XXI
Dni Światła - Tom III - Memento - Część Szósta - Rozdział I
II

     CZĘŚĆ SZÓSTA
     


      I
     

      Sunąłem po porcie, w którym lądowały statki.
Na powierzchni Akanium, na którą przybyły
tłumy, odbywały się zwycięskie defilady.
Potężne pojazdy, wsławione w boju,
ocalałe przed zagładą podczas niedawnej bitwy,
poruszały umysł swym skomplikowanym wyglądem,
wielkie, budzące postrach kolosy,
inne tu, na powierzchni niż w kosmicznej otchłani.
      Zanurzałem się wprost w bezpieczeństwie oraz pokoju,
jaki stał się nagle udziałem nas wszystkich.
Nastało prawie pełne zjednoczenie
obywateli z „krajów Wiary” i państw nawróconych,
w tym poddających się nam Kosmitów,
którzy niedawno uchodzili za Przeciwników.
      Imponujące pejzaże sprzętu z demobilu,
pozostającego pamiątką ciemnych chwil historii,
roztaczały się daleko za granicę Akios,
tam gdzie z dwóch miejsc kasjopejskiego nieboskłonu
wschodziły dwa słońca – gwiazda za gwiazdą.
      — Dziękuję Tobie, Dobry Boże, że żyję i że minęło to wielkie zagrożenie dla nas wszystkich. Miej w opiece nas, odbudowujących ten świat i daj spoczynek zamordowanym i poległym.
     
Ból w sercu tym bardziej wzmógł się w tej oazie spokoju,
gdy uświadomiłem sobie, że nie ma wśród nas siostry.
Pochłonęła ją wojna… Spojrzałem do góry,
otworzyłem usta, chcące wydać niemy krzyk.
Być może przebywała właśnie teraz w Niebie
i nie chciała pewnie, bym dalej ronił łzy.
      Alicja tak bardzo mnie kochała,
tak bardzo inaczej niż osoby spoza rodziny,
czysto, bezinteresownie, szczerze,
biorąc przykład z Samego Chrystusa Pana,
przyjmowanego często w Komunii.
Zabrał ją do Siebie; ona to przewidziała
i zostawiła po sobie Świadectwo dla żyjących.
      Stało przede mną pewne szlachetne zadanie…
      Obraz znikł na chwilę i nic nie widziałem.
Od czasu, gdy oślepiono moje oczy,
coraz częściej następował nawrót choroby.
Zakończyła się zatem moja pilota.
Inne rzeczy miałem teraz przed sobą
jako nowy władca Północy Świętej Ziemi
i tych układów, które uznały me panowanie.
      Widzenie parady wróciło na nowo.
Cieszyłem się, że, zamiast do końca życia być ślepy,
odzyskałem wzrok dzięki cudownej pomocy
Karola i czegoś, o czym mógł wiedzieć tylko on sam
lub ewentualnie dociekliwa Elżbieta.
      Nagle beznamiętny głos komputera
zakomunikował o śmierci mego dziadka.
      Zacisnąłem mocno zęby, walcząc z płaczem,
lecz nic nie powstrzymało słonej cieczy.
Urządzenie mówiło, że od razu uda się
urządzić pogrzeb po zakończeniu spotkania.
      Niech okręty z powrotem wracają na orbitę!
Nie chcę żadnej uroczystości z okazji zwycięstwa!
      — To ja… wasz zarządca i Król Oceanicznej. Odwołajmy paradę… zamieńmy ją na uroczystość ku czci poległych…
     
