XIX
Dni Światła - Tom III - Memento - Część Piąta - Rozdział XX
XXI

     XX
     
      Ostatnio bitwa na orbicie Świętej Ziemi
miała przynieść w tym dniu rozstrzygnięcie co do przyszłości
mieszkańców tej części kosmicznej przestrzeni
i losu globu, po którym chodził Pan Jezus.
      Wyłonili się Obcy wokół gorącej Wenus
i tamże lądowali, by ukryć się w piekle.
Zarządziłem, że w międzyczasie, zanim przylecą,
będziemy obchodzić wypadające na dziś Święto
Wniebowstąpienia. Potrzebowaliśmy tych dwóch godzin
na Eucharystię. Przebywaliśmy z Papieżem
na największej stacji orbitalnej,
w komnacie o wystroju godnym starodawnych katedr.
Kardynałowie koncelebrowali ją
z Ojcem Świętym. Obraliśmy za intencję
powstrzymanie ataku Nieprzyjaciela.
      W połowie, pomiędzy obiema Liturgiami,
przyturlało się blisko Ołtarza Hagernewdzię,
by ostrzec, że ruszyły na nas siły wenusjańskie.
Nie widać jednak było u tych Pierścienic
żadnej broni. Natomiast w innych lokalizacjach
pojawiły się uzbrojone oddziały,
liczniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.
Zmierzały na nas sferycznie jak kurcząca się bańka.
Coraz mniejszy promień posiadała złowroga kula.
      Papież przemówił do zgromadzonych wiernych.
      –Papież– Za chwilę tutaj spełni się Wielki Cud, Sam Bóg do nas przyjdzie. A skoro tak, nie bądźmy tak przerażeni po wyjściu z tej kaplicy. Kościół jest niezniszczalny. Jesteśmy Ciałem Chrystusa. Nic nie zdoła odłączyć nas od Jego Miłości.
     
W tym momencie rozległy się chóralne śpiewy.
Muzyka ta była dziełem Królowej Południa.
Poczułem dziedzictwo pradawnego tysiąclecia,
gdy panowały honor oraz Wiara,
gdy ludzkość skupiała się na pielgrzymce do Nieba,
a historia sławiła rycerskość i Czystość.
Wracało do nas, bezowocnie współczesnych,
by skierować nasze myśli wprost ku Ewangelii.
      Ileż to ciemne wieki fałszywego postępu
czerniły się bezcelem oraz brakiem Sensu,
a teraz na powrót nastawały „dni światła”,
zwiastując szczęśliwą i pełną Łask przyszłość.
Jak wiele me oczy dotąd ujrzały…
      Nastała cisza. Zaczęła się Liturgia Ofiary,
podczas której Chrystus ofiarowywał się za nas.
Bardzo mocno tęskniłem za Jego przyjęciem.
      I gdy już został On rozdany wiernym,
wtedy i ja spożyłem Jego Ciało i Krew.
W sercu miałem Pokój a lęk znacznie zmalał;
wiedziałem, że przybyła do mnie Bezgraniczna Miłość.
      Poprosiłem Go, by wstąpiło we mnie to natchnienie,
które potrzebne jest władcy w dowodzeniu armiami.
Mój wzrok spoczął na obrazie Zranionej Maryi,
który przyniósł tutaj ktoś z mojej Ojczyzny.
Być może Wojciech, być może ktoś inny.
      Nie stało się nic.
      Przyszedł więc czas czynnego działania.
      Wzruszyłem się, gdy zebrała się cała armada,
wsparta w większości przez przyjaciół z Hagernewdy.
Nie brakło sił zbrojnych z większości układów,
które dotąd nie zostały jeszcze podbite.
Nawet sam Thor mnie poinformował,
że zdradzieckie niegdyś państwa przysłały żołnierzy.
Kto scalił nas wszystkich w tak rozległą unię?
Henryk, który pracował dla Akanium i Ligii,
Alicja, która nawróciła ateistę Thora
i prawie wszystkich dawnych ciemięzców Oceanicznej,
Zaks, który zniechęcił kolaborantów do zdrady.
Wszyscy troje zginęli…
      We czterech podzieliliśmy się dowództwem:
Thor przewodził oddziałami swoich poddanych,
pozostali zaś z gości mnie służyli,
rozkazywałem też bohaterom poprzednich bitew,
w szczególności Liganom i wojskom z Sol Centralis,
Leonię komenderowało Hagernejczykami
oraz korpusem naukowo-technicznym,
zaś Karol Konwaliowymi Rycerzami z Akanium,
wśród których nie brakło przebudzonych hibernantów.
      Choć zjawiło się tyle sił, nie mieliśmy przewagi.
Dwa zgrupowania Obcych już prawie tu dotarły.
Natychmiast wydałem rozkaz opuszczenia orbity,
aby oddalić zagładę od Prastarej Planety,
na której miała miejsce monogeneza.
Być może dotyczyła nawet Pierścienic,
które wówczas pochodziłyby od człowieka,
którego ciało uległo, jak widać, deformacji.
Chciałem powstrzymać narzędzie zagłady,
póki przebywało jeszcze daleko.
Pozostali dowódcy podążyli ze mną.
      Front znacznie się rozszerzył.
      –Th– Nigdy nie przypuszczałem, że będę bronił Oceanicznej. I walczył za Wiarę.
     
