XV
Dni Światła - Tom III - Memento - Część Szósta - Rozdział XVI
XVII

     XVI
     
      Lawenda.
      Karol i Elżbieta. Powrót do wyprawy.
      Legenda.
      To właśnie im dano rozwikłać jej sekret.
      Błękitne oczy mądrej dziennikarki
oglądały tę jakże niezwykłą ziemię.
Rozległe lasy, wydmy i krasowe rubieże,
góry, lodowce i morze pełne wegetacji.
Przewodziła tej dwuosobowej ekspedycji,
zdając się na kobiecą intuicję i wiedzę.
Żaden sprzęt nie mógł niczego wykryć.
Karol trwał na stanowisku, zupełnie bezradny.
      Czy od razu zanurzyć się mieli w głębiny,
by odnaleźć Pnącza i czekać na spotkanie?
Przecież już raz tak właśnie uczynili.
Nikt się wtedy nie zjawił poza małym „Jeżem”…
Choć wielokrotnie odwiedzano równiny,
by odszukać i porwać ze sobą Lawendy,
nikt nie natknął się na rozumną rasę.
Śluz nic więcej nie ukazywał w projekcji.
      Gdzieś jednak czekały zakryte sekrety…
W niszach? Na księżycach? W podziemnych korytarzach?
Woda… ochrona przed promieniowaniem…
Elżbieta intensywnie się zastanawiała.
     
–K– To pewne, że ktoś przybył tu przed nami i spotkał te ludzkie istoty.
     
–E– Jeżeli już, to z krajów ateistycznych. Samo dowództwo. Tajne. Ale nie oni je odkryli pierwsi. Większość informacji nie przetrwała. Zadbali o to.
     
–K– Zbombardowali powierzchnię bombami neutronowymi. To pewne. Oślepiał je błysk, zabijało promieniowanie. A potem rozkruszyli wszystkie ślady cywilizacji. Koniecznie wszystkie, by nie zatrzeć wszelki trop. Nie pozostało nic, tylko biosfera, która zmutowała.
     
–E– Byli gorsi od samych Pierścienic, gdy <<te>> nas eksterminowały. Dlaczego dopuścili się takiej zbrodni? Czy tak bardzo nienawidzą… Wiary?
     
–K– Musimy odnaleźć tą niewinną rasę. Jej przedstawiciele uratowali Danielowi życie. Obserwują nas. Może nawet są wierzący i niektórzy z nich posiadają Dar Prorokowania? Skąd wiedziały, kiedy pomóc mojemu przyjacielowi?
     
–E– One też dyskretnie broniły z nami Akanium. Ale nie sądzę, aby otrzymały jakieś dodatkowe nauki od Boga. Teologia wyklucza taką możliwość jako herezję. Tylko na Świętej Ziemi miało miejsce Objawienie.
      Wzruszenie ogarnęło umysły poszukiwaczy.
Oboje nie przestali patrzeć przez przednią szybę,
nie przejęci mocno obecnością drugiej osoby.
Może wiedzieli, że nic złego się nie wydarzy
oraz że wytrwają w absolutnej Czystości.
Zdążyli już tak wiele wspólnie dokonać,
że nie przechodziło im przez myśl, żeby popełnić grzech
poprzez aktywację choćby najmniejszych doznań.
      Nie lądowali, by badać Lawendy, Śluz i Pnącza,
bowiem odkryto już, że ta sama istota
prezentowała się na trzy różne sposoby,
każdorazowo zmieniając formę swego kodu,
jednak pozostawiając identyczną treść.
Jakiś czas temu podczas eksploracji tego globu
zeskanowano na dnach mórz coś w rodzaju ruin,
jednak totalny rozmiał materiału i korozja
przeszkadzały w uzyskaniu jakichkolwiek danych.
Mimo to Elżbieta skojarzyła prędko dwa fakty:
zdolności adaptacyjne tutejszych stworzeń
oraz cudowny powrót Daniela do zdrowia.
      Musieli posiadać umiejętności medyczne,
potrafili reanimować w beznadziejnie trudnych
przypadkach, szczególnie tych, które wiązały się
ze skażeniem od broni jądrowej.
      Przetrwała więc uleczona przezeń fauna i flora,
choć sami zapewne nie…
      Nie na Lawendzie.
     
–E– Oni mogli tu wrócić.
     
