XIII
Dni Światła - Tom III - Memento - Część Szósta - Rozdział XIV
XV

     XIV
     
      Karol odnalazł starodawny wehikuł,
wysłany kilka tysięcy lat temu z Sol Centralis.
Na jego pokładzie przebudzeni hibernanci
powitali go, mocno zaskoczeni.
Podróżowali z napędem konwencjonalnym,
nie wiedzieli nawet o Dziwadełku.
Musiano już kiedyś napotkać pionierów.
      Bez problemu porozumieli się w starym języku,
używając własnych systemów tłumaczących,
korzystając z najprostszych słów oraz składni.
Przydała się mocno znajomość łacińskiej mowy.
      Nim przedstawił im w szczegółach stan obecny,
poprosił, by ukazali mu obraz swej epoki.
      Nie żyli nawet w czasach wielkich przygód,
gdy swobodnie odkrywano układ za układem.
Jako jedni z pierwszych wylecieli w dal,
gdy tylko zastosowano hibernację.
Wybrali Eta-Kasjopeję, a w niej Mewonę,
ujrzawszy ją wcześniej w teleskopie
i oczekiwali odnalezienia życia.
Uciekli ze świata, który zmierzał ku zagładzie;
stracili Nadzieję, że nastanie odnowa.
Lecz w końcu Wiara powróciła do serc
i na powrót zdominowała ludzkie działanie.
Opamiętano się po wielkim kryzysie.
Co prawda później miała nastać wojna
i długi okres „izolacji Oceanicznej”.
      Karol zachwycał się relacją kosmonautów;
nie byli to żadni „Konwaliowi Bohaterowie”.
Mówili o różnych dawnych absurdach,
w których pogrążał się prawie cały rodzaj ludzki,
o postępującym barbarzyństwie i zakłamaniu,
o tym, jak zapanowało lenistwo i rozpusta.
Całe rzesze ludzi, kierowane hedonizmem,
posuwającym się nawet do negacji natury,
gnębiły pracowitych, odbierając im zapłatę,
a same, sprawując władzę poprzez głosowanie,
pogrążały pozostałych w swych chorych prawach.
Odbierano pod przymusem wielką cześć dochodów,
marnotrawioną poprzez biurokrację,
a niechcące pracować „grupy społeczne”
pobierały świadczenia za samo swe istnienie.
Nadziwić się nie mógł, że rządzili wszyscy,
czyli nikt, w przeciwieństwie choćby do oligarchii.
Jedyne dwie monarchie, które się ostały,
a ich władcy zachowali wierność Bogu,
próbowały z tym walczyć, choćby w swoich krajach
i odniosły nawet niewielkie zwycięstwa.
Wtedy to odlecieli ci kosmonauci.
      Z tego, co wiedział, odkrycia techniki,
które niejako później nastąpiły,
pomogły poprawić byt wszystkich narodów
i przygotować grunt pod czasy konwaliowe.
      Zstąpili teraz na powierzchnię Mewony,
zatykając nań starożytną flagę.
Obok Park Planetarny ukrywał swoje skarby,
zbadane już jakiś czas temu przez Daniela.
Karol zostawił im jednak możliwość samodzielnej
eksploracji. Nudziły go ich metody,
oparte na analizie czysto wizualnej,
niezdolnej do wychwycenia tego, co istotne.
Chciał im podpowiedzieć, co powinni zrobić,
ale zrezygnował z takiego ułatwienia.
Jeden z nich, widząc, że ten w duchu narzeka,
podał mu sam odważne pouczenie.
     
–Astronauci– Człowiek, pracując, nie powinien martwić się brakiem przyjemności. Praca zawsze pozostaje do wykonania, bez względu na smutek czy radość, więc lepiej, pracując, być już dobrze nastawionym.
     
–K– Pochodzicie z czasów ciężkiej pracy.
     
–Astronauci– Ciężkiej, gdyż niesprawiedliwie zabierano nam prawie całe wynagrodzenie, a rozdawano innym. Módl się i pracuj. Bądź pokorny. Spełniaj Powołanie. Niektórzy wierzyli, że przez to czasy zmienią się na lepsze. I faktycznie zaczęły się zmieniać, gdy odlatywaliśmy.
     
–K– To przez takich jak wy osiągnięto tak wiele. Dobrze, że nie dożyliście przed hibernacją gorszych zagrożeń, z którymi niedawno prawie sobie poradziliśmy.
     
–Astronauci– Czy wy nadal wierzycie w Boga?
     
–K– Tak. Problemy, które nastały po was, dotyczyły już nie gospodarki i w mniejszym stopniu systemu rządów, lecz właśnie Wiary i moralności. Choć pewnie i wy je mieliście.
     
–Astronauci– Oczywiście. To właśnie one doprowadziły nas do niespotykanego wyzysku. Cieszę się, że postęp techniczny, który nastąpił później, opóźnił nadejście kolejnego kryzysu.
     