Tak… A ja, że zostanę Monarchą.
     
–Th– Jeśli zwyciężymy, zhołduję ci moje państwa i namówię pozostałe, chyba że podlegają już Królowej Agacie.
     
Przed nami ciężka bitwa.
     
–Th– Nie lękaj się. Ja naprawdę wierzę, że z łatwością pokonamy te istoty.
     
Ocaliliśmy Deuterium, Hagernewdę i Akanium, ale straciliśmy wiele innych układów.
     
–Th– Ty myśl raczej o Ślubie z Agatą, potomkinią rodu z Południa. Bardzo zależy mi na tej sukcesji… Może kiedyś sam odkryjesz, dlaczego. Twoja siostra wiedziała… Mamy ze sobą wiele wspólnego…
     
Nie mów mi o tym, nie chcę tego wiedzieć. Zachowaj to dla siebie. Trzeba działać, nie marzyć; grozi nam zagłada.
     
–Th– Alicja powiedziała mi wtedy, żeby się nie lękać. Uwaga! Rozkazuję wszystkim moim jednostkom zaatakować Wroga!
     
Rozkazuję wszystkim weteranom wesprzeć kontratakujących przez teleportację z użyciem Fenomenu. Próbujcie unieszkodliwiać kolejne „wynalazki” tych stworzeń. Postępujcie podobnie jak w poprzednich bitwach.
     
W odpowiedzi ruszyły ku Ziemi planetoidy.
Ich ilość napawała ogromnym strachem.
Musiała wręcz wyczerpać się u Kosmitów rezerwa
Fenomenu, który teleportował bardzo wiele
asteroidów. Tak wściekle pragnęły zniszczyć Ziemię!
Jaka nienawiść wobec nas, najcichszych!
Czy to nasi cyniczni ateiści
przekonali Nieprzyjaciół do tego posunięcia?!
Lecz to cynicy najwięcej dotąd stracili.
      Leonię stwierdziło, że poradzi sobie z atakiem.
Tymczasem my przeprowadzaliśmy teleportację.
      Wojownicy Thora z wykorzystaniem laserów
walczyli z rzygaczami egzotycznej materii,
podobnymi do tych użytych wokół Bereidy.
Oddalone o milion kilometrów od naszej planety
zmagały się punkciki o wielkości setek metrów.
Czy tak małe coś mogło decydować o przyszłości?
Przecież w tę pustkę wysłano niegdyś sondy
a ówczesne zatłoczenie nie różniło się znacznie
od obecnego! Pustka, próżnia i bezgłośna nicość.
A jednak tak wiele potrafiło
stworzenie obdarzone nieśmiertelną duszą,
że, będąc prochem, samo tak wiele obracało w proch,
jeśli wybierało zło; a jeśli dobro,
wprowadzało w bezduch nicości twórczą
Miłość, zdolną przekształcać pył w to, co jej służyło
poprzez czynienie sobie ziemi poddanej
ku chwale Pana i ogólnemu pożytkowi.
      Oponięta wiedziały doskonale o tym,
że sama ilość oraz wielkość jednostek bojowych
nie determinowała jeszcze zwycięstwa.
Liczyła się także sprawność dowodzenia,
a także sprzyjanie samej Opatrzności.
Należało więc modlić się i uwzględnić jej wpływ,
zarówno ten pożądany, jak i ten wychowawczy,
choćby na pierwszy rzut oka niezrozumiały…
Zawsze przecież modlitwa przybliża do Boga,
bez względu na to, czy Pan spełni nasze prośby.
      — Leonię, co byśmy bez was, Oponiąt, uczynili!
     