–K– Nie ma śladów rakiet ani sond. Hagernejczyków odkryliśmy za pomocą urządzeń. Mamy naprawdę gigantyczną czułość sensorów i nawet namierzyliśmy tych hibernantów z Oceanicznej, gdy lecieli na Mewonę.
     
–E– Zatem muszą posiadać Fenomen lub coś podobnego.
      Spoglądali na przyrodę, zostawioną sobie,
na pusty glob, na pradawną pamiątkę.
Poprzednia wyprawa okazała się pielgrzymką,
nie mającą z nauką wiele wspólnego.
      Gdzie indziej tkwiło źródło „Legendy”.
      W okolicy nie istniało nic takiego,
co dałoby Kosmitom Fenomen.
Ziemianie sami odnaleźli go
w pobliżu Czarnej Dziury, do której podlecieli,
ryzykując rozerwanie kosmicznych statków.
Jedyny, podzielny, przekazany nam
jakby w prezencie. Nie było tu też pulsarów.
     
–K– Musieli nas obserwować, gdy wyrwano Horyzontowi Zdarzeń cząstkę z wewnątrz. Musieli być stale w pobliżu Świętej Ziemi.
     
–E– To raczej nieprawdopodobne.
     
–K– Wystarczy akcelerator, aby wyprodukować od zera Dziwadełko. Ludzie zdewastowali ich bramy tachionowe, jeśli takowe istniały. Lecz ci zdążyli poznać Fenomen.
     
–E– Karolu… Właśnie sprzed tamtych czasów pochodzą hagernejskie legendy. Oni ujrzeli hagernejskie próbniki! Nakazali więc przyklapnąć pewnym kwiatkom, aby uformowały widoczny z orbity wzór. Sam o tym mówiłeś podczas lawendejskiej wyprawy na jednym z wykładów.
     
–K– Tak! Oni nie odkryli Hagernewdy, ale dali tamtym odkryć siebie. I przekazali tamtym szczątkową wiedzę religijną. Poznaliśmy przecież coś takiego na Hagernewdzie – to było powodem rozpoczęcia poprzedniej wyprawy na Lawendę.
     
–E– Nie mogła to przecież być wiedza chrześcijańska.
     
–K– Co więcej, przekazali ją nie tylko im. Usiłowali wszystkim.
     
–E– Ludziom też?? Coraz większe herezje…
     
–K– Tak!!! Dlatego ich zholokaustowano. Ale nie tylko ludziom.
      Powoli coś rysowało się w wyobraźni,
dotyczące tego, co niegdyś mogło się zdarzyć.
Musiało stać się coś naprawdę złego,
co zapobiegło odnalezieniu nowej rasy.
Czy pobrzmiewało w tym wszystkim ziemskie echo?
Czy miał miejsce kontakt, nie tylko geneza?
Sol Centralis istotnie było centrum Wszechświata…
      Karol poddał się. Nie wiedział, w jaki sposób badać.
Elżbieta skierowała pojazd w stronę wybrzeża;
w wyborze miejsca polegała na intuicji.
Tamże znajdowało się gruzowisko.
Mężczyzna rzekł: „Przecież już tam byliśmy”.
Kobieta zanurzała powietrzną bańkę w cieczy.
Osłonięci przed ciśnieniem, przywitali Pnącza.
Lawendy i planktonowe żyjątka
radośnie wypłynęły im naprzeciw.
      I nic więcej nie ujrzeli,
otoczeni morską głębiną.
     
–E– Czekajmy.
     
–K– Co nam innego pozostało? Modlić się?
      Odpowiedź dawało samo drugie pytanie.
Klęknęli, by ukończyć niedokończoną pielgrzymkę
i odnaleźć dziedzictwo. Zawierzyli się Maryi.
      Królowa musiała słyszeć wołanie…
Czyż nie pomagała swym dzieciom, modlącym się Doń?
Karol błagał Ją, by wyprosiła dlań to,
czego tylko Pan Bóg dla nich pragnął
z pożytkiem dla jego przyjaciół i dalszych bliźnich.
      Tych dwoje kierowało się bardziej tym, co słuszne
niż jakimiś doczesnymi korzyściami;
wiedzieli, że tylko Prawda nadaje wszystkiemu Sens.
Gdy się ją odrzuci, wszystko zdaje się bezcelowe.
      Maryja poczęła królować w ich sercach,
a Pan spotęgował w nich Miłość do siebie nawzajem,
do ludzi z ich najbliższego otoczenia
oraz do wszystkich, których mieli spotkać na swej Drodze.
     
