XVII
Dni Światła - Tom III - Memento - Część Szósta - Rozdział XVIII
XIX

     XVIII
     
      Północny Kontynent, spokojna zatoka,
wokół wzgórza i borealne lasy –
tam mieścił się mój królewski pałac.
Wybudowany obok starożytnej katedry,
naśladował ją stylem architektonicznym.
W pobliżu grobu mojego przodka,
którego przed tysiącami lat ogłoszono Świętym,
znajdowała się budowla z drewna i żelaza.
      Tamże spotkały się dwie pary małżeńskie.
Z okien mieliśmy widok na fiord i kanały.
Przypominało to trochę Nigorię,
znaną z dzieciństwa Elżbiecie i zmarłej Alicji.
      Opływaliśmy docześnie we różnorakie dobra.
W porównaniu jednak z całym królestwem
skromny był dobytek dwojga jego władców.
      Nowożeńcy, zaproszeni przeze mnie i Agatę,
ostatni raz widzieli nas przed zahibernowaniem.
Lawendejski „patronat” tak bardzo zobowiązywał,
że godzili się na wielką odmianę życia.
      Poinformowano Ziemian o istnieniu mieszkańców
Lawendy, a ci w zamian zobowiązali się
do uszanowania ograniczeń w odwiedzinach,
tak iż Lawenda stała się prawie wolna od gości.
      Mimo dobrowolnej izolacji,
sami Lawendejczycy często podróżowali.
Dzielili się swoim doświadczeniem z Ziemianami
a wybrani przez Kościół reprezentanci
głosili innym kosmicznym rasom Świadectwo Wiary.
      Karol i Elżbieta tworzyli kochającą się
rodzinę. Była z nich doskonale dobrana para,
lecz harmonię zawdzięczali Wierze i moralności.
Myśmy sami, nękani pokusą zazdrości,
nieustannie tym dwoje gratulowali.
Na szczęście nie zmniejszało to naszej Miłości,
wymodlonej, wyczekanej i upragnionej.
Oni, zachwyceni naszą „pozycją w hierarchii”,
dziękowali nam ciągle za swe zeswatanie
i życzyli jak najdłuższego trwania dynastii,
która przeżyłaby nawet ich samych.
      Patrzyłem, jak byli wyjątkowo szczęśliwi,
jak wspaniale wzajemnie się dopełniali,
jak bezgranicznie się sobą cieszyli.
Najmądrzejsi na świecie małżonkowie,
wolni od sprzeczek z powodu niezrozumienia,
jednomyślni w rozeznaniu tego, co dobre,
odpowiedzialni byli za wielkie sprawy.
Bardzo się sobie nawzajem podobali –
pewny siebie mężczyzna i atrakcyjna kobieta.
      –K– Jeśli Pan chce okazać Swoją Łaskę, nie odrzucajmy jej, aby Go w niej wychwalać, za nią Go wielbić i Jemu dziękować.
     
Wielki matematyk pomnożył bardzo wiedzę,
dokonując przełomowych odkryć,
które nam teraz ochoczo przedstawił.
Udowodnił, że najważniejszą liczbą jest dwa,
gdyż do niej zbiegły się wszystkie działania i zbiory.
Dwójka ponadto „zaczynała” algebrę,
sekwencjonując bezimienną jedność.
      Ukazał też nieskończoną złożoność działań,
przeplatając je same z ich wynikami,
aż sekwencja samą siebie redundowała.
Uniwersalna metoda badań,
korzystająca z mechanizmu kwantowego,
eksplorowała nieskończoną przestrzeń możliwości.
      –K– Matematyka będzie nam dawać nieustanne poznanie tego, co wynika z uporządkowania i logiki.
     
–A– Piękne są wykresy twoich zbiorów liczbowych. Ta czysta abstrakcja pełna jest wewnętrznej estetyki.
     
Twoje odkrycie jest bardziej fundamentalne od definicji potęgowania. Prawie równe z poznaniem dodawania i liczby dwa.
     
–K– Dokonaliśmy tego wspólnie z Elżbietą, ona wiele mi pomogła, dostrzegając istotne szczegóły.
     
–E– Ja też odkryłam w sobie zdolności matematyczne.
     
Pan Bóg hojnie was obdarował. Dzięki tego typu Łasce człowiek sprawnie czyni sobie ziemię poddaną. Nie godzi się jej marnować.
     
Teraz pokazali nam Kronikę.
Brakowało jedynie zakończenia;
zostawili dla mnie nieco wolnego miejsca,
bym wypełnił je, gdy już umocnię królewską władzę
a Dorian wypełni swoją duszpasterską misję.
Już niedługo ujrzeć go miałem na pewnej pielgrzymce.
      Dzieło pałało światłem i mądrością.
Modlił się Karol do Ducha Świętego,
by Ten pomógł mu w rozeznaniu rzeczywistości.
Poza tym spotkał Elżbietę, muzę niewyczerpaną…
Na końcu Kroniki nie znalazłem niczego,
co wyglądałoby na jakikolwiek podpis.
Pozostawiono ją więc anonimową.
Podobne zamiary żywił autor
w stosunku do publikacji matematycznej.
Naukowiec i pisarz pragnął zostać anonimem.
Poprosił tylko, by amatorskie utwory,
czy to muzyczne, czy to piśmienne,
które zdążył stworzyć w swojej młodości,
zostały wydane pod jego imieniem.
Agata obiecała, że zatroszczy się o to.
      Elżbieta zaś pozostała niewidoczna dla świata,
kontynuując swoją „szpiegowską” tradycję
bycia w centrum wydarzeń a zarazem „z dala”.
      –E– Nasze imiona nie będą reklamowały wielkich dzieł Teorii i Kroniki; one same w sobie powinny się obronić. Mądry odbiorca nie zwróci uwagi na pozory, dotyczące twórcy, lecz na treść. Nie będzie się niczym sugerował a jego ocena będzie bardziej obiektywna. Moja i Karola osoba nie mają tu większego znaczenia. My tylko wypełniamy to, do czego powołał nas Pan, dając nam określone Dary. Pragniemy być tylko pośrednikami Bożego Działania.
     