–K– Wynalazki z czasów poprzedzających dawną wojnę i izolację Świętej Ziemi pozwoliły w ogóle zapobiec powszechnej nędzy. Potem jednak postęp naukowy stanął w miejscu na wiele tysiącleci. Ludzie szybko stali się letni i utorowali drogę ateizmowi. Niedawno jednak to się zmieniło. Mieszkańcy Świętej Ziemi wyłamali się z izolacji, odkryli kosmicznych braci i pomogli zwyciężyć innych kosmicznych najeźdźców, również będących naszymi krewnymi. To wszystko rozwinęło naukę i technikę, zwiększyło dobrobyt i zaprowadziło powszechny pokój, który oby trwał jak najdłużej. A działalność misjonarska zapoczątkowała powrót do chrześcijańskiej Wiary i moralności. A wam jak udało się wyjść z ucisku?
     
–Astronauci– Myśmy uciekli w Kosmos. Ale już wcześniej coś się zmieniało na lepsze. Wtedy to modliliśmy się do Najświętszej Maryi Panny.
      Karol poczuł się wspaniale w tym momencie,
odnajdując płaszczyznę porozumienia
z tymi, którzy reprezentowali dawną epokę.
Dyskutowali teraz na tematy religijne.
Zadziwiała go ich ascetyczna postawa.
Odniósł wrażenie, że ich wyrzeczenia
o wiele więcej zdziałały niż niedawne podboje,
a w Konwaliowych Czasach nastąpił pewien regres,
tak iż ignorancja podbiła serca wiernych.
Czyż nie ona była przyczyną klęski,
trwającej raptem kilka tysiącleci,
gdy ateiści przywłaszczyli sobie ich zdobycze
i odizolowali ich od zewnętrznego świata?
      Urwiste szczyty i przepastne kaniony,
kilkunastokilometrowe wierzchołki
i wielkie, krystaliczne wręcz lodowce
otaczały gromadę modlących się,
którzy klęczeli na surowym gruncie.
Rozbrzmiewała echem Dziesiątka Różańcowa.
To oni, prekursorzy wypraw do gwiazd,
poprzedzili jedno z najwspanialszych pokoleń,
którego motto głosiło:
„Módlcie się i pracujcie.”
      Miał Karol co zapisać w swojej Kronice!
Jeszcze tylko jedno, jedyne ogniwo,
reprezentowane przez Tomasza
i owianego tajemnicą Proroka Doriana.
      Obok nich wylądowała powietrzna bańka,
wewnątrz której siedziała przepiękna Elżbieta.
Musiała ich w jakiś sposób tropić;
pojawiła się dokładnie tam, gdzie trzeba.
Karol wstąpił do niej, uszczęśliwiony
ujrzeniem tej, która mu się podobała.
     
–E– Król Daniel i Królowa Agata wzywają nas do kontynuowania misji. Zostawiliśmy ją kiedyś niedokończoną.
     
–K– Dokąd mamy się udać, moja damo?
     
–E– Najpierw na Pradeuterium. Trzeba wyjaśnić niektóre zagadki.
     
–K– Słusznie. Jesteś w tym dobra. Wesprę cię swoją wiedzą i doświadczeniem.
     
–E– To ty masz dowodzić na Pradeuterium. Daniel powierza to tobie. Jesteś mężczyzną!
     
–K– Masz rację. A co z…
     
–E– Na Lawendę także się udamy. Ja już wiem prawie wszystko, a ty także zapewne się domyślasz, co tam znajdziemy.
     
–K– Tych, których wcześniej poszukiwaliśmy…
     
–E– Agata powierza jednak tę drugą misję mnie.
     
–K– No to do dzieła! Skoro sami Królowie o to proszą. Potem zajmijmy się resztą hibernantów i dokończy spisywania Kroniki… Kogo zabieramy ze sobą?
     
–E– Kazali nam lecieć we dwoje. A ci Ziemianie, którzy tobie teraz towarzyszą, sami „odkryją” Akanium. Gdy się tam pojawią, zadziwią wszystkich. Lepszym Świadectwem dla współczesnych będzie spotkanie tych pradawnych astronautów, pamiętających czas początku tryumfu Wiary niż odnalezienie kolejnych kosmicznych kuzynów, którzy dopiero oczekują Ewangelizacji.
      Kosmonauci zniknęli gdzieś za stokiem góry;
onieśmielił ich może platynowy połysk,
jaki bił od włosów niewiasty z Nigorii.
      Karol milczał długo, w końcu przemówił.
     
–K– Dobrze wyglądasz w tej antygrawitacyjnej bańce.
     
–E– A ja gratuluję ci dzisiejszego odkrycia.
     


     

XIII
Dni Światła - Tom III - Memento - Część Szósta - Rozdział XIV
XV