–E– Karolu… Ja chciałam zahibernować się po wydarzeniach na Lawendzie, ale teraz już nie chcę. Chyba że razem…
      Nie dokończyła. Futrzak za bańką patrzył na nich.
Sam tu przybył, jeden z nielicznych ocalałych.
Mała kulka, siedząca na Lawendzie,
pokryta ciemnymi kolczastymi włosami,
z przejęciem łypała na ludzi jednym okiem.
     
–K– Pan Jezus nie brzydzi się tym, kto jest wzgardzony przez innych.
      Komunikat ten spotkał się ze zrozumieniem!
Stworzenie posiadało Dar Rozumienia Języków,
podobnie jak Karol. Ten, znając znaczenie obcych słów,
tłumaczył je na bieżąco Elżbiecie.
      „Znamy was. Jesteśmy do was podobni – posiadamy rozum i wolną wolę. Oraz nieśmiertelną duszę. Powiedziane mi zostało, że modlicie się o spotkanie z nami. To ja cię usłyszałem wtedy na orbicie. Mam Dar Rozumienia Języków i Proroctwa. Ja jeden spośród Futrzaków. Niedługo umrę, zanim zdążą poznać mnie inni Ziemianie.”
      Oboje płakali – Elżbieta z Karolem.
Nie spodziewali się aż tak wiele.
Spotkanie to miało wręcz religijny kontekst.
      „Jesteśmy wam bliscy. Namiętności, grzechy, Cnoty, Miłość, cielesność, duchowość, rozwój, strach i wszystko inne. Prawie. Jak odkryci przez nas Hagernejczycy, którzy przysłali do nas swoją sondę z informacjami o sobie.”
     
–K– Od kiedy… nas znacie?
      „Od dawna. Nasz statek dotarł do was na zimny kontynent na południu. Umieścił pod lodem jednostronną bramę tachionową i mogliśmy pobierać od was informacje.”
     
–K– Faktycznie, jednostronne mogą być wszędzie, nawet na planetach; dwustronne tylko w przestrzeni.
      „Obserwowałem was, unikając zjedzenia przez zwierzęta. Wracałem pod lód i zdawałem relację tym, którzy mnie wysłali. Przez kilka tysięcy lat. Tak, uwierzyłem w Boga. Jeden z was mnie ochrzcił. Nie pojawiłem się jednak oficjalnie pośród was, żeby nie wzbudzić zamieszania. Czekałem, aż sami nas odnajdziecie. Moim rodakom głosiłem zdalnie Dobrą Nowinę. Ów Biskup, bardzo inteligentny i cichy, uczynił ze mnie ministranta, ale odmówił Sakramentu Święceń. Otrzymałem też prawo nauczać moich braci.”
     
–E– Przylecieli do ciebie?
      „Nie znaliśmy dwustronnych bram. Dlatego tylko gromadziliśmy informacje ze Wszechświata. Przekazywałem im informacje konwencjonalnymi falami radiowymi. Oni komunikowali się ze mną za pomocą bramy. Pragnęli Zbawienia. Oczekiwali Chrystusa. Oczekiwali, aż Kapłani odkryją ich i dadzą Go im. Obcy układ planetarny pełen katechumenów! W końcu Dorian zezwolił na Chrzest Święty z wody udzielony przez tych, którzy mieli odpowiednią dyspozycję.”
     
–K– Nikt nie odkrył ciebie na Świętej Ziemi poza tymi, którym się pokazywałeś?
      „Daniel. Ujrzał mnie w jeziorze pod południową czapą polarną. A potem odnalazł moją kaplicę lodową. Tąpnięcie zniszczyło ją. Wiedziałem, że Bóg go wybrał.”
     
–K– Tak, wtedy właśnie otrzymał Dar Języków i został Królem.
      „Wyprzedzę teraz wasze pytanie. Tak, to my uleczyliśmy go od śmierci i ślepoty. Jesteśmy doskonałymi lekarzami i potrafimy żyć całe tysiąclecia aż do przepalenia się sieci neuronowej. Niedługo zginę, już umieram, ale nie boję się śmierci. Tak, pomagaliśmy wam w wojnie z Pierścienicami. A podczas poprzedniej waszej wyprawy widzieliście tutaj jednego z nas.
      Obserwowałem podróże kosmiczne ludzi. Zbudowaliście bramę tachionową. Dwustronną. Eksplorowaliście Kosmos, gotowi głosić Dobrą Nowinę zagubionym braciom, gdybyście tylko ich odnaleźli. My też od dawna czyniliśmy to za zgodą Doriana. Wobec Hagernejczyków i Glist. Nadawaliśmy kierunkowe transmisje.”
     