Zauważyłem poruszenie u zebranych na placu.
Automat kierował samolotem, a ów lądował.
Ciało mego przodka, hibernanta, znalazło się tam.
Mógłby patrzeć, jak wnuk cieszy się z nadejścia
pomyślności, w jakiej przyszło nam teraz żyć.
Przywoływałem teraz wspomnienia –
szczególnie to z urlopu pod górami,
gdy powiedział mi, że pochodzi z pradawnych czasów
a moja rodzina jest inna niż pozostałe.
Tak rzadko odwiedzałem go w dzieciństwie…
      Tłum na lądowisku otoczył mnie.
Bez znaczenia były te ziemiańskie twarze,
hagernejskie czujki i pierścienicowe bezkształty.
Tam gdzieś balsamowany był mój przodek,
który odszedł do Wieczności w ten właśnie dzień.
      Otoczone zwierciadłami uroczyste podwyższenie
czekało na mnie, aż na nie wstąpię,
by, będąc oglądanym na żywo i w transmisji,
wypowiedzieć się przed obliczem zebranych.
Cały Wszechświat miał być świadkiem tej chwili.
Lecz głównodowodzący i Monarcha nie chciał tam wejść.
      Szukałem oczami kogoś dla zastępstwa;
odnalazłem wskazane mi przez wizjer Oponięta,
wśród których spokojnie obracało się Leonię.
Prawdziwy obrońca tej znękanej planety
jak Henryk i Zaks, którzy oddali dla niej życie.
      — Le-orni-dialou, wzywam cię.
      „Już podjeżdżam, Królu.”
      — Jedź za mną, użyj spirali obok schodów.
     
Dwie osoby ludzkie wstępowały pod górę,
ku zaskoczeniu każdego, z wyjątkiem Pierścienic.
Te ostatnie bez końca o onym głosiły,
że powstrzymało ich niszczycielską Czarną Dziurę.
      Odetchnąłem z ulgą, spocząwszy na szczycie,
na fotelu pośrodku kryształowych luster.
Hagernewdzię przystanęło na skraju piramidy.
      — Leonię, powiedz o Hagernewdzie i o twojej obronie Akanium.
      „Opowiem zwięźle. Nasza planeta miała być całkowicie zgładzona. Fenomen mógł sprawić jej nie istnienie. Ktoś wybrał nas, abyśmy nie żyli. Pierścienice chciały zniszczyć nas, Akanium i Oceaniczną.”
      — Ktoś zamierzał wymazać z mapy Kosmosu te układy, w których mieszkali w przeważającej liczbie wierzący, podbiwszy wcześniej państwa ateistyczne. Posłużył się do tego celu działaniami zbrojnymi.
      „Daniel przybył do nas i uratował nas. Wróg zatruł naszą atmosferę i zburzył dużo miast. To było bardzo złe i spowodowało wiele cierpienia.”
      — Wszyscy wiemy, ile treści kryje się w wypowiedziach Hagernejczyków! „Bardzo złe” – to znaczy naprawdę dużo.
      „Daniel zlecił obronę Akanium. Nie był obecny, gdy je atakowano. Ja, Henryk i Zaks musieliśmy je ocalić. Mieliśmy przygotowane siły. Unieszkodliwiliśmy Czarną Dziurę. Towarzyszący im Ziemianie zginęli. Ja uratowałom się…”
      — Ogłaszam godzinę milczenia w hołdzie dla poległych!!
     
Poruszenie ustąpiło, a zebrani umilkli.
Uszanowano to Dobro, jakie wywalczyli
ci, którzy oddali za pokój wszystko, co mieli.
Należało je odtąd pielęgnować i rozwijać,
zachowując pamięć tych, którzy polegli.
      Wielu, nie mogąc nawet uczestniczyć w walkach,
padło ofiarą najazdów kosmicznych,
gdy biernie uczestniczyło w masowej zagładzie
lub, będąc zniewolonym, umierało w męczarniach.
      Nikomu nie trzeba było przypominać
straszliwych scen, którychśmy doświadczyli;
postawiono tylko gdzieniegdzie pomniki,
na tyle często, by nie wygasła pamięć.
      Dziękowałem w sercu mym zabitym
braciom. Wzruszyłem się w tym patriotycznym akcie.
Tyle razy historia dawała o sobie znać,
a teraz rzeczywistość stawała się nią sama.
Wiedziałem, że o tych czasach będzie się rozprawiać
przez wiele kolejnych tysiącleci.
Lecz czy należycie przechowa się to Świadectwo?
Oby potomni zawsze poznawali Prawdę,
a nie zabarwione fikcją mity i legendy.
      Leonię poruszyło się za sprawą drżenia.
Oto Hagernejczycy cicho się modlili,
a neuronowe umysły przejawiały emocje.
Złamali ciszę, wyjątkowo powszechną,
jak nigdy.
      Serca zebranych łączyły się w jedno,
oddane wzywaniem Boga Miłosiernego,
by dał wieczny spoczynek duszom poległych.
Transmisja „odbijała się” donośnym „echem”
w całym Kosmosie.

