest nią na przykład prom, którym tu przyleciałem, nie mówiąc już o tej splecionej roślinności równiny i nas samych. Wszyscy zgadzają się z tym, że gdy nastąpi noc, wtedy ta nibytrawa raczej przyklapnie, gdyż występuje jedna setna szansy, że barwniki w niej zawarte nie pójdą spać. I tylko czasami, raczej równomiernie, wystawać będą pojedyncze jej części, zbierające energię światła odbitego od księżyców. Ale wystarczy, że jedna łodyga przyklapnie w dzień, co jest niespotykane, a uznane to zostanie za złamanie prawa przyrody… Otóż zdarzyło się tak bardzo dawno temu. Odnaleźliśmy z Elżbietą na Hagernewdzie zapiski o sondzie kosmicznej, wysłanej przez Hagernejczyków w to miejsce i wyposażonej w bardzo czuły detektor. Gdy przelatywała obok Lawendy, po stronie oświetlonej przez gwiazdę, skierowała go na powierzchnię planety. Program komputerowy, skrajnie deterministyczny w swej logice, zauważył na jednym zdjęciu, że piksele na obrazie formują jakby obręcz. Mogła ona powstać z powodu ukrycia w cieniu wspomnianych przed chwilą „przyklapniętych pnączy” w monotonii stepu. Kilkaset lat leciały dane z powrotem na Hagernewdę, a one, Oponięta, widząc zarys obręczy, tak bardzo przypominającej im nich samych, uznali, że to znak i posłali kolejne sondy. Podobno tysiąc lat później otrzymali transmisję od Obcych mieszkających właśnie tutaj, na którą składały się filozoficzne dywagacje o istnieniu Trójjedynej Istoty Najwyższej oraz różne rysunki, a pośród nich jakby Znak Krzyża. Być może to wszystko to tylko legenda lub zbieg okoliczności. Ale jedno jest pewne: kilka przyklapniętych kwiatków spowodowało, że dzisiaj tu jesteśmy i badamy je w poszukiwaniu rozumnego życia! I gdzie tu prawo wielkich liczb? Mamy raczej do czynienia z nadzwyczajną kondensacją prawdopodobieństw w jednym wrażliwym punkcie, porządkującą chaos. W niektórych szczególnych miejscach wystarczy więc, że zmieni się przypadkiem jeden atom, a wydarzy się bardzo wiele. Właśnie w naszych mózgach występują takie kondensacje i dlatego za ich pośrednictwem tak bardzo wpływamy na Wszechświat właśnie przez nie, przez supersubtelne realizacje „losowe”, tak subtelne, że bardzo słabo podlegają prawu wielkich liczb z uwagi na swą małą liczebność. Nasza wolna wola być może właśnie nimi steruje, przez co przestają się rządzić „prawdopodobieństwem”, a stają się miejscem, w którym niematerialna dusza sprawuje władzę nad materią. Jedna myśl imperatora może spowodować zagładę planety, a jedno pragnienie czyjegoś nawrócenia u misjonarza pozwolić zanieść Ewangelię do tysięcy ludzi. Nauka nie przeczy Wierze! Możemy wpływać na świat, który podlega Bogu, który steruje nim w subtelny sposób. Nam, ludziom, stworzonym na Jego Obraz i Podobieństwo, dano rozum i wolną wolę, która również wywiera wpływ na świat, a przede wszystkim decyduje o współpracy ze Stwórcą lub odrzuceniu Jego Łaski. Nie jesteśmy doskonali, ale On Jest. A pozostawił nam prawo wielkich liczb, abyśmy, korzystając z niego, rozwijali się i czynili Kosmos poddanym.
     
–W– Wtrącę parę słów od siebie na temat Pana Boga: Jezus Chrystus, stanąwszy się jednym z nas, uniżył się, rezygnując z Chwały, którą miał przed Wcieleniem. On to pokazał nam, jak wielki jest człowiek, skoro dla niego Bóg tyle wycierpiał, by go zbawić. On to, jako Słowo, które Było na samym Początku, stworzył wszystko, dał Życie.
      „Na początku było Słowo,
      a Słowo było u Boga
      i Bogiem było Słowo.
      Ono było na początku u Boga.
      Wszystko przez Nie się stało,
      a bez Niego nic się nie stało,
      co się stało.”
      –
K– To, że cokolwiek jest, dowodzi istnieniu duszy, skoro my odbieramy to w głębi swego jestestwa. To, że możemy czynić, co chcemy, dowodzi istnieniu woli. Co do Objawienia, to potrzebna jest Wiara. Zauważmy, że Wiara nazywa się Wiarą, a nie „wiedzą”…
     