–E– Glistom-Pierścienicom?
      „Zaczekaj. Ludzie odnaleźli Fenomen. Ale jeszcze wcześniej umieścili bramę tachionową koło Lawendy i odkryli nas, a my przemycaliśmy się do nich. Zaraz po odnalezieniu cząstki wybuchła u nich wojna. Wierzących uwięziono na Oceanicznej. Zanim ziemscy kosmonauci wrócili z Lawendy do siebie, już ją przegrano. Zabito ich wszystkich, poza jednym. Ale zdążyłem otrzymać od nich Fenomen, nim odlecieli…
      Nad Lawendą pojawił się…”
     
–E– Wróciłeś na Lawendę przez nasze bramy?
      „Tak. Gdy tylko postawili taką u nas. Wtedy to Dorian mianował mnie Szafarzem nadzwyczajnym. Mogłem rozdawać Komunię Świętą. A Dorian odprawiał im Niebiańskie Liturgie i udzielał Sakramentu Pokuty.
      Nad Lawendą… pojawili się inni Ziemianie. Zaraz po tym, gdy odkrywcy opuścili nas, zostawiając nam w prezencie Fenomen. I Chrystusa w Eucharystii. Ci nowi zbombardowali nas bronią masowej zagłady. Ginęliśmy od błysku wraz z naszymi roślino-zwierzętami. Zburzyli wszystkie oznaki naszej cywilizacji. I siebie samych też uśmiercili.”
     
–E– Aby… nie poznano waszego Świadectwa o Bogu, które im przekazałeś, obserwując Świętą Ziemię i rozwój Chrześcijaństwa!
      „Widziałem naprawdę wiele. Nie, nie spotkałem Jezusa Chrystusa. Uwierzyłem w Boga znacznie później. Chrześcijanie usiłowali mnie nawracać, oczywiście tylko ci nieliczni, którzy byli w stanie pojąć, kim jestem! Nie brzydzili się mówiącym Jeżem… Nauczyłem się dawać poznać się tak, aby nie brano mnie za demona. A Dorian ochrzcił mnie i nadał mi imię Harmoniusz.”
     
–K i E– Niewiarygodne!!!
     
H: „Uzyskał tajną zgodę od Papieża, który uznał, że jesteśmy jedną z ludzkich ras, aczkolwiek bardzo dziwną i odległą. Objęto to tajemnicą, jak i osobę samego Doriana. Nie chciano wzbudzać niepotrzebnych sensacji, które niczego dobrego nie wniosłyby. Nie przeczyło to dogmatowi o widzialności Kościoła. Zdarzały się bowiem czasy i miejsca, gdzie istniało duchowieństwo nie ujawnione publicznie, zakonspirowane, na przykład na planetach, na których rządzili Ziemianie-ateiści, dzięki czemu wierni mieli dostęp do Sakramentów Świętych.
      Zresztą szybko o mnie zapomniano, jak i o samym Biskupie, uznając to za mit. Raz na jakiś czas przypominał więc o sobie, podtrzymując swoją jurysdykcję nad „odległym lądem”. Przedłużałem mu życie i hibernowałem go, by nie umarł przedwcześnie. A potem sam się zahibernował na wiele set lat, gdy Kościół uległ podziałowi, a on sam znalazł się po stronie uznanej za schizmatyczną. Obudziłem go dopiero po zawarciu unii, do której prędko przystąpił.
      Tak, potrafimy wydłużać życie. Ale nie robiliśmy tego prawie nigdy u innej rasy. Uznaliśmy, że to niemoralne i niebezpieczne. Po zniszczeniu naszej planety zniewolono niektórych z nas, tych niewierzących, i wykorzystano do budowy gmachów VR, gdzie zmuszano ich do aplikowania ludziom nieśmiertelności.”
     
–E– Byli źli spośród was?
     