–L– „Potrafimy zakrzywić tor asteroid bez użycia pocisków i manewrów. Nie trzeba już poświęcać życia pilotów. Zdobyliśmy w trakcie tej bitwy doświadczenie, lecz wróg także. Jest na 95% przygotowany na użycie przez nas Lawend.”
     
W pewnej chwili złowieszcze rakiety
z niepojętej przyczyny zmieniły kurs,
my zaś – według wskazówek Hagernejczyków –
wzbudziliśmy Fenomenem fale grawitacyjne
w określonych miejscach, czasie, o określonej sile,
tak iż bolidy przestały stwarzać zagrożenie.
      — Jak to się stało?
     
–L– „Teoria chaosu. Niewielka zmiana w pewnej lokalizacji powoduje wielką zmianę gdzie indziej. Obliczyliśmy gdzie – i działa. My korzystamy z logicznej sieci neuronowej, wy zaś z ontologicznej. Wy przekazujecie nam wiedzę intuicyjną, my wam wiedzę ścisłą. Ale te zbiory i tak nachodzą na siebie. Wszyscy posiadamy rozumną duszę, obdarzoną wolną wolą.”
     
Wtem Przeciwnicy zmienili swój szyk
i poczęli wahać się kwantowo w próżni.
Siły Thora poczęły budować zwartą formację.
Straty po obu stronach były proporcjonalne.
      Tym razem szyk rozproszony działał na naszą korzyść,
więc Wróg znów wolał skupić się w jednym miejscu,
wciąż, dla zmylenia, wykonując kwantowe skoki.
Czekało nas przeraźliwie bezpośrednie starcie.
Dwie wrogie armie obserwowały się z naprzeciwka.
Wszystko już teraz mogło się wydarzyć.
      Oto ustawiły się z boku oddziały
przybyłe z Wenus. Przyjrzałem im się z bliska:
nieuzbrojeni, dziwnie nieobecni
na poprzednich bitwach, trwający jakby „w zawieszeniu”.
      Ręce same złożyły się do modlitwy.
A Thor śmiał jeszcze mówić, że zwyciężymy!
      — Połączcie mnie z Wojciechem!
     
–Mnisi– Nie przeszkadzaj nam, Królu.
     
Co się tam dzieje?
     
–Mnisi– Modlimy się za was i umartwiamy.
     
Zacząłem zachowywać się jak szalony.
      — Uruchomić działa na Księżycu.
     