Zostawiłem rozmówców a sam wyruszyłem,
aby odnaleźć pośród wędrowców Agatę,
podjąłem już bowiem niepisaną decyzję,
że odważę się „zadośćuczynić” danej mi szansie.
      Zauważyła, że się zbliżam. Wiedziała, o czym myślę.
Podeszliśmy więc do siebie, depcząc grzybo-kwiaty.
      — Agato,… ja chciałbym z tobą rozmawiać… często. Czy jest to możliwe?
     
–A– Tak. Gdy będę miała wolny czas, to się spotkamy. Szkoda, że muszę was teraz opuścić. Niedługo będę z powrotem… i podyskutujemy, o czym zechcesz. Czy masz jakieś specjalne życzenia, Danielu?
     
Zacząłem jej wtedy dużo opowiadać
o tęsknotach i pragnieniach skrywanych w mym sercu,
lecz nie wspomniałem o największym doczesnym marzeniu…
Poruszałem z nią przeróżne tematy,
włączając te dotyczące losów świata
i współpracy na rzecz dalszych kosmicznych badań,
ponadto zagadnienia o społeczeństwie,
o sztuce i przyrodzie, i o duchowości.
      Ona łagodnie mi przytakiwała,
co jakiś czas nieśmiało się uśmiechając.
Jej grzeczne zachowanie bardzo mi odpowiadało,
wprowadzając pokój o jej przychylność względem mnie.
Choć nie zdawała się „chłonąć” tego, co mówiłem,
czasem z uwagą spoglądała w me oczy.
Nie interesowały ją jednak wszystkie zagadnienia,
które tylko poddawałem dyskusji.
      Minął krótki czas tej miłej rozmowy,
zawołano nas bowiem na niedzielną Eucharystię.
Poruszyła serca wiernych oprawa Liturgii,
do której starannie wszystko przygotowano,
abyśmy dzień Zmartwychwstania godnie celebrowali.
      W homilii głoszono o działaniu Ducha Świętego,
o tym, że to On, Osoba Boża, udziela
Łaski do wyznania, że Chrystus jest PANEM.
Kto otrzymuje Ducha, otrzymał jakby i Syna,
upodabniając się wewnętrznie do Niego.
      Zanosiliśmy Panu Bogu nasze wspólne prośby.
Doświadczaliśmy jakby Obecności
Emmanuela, czyli Boga-Z-Nami.
Spełniały się tu i teraz słowa Proroka…
A przy Konsekracji zagościło tuż przy nas
Słowo Wcielone – rzeczywiście i substancjalnie.
Wierzyliśmy, że dzieje się to naprawdę,
że Prawdziwy Bóg zstąpił na Ołtarz.
      Pomyślałem o nas wszystkich zebranych w Nowym Świecie,
oglądających przez Wieczność Oblicze Boga.
      Przyjąłem Jezusa w Świętym Sakramencie.
W tym momencie pokój zawitał w mym sercu,
nie zastanawiałem się jednak wcale,
czy to był Cud czy też zwykły przypadek.
Powierzyłem Mu wszystkie moje tęsknoty.
Jego osoba stała dla mnie w Centrum.
      „Jak wspaniale przebywać w chrześcijańskim gronie!
Pośród wierzących cieszących się z Bożej Obecności,
oczekujących Ostatecznej Komunii z Panem,
gotowych do wyjścia ku tym, którzy Go nie znają…”
      Uczucie do Agaty znalazło się
na właściwym miejscu w hierarchii pragnień.
Choć najbardziej chciałem pojąć ją kiedyś za żonę,
wyrażałem gotowość pogodzenia się
z każdym możliwym rozwojem wydarzeń.
      Do mej duszy nadeszło „natchnienie”,
abym złożył Bogu dziękczynienie, odwiedzając
na krótki czas mą Ojczyznę – Świętą Ziemię.

       

             

II
Dni Światła - Tom II - Pielgrzym - Część Czwarta - Rozdział III
IV