H: „Zawsze. A po zagładzie część z nas chciała się zemścić i wysłała komunikat do Glist. Jeden zdrajca, któremu podarowałem kopię Fenomenu, poleciał tam i skonstruował <<im>> Pancerz, czyniący tą i tak potężną rasę praktycznie niezniszczalną. Honorowe Glisty nie wierzyły we wszystko, co on <<im>> tam mówił, ale sami ludzie, kiedy <<je>> odkryli, okazali bezgraniczny cynizm. Po tym zaatakowały was z całą surowością już jako Pierścienice.”
     
–K– Aaaa…ch!! Co się stało z tym zdrajcą?
     
H: „Odnalazłszy go, zabili go pozostali, dysponujący Fenomenem.”
     
–K– Jak przeżyliście zagładę?
     
H: „Odlecieliśmy dzięki Fenomenowi. Wszyscy, który nie zdążyli, zginęli. Ocaleni wrócili na Lawendę. Część z nich chciało ukarać zdrajców, lecz byli za słabi wobec potęgi Ziemian. Nawet przy pomocy cząstki nie byli w stanie odbić kolaborantów. Na szczęście ci jej nie mieli. Nie potrafiliśmy też wyzwolić Oceanicznej. Gdyby tylko nas tam zauważono, ateiści z zewnątrz zholokaustowaliby wierzących ludzi do końca.”
     
–E– Co się stało ze zdrajcami?
     
H: „Większość już umarła z wypalenia umysłu. My rozmnażamy się wyłącznie na Lawendzie, i to bardzo powoli. To dzięki roślinom z Lawendy mamy stabilne ciała i zdolności medyczne. Nasz mózg jest odrębną istotą w stosunku do reszty organów, z którymi żyjemy w symbiozie. Oryginalne organy już dawno zmniejszyły się do postaci szczątkowych. To nasza wada. Mijają setki lat, zanim ktoś się narodzi, gdyż nasz materiał replikacyjny musi na nowo zaadoptować się w zewnętrznej powłoce. Na żywo obserwujemy, jak transformują się nasze jajeczka i plemniki, zanim, zmienione, opuszczą ciało. Dzięki temu przystosowują się do warunków panujących na planecie. Nie jesteśmy zatem żyworodni, choć niegdyś byliśmy. Nasze zewnętrzne ciało jest bardzo złożone. Ale nasza dusza jest oczywiście jedna. Nie ma tu znaczenia, że zupełnie różny materiał tworzy nasze mózgi i resztę tkanek. Nawet wy macie w sobie bakterie i mitochondria, napędzające wasz metabolizm.”
     
–K– A więc to prawda, że dany organizm może się zaadoptować do zewnętrznych warunków poprzez mutacje, symbiozę i transformację materiału a nawet nośnika genetycznego?
     
H: „My nieustannie jesteśmy tego świadkami. Jako jedyni spośród okolicznych ras kosmicznych zachowaliśmy pierwotny kod w szczątkowych gametach. Na naszych oczach ulega on przepisaniu przez rodzime stworzenia do innej formy. Jest to działanie jednoznaczne i zachowuje statystyczne podobieństwo do materiału wyjściowego, choć czasami jest bardzo trudno wykrywalne. W ten sposób pierwsze haploidalne gamety ludzkie, które dotarły na Lawendę, zostały przetłumaczone na potrzeby tutejszej biochemii i po połączeniu się dały początek istocie ludzkiej, czyli nam.”
     
–K– A więc pochodzicie ze Świętej Ziemi!!
     
H: „Tak, jesteśmy potomstwem ludzkim. Dziedziczymy grzech pierworodny po pierwszych rodzicach, którzy są naszymi wspólnymi przodkami. U innych Kosmitów jest to mniej widoczne, ale również prawdziwe. To w nas jest dowód w postaci ludzkiego kodu DNA, dekompilowanego z nowej formy na starą. Znajduje się on w gonadach. Nie wiemy tylko, w jaki sposób materiał z Ziemi znalazł się na Lawendzie.”
     