Potężne wyrzutnie, wychylone z kraterów,
wypuściły tera-tonowe pociski
z całego arsenału Sol Centralis.
Potężne pole siłowe – parasol ochronny –
wzmacniające pole magnetyczne globu,
osłonić nas miało przed nuklearną eksplozją
kosztem nieznacznej zmiany rotacji wokół osi.
Dzień miał się odtąd wydłużyć o kilka chwil,
a Księżyc jeszcze bardziej od nas oddalić.
      Na pamiątkę tej największej jak dotąd wojny.
      Wtem wahadła poczęły układać się we wzory.
Mamiły oczy ciekawskich obserwatorów.
Ujrzeliśmy surrealistyczne kształty,
jak i te zaczerpnięte prosto z życia.
      Przestaliśmy widzieć Obcych, jedynie wielki
ekran, a na nim kolorowe, fantastyczne treści.
      Lodówka. Łódź Nordyków. Zielona noga Sfinksa.
Posąg kucharza. Ekskrementy palone na ogniu.
Ona uderzyła go folią ze śmigłem,
a prezydent został gwiezdnym tetroidem.
      Nagle pewna para poczęła uprawiać seks,
a kobieta „ociekała” wręcz wszelkim powabem.
Obrazy, podprogowo spotęgowane,
wzbudziły natychmiast niebywałe pożądanie.
      Odwróciłem wzrok od tego, co wyświetlano,
lecz nikt inny nie próbował postąpić tak samo.
      — Leonię, to podstęp a nie przypadek, tak?
     
–L– „Zapomnij przez jakiś czas o sile bojowej oddziałów Thora. Twoje jednostki też mogą mieć problemy. Niedługo nadlecą bomby. Wróg atakuje was z boku.”
     
Repulsja, weterani! Rakiety wielozłożone! Nie ponosimy winy za same pokusy, jedynie za uleganie im. Skupmy się teraz na działaniu! Biada gorszycielom. Oponięta i Rycerze nam pomogą.
     
Lecz zawahały się Oponięta.
Oto pojawił się przed nami doniosły przekaz:
na skórze par uprawiających nierząd
ukazały się matematyczne rozwiązania
nieudowodnionych dotąd teorii,
dotyczących geometrii, algebry, topologii
oraz nadpotęgowania i działań „połówkowych”.
Od wieków naukowcy pracowali nad syntezą
wszystkich działań, zbiorów liczbowych i grup.
A za jakiś czas Pierścienice mogły być zgładzone
z całą ich wiedzą, utajoną dla nas.
      Hagernejczycy zamiast działać, czytali teorie.
      Patrzyłem na ten absurd, pełen niedowierzania.
      Postacie kopulujące mówiły do nas teraz,
a komputer ślepo tłumaczył z ruchu ich ust.
      „Odstąpimy od oblężenia Ziemi, jeżeli pozbędziecie się spośród was nieszanujących Śmierci ateistów. Zostaniesz Królem i ludzie ze szlachetnej planety opanują z <<nami>> Wszechświat. Wy macie lekarstwo na Śmierć – wy ją szanujecie, gdyż wierzycie w Boga, który powołał świat do życia. Nienawidzimy tych, którzy bredzą o doczesności, że jest najważniejsza. Że po Śmierci następuje nicość i niebyt, i że to dobrze, gdyż nie ma w nich cierpienia. Wy negujecie takie postrzeganie doczesności, gdyż macie religię. Dobrze, że wierzycie w Boga, a nie w nicość. Niebyt. W bezsens. <<My>> wierzymy w to, że Śmierć ma Sens. Naprawmy błąd jakim jest nihilizm. Zabijemy wszystkich, którzy nie szanują Śmierci. A wam damy żyć w narkozie waszej niezrozumiałej religii, pełnej historyjek o jakimś Miłosierdziu. Wystarczy, że zawrzemy pokój, a ludzi niejakiego Olafa i Thora wydacie <<nam>> jako jeńców. Przecież oni gnębili was przez kilka tysięcy lat. Przekierujcie rakiety na <<nasz>> drugi oddział… odstępców… ten z Wenus…”
     
Nie!!!!!
     
Nie zdążyłem.
Pociski nuklearne zmieniły cel.
      — Zdrajcy!! Ludzie, nie słuchajcie tych okrutnych bredni!
     
Ale było już najzupełniej po fakcie.
      — Kto to uczynił?!
     
–Ktoś– Chcemy pokoju. <<One>> nie atakują Wiary, ale niewiarę.
     
Ty głupcze!!
     