–K– Wystarczy, że Królowie będą temu patronować, ale nawet i to nie jest konieczne.
     
Dokonaliście bardzo wiele!
     
–E– A wy nie? Ale i tak najwięcej ze współczesnych uczyniła Ewa, twoja siostra. Nawet nie Prorok Dorian, mający za sobą wiele lat ciężkiej pracy…
     
–K– Już więcej od nas czworga zdziałał Wojciech.
     
Wojciech??
     
–K– Modlił się za nas wszystkich i za Pokój. I cierpiał. Widzieliśmy to z bliska na naszym Ślubie. Po co licytujemy się na zasługi przyjaciół? Nikt nie przebije przecież zasług Maryi, Najwspanialszej ze Zbawionych. Ona, nasza Matka, Siostra i Królowa, wstawia się nieustannie za nami, ofiarowując nam Swą Pomoc. Pan Jezus wysłuchuje próśb Swojej Matki. Ja tak wiele zawdzięczam Jej Opiece! Kształtowała Ona historię mego życia. Ale nie zawsze to doceniałem. Czasami zbaczałem na złą drogę, za co żałuję. Odrzucałem Łaskę. Mimo to modliłem się Różańcem, Starożytną Modlitwą, kontemplując Historię Świętą, widzianą Jej oczyma. Świat go zaniedbał, dlatego mieliśmy niewolę, zastój i wojny. Nasi poprzednicy popadli w pychę i zlekceważyli tak prostą, niekrótką i pozornie nużącą Modlitwę, a przecież Ona, Maryja wiedziała, co dla nas dobre. To my sami zaślepiliśmy się naszymi własnymi pomysłami na życie. „Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.»” – podaje Święty Jan. Chrześcijanie, sądząc, że sami dokonali odnowy w czasach Konwaliowych, stali się podobni w pysze do swych przeciwników i przegrali przez ignorancję, dorzucając do tego grzech odwetu. Zranili Matkę Bożą, odpowiadając złem na zło. Przestali do Niej się modlić. A przecież pierwsi gwiezdni odkrywcy tak bardzo byli Jej oddani…
     
–E– Mój mąż ma rację. Ci, którzy dokonali z Jej Pomocą tyle Dobra, odwrócili się od Niej i zbłądzili. A odnalezienie Fenomenu zatopiło wielkich ludzi w pysze. Jeden z nich zdradził pozostałych. Pomódlmy się teraz do Matki Bożej Świętym Różańcem.
     
Uklękliśmy we czworo, by wspólnie rozważać
Chwalebne Tajemnice z życia Chrystusa Pana
i Jego Najświętszej Matki – Maryi.
      Za oknem padał śnieg na stare miasto,
ozdabiając katedrę białą dekoracją.
Scena upadku prarodziców w Raju
przypominała o skażonej ludzkiej naturze,
którą posiadają wszyscy, którzy pochodzą
od pierwszych rodziców: Adama i Ewy,
czy to Ziemianie, czy Hagernejczycy,
czy Pierścienice, czy Misie, czy Lawendejczycy,
czy też mieszkańcy odległej galaktyki.
      Na placu biskupim wylądował statek powietrzny,
mający przenieść hibernantów na południe,
by w zbiorniku wodnym pod polarną czapą lodową
czekali, aż Jeże dokonają ich przebudzenia.
      –K– Czeka mnie pewne ważne zadanie do wypełnienia… Zlecił mi je Ktoś wyjątkowy. Uzyskałem zgodę od władz kościelnych.
     
–A– Będziemy się za was modlić. Powiedzcie jednak Futrzakom, by odhibernowali was jeszcze za czasów naszego panowania. Będziemy za wami bardzo tęsknić.
     
Mój bracie!!
     
Płakałem, ścisnąwszy dłoń przyjaciela.
      –K– Cieszcie się tym, co dane wam na ziemi, choć przemija. Pan Bóg obdarza was tym, byście byli radośni i w tej radości Go wysławiali. Przeżywanie pomyślności jest dobre, jeśli towarzyszy temu wdzięczność.
     
–E– Bóg wie, jak nas prowadzić. Słuchajmy naszych Orędowników w Niebie. Mam Nadzieję, że dołączyła do nich i Ewa. Pan prowadził ją przez ból, chwalebniej niż nas czworo. My teraz też wybieramy dorianowe ubóstwo. Módlcie się do Maryi Przenajświętszej, a zawsze będziecie szli właściwą Drogą, o ile wytrwacie w Łasce.
     
Na swym policzku poczułem nigoryjskie usta.
      –E– Dziękuję tobie za wszystko.
     
Zobaczę cię jeszcze kiedyś…?
     
–E– Na pewno któreś z nas zobaczy się choćby z jednym z was…
     
Agata pocałowała Nigoryjkę w czoło,
szepcąc jej bardzo cicho jakieś słowa do ucha.
      Przeczuwając coś, spojrzałem na Karola,
który wszystko osiągnął.
      Ujrzałem pogodną twarz Latynosa.
      –K– Memento Viva!

       
     

XVII
Dni Światła - Tom III - Memento - Część Szósta - Rozdział XVIII
XIX