–K– Mój przyjaciel i Król większości krajów, Daniel, odkrył magnetarowy system transportowy. Materiał wyrzucany z planety w wyniku upadku meteorytów lub w inny sposób jest teleportowany tachionowo przez stożki promieniowania pulsarowego na wielkie odległości z szybkością większą niż światło. W ten sposób cząstki Ziemi wraz z „zamrożonymi” organizmami halo- i diploidalnymi zasiewają cały Wszechświat. A więc odkryliśmy dowód nie tyle na istnienie Boga, ale na naszą wyjątkową pozycję w Kosmosie, co pośrednio prowadzi do tego wniosku, gdyż nobilituje nas do rangi najdoskonalszego i najważniejszego ze stworzeń. Święta Ziemia faktycznie jest najbardziej wyjątkowym miejscem w przestrzeni. Tu zamieszkały istoty ludzkie, stworzone na Obraz i Podobieństwo Boga, tu też dokonało się ich Zbawienie poprzez Boga-Człowieka, Jezusa Chrystusa.
     
H: „Widzę, że spotkanie z nami ma dla was, Ziemian, wielkie znaczenie.”
     
–K– Potwierdził się fizykalnie dogmat o monogenezie. Dla wielu z nas spotkanie Kosmitów oznaczało kryzys Wiary, gdyż nie umieli pogodzić aktualnie panujących teorii naukowych, na przykład abiotycznego gradualistycznego ewolucjonizmu, z teologią. Jednak te pierwsze wciąż się zmieniały, a dogmaty pozostały niezmienne. Wystarczyło zaufać, że cokolwiek zostanie odkryte w świecie nauki, Prawda Objawiona zawsze się obroni, gdyż Bóg nie może zaprzeczyć Samemu Sobie. Minęło tyle wieków historii a mimo to Ojciec Święty w uroczystych, tak zwanych „ex cathedra” wypowiedziach w sprawach Wiary i moralności nigdy nie zaprzeczył dogmatom. Istniały różne świeckie teorie na temat genezy, na przykład że Wszechświat nie miał początku lub że procesy fizyczne są całkowicie deterministyczne. Wszystkie one upadły. Znaleziono ślady Wielkiego Wybuchu i sformułowano skrajnie probabilistyczną mechanikę kwantową. To, co miało służyć jako negacja Stworzenia czy też wolnej woli, stało się nieaktualne, a Prawdy Wiary trwały niewzruszone. W moich oczach potwierdzenie monogenezy po spotkaniu Kosmitów to Cud.
     
H: „Cieszę się, że pozbyliście się wątpliwości. My kładziemy nieco inne akcenty niż wy. Dla nas istnienie Boga jest bardziej oczywiste. Wiele poznajemy intuicyjnie, ale i tak to wszystko da się potwierdzić także rozumowo. Wy skupiacie się głównie na rozumie.”
     
–K– Jesteście Chrześcijanami Wschodnimi. Dorian ochrzcił was w tym Rycie. Możemy się od was czegoś nauczyć. Wy od nas również. Jak widać, wszystko znalazło szczęśliwy finał. Dziękujmy Maryi Przenajświętszej za to wszystko. Ona mnie prowadziła przez życie, choć nie zawsze byłem Jej wierny. Mówię to, by przypomnieć także wam, naszym odległym krewnym i współwyznawcom tej samej Wiary, o Jej Opiece nad nami wszystkimi. Nauczcie się maryjnej Modlitwy Różańcowej. Przyda wam się coś z zachodniego Chrześcijaństwa. Obiecałem sobie niedawno po pewnym mistycznym wydarzeniu, że, pielgrzymując, będę szerzył Jej Kult.”
     
H: „I słusznie. Maryja jest także naszą Matką.”
     
–E– Powiedz mi, czy dopiero ty skontaktowałeś się z nami, Harmoniuszu?
     
H: „Tak. Jeśli nie liczyć spotkań z Dorianem i krótkich wizyt Ziemian sprzed paru tysiącleci. Pozostali moi współplemieńcy zajmują się potomstwem. Nadal posiadamy dwie płcie, ale nie żyworodne jak u was. Jesteśmy wam bliżsi niż bardziej zmienione genetycznie Oponięta. Wygraliście już wojnę z państwami ateistycznymi, więc spotykam się z tobą, nie bojąc się, że stanie się tobie lub nam krzywda ze strony tych, którym zniszczyli nasz świat i którym zależy na tym, by o nas nie wiedziano. A niegdysiejsze stanowisko duchowieństwa: <<by nie robić sensacji>>, czyli ukrywać nasze istnienie przed postronnymi – po odkryciu Oponiąt straciło ważność, co potwierdził nasz Biskup.”
     