      Minęła godzina. Wojna odeszła w przeszłość.
      Dzierżyłem w swych rękach wielką władzę, wręcz niezmierną.
      — Będę wam królował. Pragnę, byście mnie uznali jako swego władcę, tak jak część z was uznała Agatę. Spójrzmy teraz w przyszłość. Najważniejsze w tej chwili to odbudowanie zniszczonych planet. Niechaj fundamentem będą dla was Wiara i Boże Przykazania. Zerwijcie z dawnym złem; ono sprowadziło na nas zagładę. Nie wracajcie do przeszłości, chyba że dla dawania Świadectwa o tym, jak ludzkość zabłądziła. Bóg uczyni dla nas nowe czasy. Konserwujmy dziedzictwo Kościoła Świętego.
     
Ku absolutnemu zdziwieniu wszystkich,
ustanowiłem Leonię akanejskim zarządcą,
przyznając się, że opuściwszy w potrzebie walczących,
skazawszy ich na samotne odpieranie nalotu,
nie zasłużyłem samemu na tę godność.
Hagernejczycy w odwecie chórem „głosów” sejsmicznych
zatrzęśli powierzchnią całego kosmoportu.
      Usłyszałem wiwaty z ziemiańskich gardeł.
Dobrze, gdy ma się u ludu poważanie,
gdyż dużo stabilniejsze stają się rządy.
      — Nie krzyczcie tak. Proszę o powagę. Niech Hagernejczycy zorganizują minimalną administrację w tych układach, które przyjmą moje panowanie. One będą działać w moim imieniu, a znając ich sprawność, dużo na tym zyskamy. Ja będę ostateczną instancją i będę odpowiadał przed Tym, który dał mi władzę. Najważniejsze dla mnie jest to, aby umocnić monarchię, a ten krok w tym właśnie pomoże, z uwagi na lojalność i uczciwość zarządców. Nasza władza nie będzie kontrolowała tylu dziedzin życia, co poprzednia – damy wszystkim niespotykaną wcześniej wolność w granicach nakreślonych przez Prawo Boże. Agato… Królowo Północy… Kocham cię.

     
Orkiestra przygrywała podczas pogrzebu dziadka,
symbolizującego tych, z którymiśmy się rozstali.
Ów bardzo ważny dawny człowiek, niedoszły Monarcha,
trwał w hibernacji przez całe tysiące
lat. Przekazał mi w dziedzicznej ciągłości królewską krew.
Rodzice moi płakali wraz ze mną.
Najbardziej jednak lała łzy małżonka jego, babcia.
      Homilia umocniła nas na te nowe czasy.
Rozważano prócz Ewangelii Słowo z pierwszego
czytania:
      „Bo nie jest zamiarem Pana
      odtrącić na wieki.
      Gdy udręczył, znów się lituje
      w dobroci swej niezmiernej;
      niechętnie przecież poniża
      i uciska synów ludzkich.”
     
Coraz silniej czułem, że coś wzywa mnie,
bym nadal wypełniał powierzoną mi Misję –
tę Pierwotną, nieustannie zmieniającą się.
Spytałem w myślach Pana, czy założyć rodzinę.
Me własne słowa, być może Przezeń inspirowane,
odrzekły mi, żebym poślubił kochaną Agatę.

       
     

XXI
Dni Światła - Tom III - Memento - Część Szósta - Rozdział I
II