–W– …Pozwolę się wtrącić. Tu Wojciech. <<One>> starają się omamić wszystkich żołnierzy bez wyjątku. Miłuj bliźniego. Walczcie dalej. Modlę się za was.
     
Wielozłożone rakiety nie dały się
zwabić na jakąkolwiek kwantową flarę.
      Repulsja uczyniła szkody we wrogich szeregach.
Wojska nasze powoli budziły się z uśpienia.
      Nagle Pierścienice ruszyły wprost ku nam!
Były wielkie jak nasze statki. Przylegały do nich,
wchłaniając je całe wraz z polem siłowym.
A nasi w ich wnętrzach czuli wielki lęk.
Kapitanowie dostawali ataków serca.
Bała się także moja własna dusza.
      Właśnie minęły nas bomby, przekierowane
ku drugiemu zgrupowaniu Obcych.
      „Niech jeszcze co piąty przejdzie na <<naszą>> stronę, a odlecimy”.
     
Film erotyczny dobiegał końca,
tak samo jak naukowy przekaz.
      –K– Miłość i wiedza, i pokój. Sprofanowaliście je, Pierścienice. Pożądliwość oczu, ciała i pycha tego życia. Rycerze, przygotujcie się.
     
Żołnierze przechodzili na stronę Wroga.
Ze zgrozy chciałem krzyczeć prosto w kosmiczną otchłań.
      Traciliśmy kontrolę nad komputerami;
nieprzyjazne siły je przeprogramowały.
Drastycznie zmalała Nadzieja zwycięstwa.
Zwróciłem się o pomoc do Leonięcia.
      Korpus naukowy uruchomił
nowy rodzaj strategicznej broni,
oparty na niedawnych odkryciach
związanych z zastosowaniem super-działań.
Po pierwsze, struktury o wielkiej złożoności:
niemożliwe do zatrzymania, przebiegłe rakiety,
trafiały i niszczyły zgrupowania przeciwnika.
Po drugie, teoria chaosu umożliwiła
wykorzystanie Fenomenu do wywołania
nieprawdopodobnych zjawisk wielkoskalowych.
W ich wyniku nadwerężona została
kompozycja topologiczna ciał Pierścienic,
co zabijało te niezwykle wytrzymałe stwory.
     
Patrzyłem, jak po kolei giną
wraz z piątą częścią naszych sił zbrojnych.
      –L– „Sprawność 78%. Obcy 88%.”
      Wtem dokonano poważnego złamania symetrii:
symetrii kwantowej, symetrii materii!
Bezkształtne ciała potężnych nieziemskich istot
zmieniły całkowicie strukturę najbliższej
przestrzeni, przez co wybiórczo wypadaliśmy
z walki, wbrew jakimkolwiek znanym prawom fizyki.
Uderzały wtedy na nas, osamotnionych,
by zwyciężać, zwyciężać, zwyciężać i…
      Opuściłem pomieszczenie.
Opanowało mnie głębokie milczenie.
      Ktoś dogonił mnie.
Dobrze znany mi głos oznajmił mi,
że Rycerze Konwaliowi ślepną od detonacji.
      — Wojciechu, co teraz? Skąd się tu wziąłeś? To niemożliwe.
     
–W– Nie pytaj. Wierz. Bóg Jest. Po śmierci mamy z Nim Życie Wieczne. Pierścienice nie poznały Jego Miłości, dlatego popadły w pogański kult śmierci.
     
Dlaczego nie walczyli od razu z nami, wierzącymi? Dlaczego zależało im bardziej na ateistach?
     
–W– Przecież wierzących również mordowali, a z nihilistami weszli nawet w taktyczny sojusz. Tak naprawdę sami nie wiedzą, czego chcą, tylko poddają się działaniu nienawiści. Szatan nienawidzi wszystkich ludzi. Czasami szczuje jednych „złych” przeciwko drugim, pozornie nie atakując bezpośrednio „dobrych”. Ale ci zawsze ponoszą „przy okazji” stratę, i to dotkliwą. On jest ojcem niezgody i zależy mu na podziałach między ludźmi. One to niosą ze sobą nienawiść, okrucieństwo, niesprawiedliwość, lęk, ból i śmierć. Stwarzają wiele okazji do grzechu, któremu wielu ulega. Przez podziały niszczona jest Jedność, a w konsekwencji trudniej jest dostrzec Prawdę.
     