–E– Jak widać, i złym, i dobrym nie zależało na ukazaniu was światu, choć każdemu z innego powodu… Gdzie jest teraz Dorian?
     
H: „Niedawno tropił ostatnich zdrajców i wydawał ich naszym sądom. Rozłożył przez to finanse krajów ateistycznych, bazujących na dochodach z VR. Złożył przysięgę, że nas nie wyda przed Ziemianami, więc nie pytajcie go o naszą historię. Nic wam nie powie. A ja go z tego nie zwolnię. Wolę sam decydować, co powinniście wiedzieć. My w zamian przysięgliśmy, że nie będziemy sztucznie przedłużać życia Ziemianom, chyba że nas z tego zwolni lub sam umrze.”
     
–K– Słusznie. Czy Ziemianie mogą się z wami oficjalnie spotkać?
     
H: „Tak. Za kilkaset lat. Musimy być liczebniejsi. Planujemy też stopniowo odzyskać wiele cech ziemskich, jeszcze sprzed transformacji, w szczególności żyworodną zdolność rozrodu. Pomożemy także Oponiętom i Glistom, i innym mutantom. Pragniemy powrócić do pierwotnego piękna istot ludzkich sprzed mutacji, nawet za cenę ograniczenia długości życia. Skończą się też problemy natury kanonicznej co do Małżeństwa i Kapłaństwa ras pozaziemskich. Niech Daniel uczyni z Lawendy rezerwat, byle nie skansen. Rodzina królewska, zaufani Króla i najwyższa hierarchia Kościoła oraz wyznaczeni przez nich duchowni będą mieli wstęp.”
     
–E– Podasz nam, Harmoniuszu, informacje o historii Ziemi…? I te, dotyczące Wiary…?
     
H: „Macie wszystko w dokumentach Kościoła. Wszystko, co potrzebne. Duch Święty przecież was prowadzi. To ja się od was uczyłem, więc po co wy macie czerpać informacje ode mnie? Od małego Futrzaka? Choćby nawet tego wymodlonego? Czcijcie Najświętszą Dziewicę Maryję – to moja osobista rada. Ona, nasza Siostra, Matka i Królowa, poprowadzi nas, Swe rodzeństwo, Swe dzieci, Swych poddanych do Swego Syna, Jezusa Chrystusa, Boga Żywego. Czegóż więcej chcecie? Tajnej wiedzy? Zdjęć satelitarnych z działalności Chrystusa i Apostołów? Nie mam niczego do dodania ponad to, co zapisano w Piśmie Świętym. Z nikim poza Dorianem nie podzieliłem się tymi zbędnymi rewelacjami. Nie mnie Duch Święty natchnął do pisania Ewangelii. Poza tym macie świeckich łacińskich historyków. Niech wam wystarczy tylko to, że widziałem wiele, a mimo to nie uwierzyłem, jak sami Apostołowie, którzy poza Janem i Matką Bożą opuścili swego Pana w godzinie Jego Śmierci. To Świadectwo dane mi przez Doriana długo po tamtych wydarzeniach spowodowało, że otworzyłem się na Wiarę.”
     
–K– Widziałeś… Zmartwychwstanie…?
     
H: „Dość!! Zastanów się lepiej, czy macie lepiej historycznie udokumentowany fakt? Ileż jeszcze potrzeba wam dowodów?? Choćby i Obcy z innej planety wyświetlił je wam na ekranie, i tak część z was nie uwierzy. Wiara jest Łaską.”
     
–K– Może masz rację. Jesteś bardzo rozważny.
     
–E– Dziękuję Bogu za was i za ciebie.
     
H: „Teraz pozwólcie mi w spokoju umrzeć. Mój czas się zbliża. Idę do mego Boga Zbawcy…”
      Odpływał.
     
–K– Harmoniuszu!!
      Elżbiecie płynęła po policzku łza.
Dopiero co wyschła jej urocza twarz.
      Zatrzymał się.
     
H: „A Zmartwychwstania nie obserwowałem. Któż się go spodziewał?”
     
–E– Zostaniemy z tobą. Będziemy już milczeć.
     
H: „Wracajcie lepiej się pobrać.”
      Zniknął w dali.
      Nim Karol uklęknął, by się oświadczyć,
usłyszał od Elżbiety: „Zgadzam się”.
      …Na Lawendzie…
     


       
     

XV
Dni Światła - Tom III - Memento - Część Szósta - Rozdział XVI
XVII