Uważasz, że ci Obcy to też ludzie, tylko inaczej wyglądający?
     
–W– Tak samo jak Hagernejczycy. Posiadamy wspólne pochodzenie od pierwszych rodziców. Oni też potrzebują Zbawienia.
     


      ~

      Na niebie ukazał się jaśniejący obiekt…
Wszyscy dowódcy wrócili do stanowisk…
Promieniał śnieżną bielą w każdym teleskopie…
a wokół niego błyszczała świetlna aureola…
Stał w miejscu, pałając chwałą swej obecności…
Natychmiast ustały wszelkie walki…
Atomowe pociski nie eksplodowały…
minęły spokojnie bezbronnych Kosmitów…
      Patrzyłem na jarzący się gwiezdny statek.
Pojawił się znikąd, jakby nie miał związku z tym światem.
Żadne Dziwadełko mu nie pomogło.
Wydawało się, że wysłano do nas Anioła.
      –K– Wszyscy Rycerze niech zaatakują Pierścienice!!
     
Lecz nie było czym strzelać do Przeciwników.
Żadna z konwencjonalnych broni nie zadziałała.
      Zobaczyliśmy, jak Karol podąża
na czele szlachetnego zastępu,
zadając swą Lawendą klęskę agresorom.
      Ku jeszcze większemu naszemu zaskoczeniu
kawalerzyści bili Wroga bez przeszkód.
Oponięta przetwarzały sygnały,
Fenomen poruszał skafandrem-siodłem,
a kwiecisty miecz przecinał asymetryczne ciała,
niszczył pancerze i wszelkie cząsteczkowe bariery.
      Anielski pojazd, stale widoczny na niebie,
wzruszył nas do łez, do łez nieprzerwanych.
Wilgotniały nawet oczy Rycerzy,
choć eksplozje uszkodziły im wcześniej
siatkówki, tak iż pożegnali się ze wzrokiem.
      — Karolu, widzisz to, co ja…?
     
–K– W ten sam sposób, co Hagernewdzię.
     
Przełączyłem się na ich sztucznie tworzony obraz.
      –K– Cóż tam mój wzrok, skoro ratujemy Świętą Ziemię!
     
W zamieszaniu wygrywanej przez nas bitwy
dostrzegłem samotnie lecące Lawendy,
ledwie wykrywalne przez detektory Karola.
Nie były one tymi samymi
co rycerskie „miecze”. Podążały za jeźdźcami,
towarzysząc im w ich zaciętej batalii.
Skąd się tutaj wzięły???
      Podlatywały do Pierścienic, ale wracały,
unieruchamiając je na stałe.
      — Widzicie to, czy nie?
     
Lawenda oplotła hełm przyjaciela.
Coś na niej siedziało w bańce wodnej,
maleńkie, futrzaste, ciemne. Tylko przez moment
je widziałem… podobnie jak kiedyś… to na dnie…
      On sam i inni Rycerze w nieznany sposób
odzyskiwali zdolność widzenia.
      Nagle wenusjański oddział Obcych począł migotać
i utworzył na naszych oczach obraz.
      „MEMENTO VIVA”.
     
Znikł „Niebiański Pojazd”.
      TE Pierścienice przybyły tu w Pokoju.
Pojawił się u nich symbol Krzyża.
Oznajmiły, że wyznają Wiarę w Boga.
      Bitwa o Świętą Ziemię właśnie się skończyła.
      Ukazały, że w ruinach burzonego miasta
nawróciła je poległa tam piękna niewiasta…

       
     

XIX
Dni Światła - Tom III - Memento - Część Piąta - Rozdział XX
XXI