XIII
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Siódma - Rozdział XIV
XV

     XIV
     
      (*) Zbyt dużo wrażeń jak na jedną wizytę:
dołączenie do zebranych z powodu obawy,
że strażnicy mogą zmienić co do mnie zdanie;
opuszczenie wraz z nimi stacji kosmicznej;
przelot na dużą odległość przez tachionową bramę;
przybycie na Gantorię i wylądowanie
w samym centrum przeogromnej metropolii;
pierwsze kroki w celu znalezienia pracy,
zatrudnienie w roli kreatorki i modelki.
      Miliony milionów istnień ludzkich zamieszkiwały
ten wielki glob, mocno naznaczony miastami.
Przydałoby się piękno tej szarej planecie,
którą osiedlono, gdy jeszcze skuwały ją lody.
Niegdyś lądolód przykrywał większość powierzchni,
a teraz jest to najludniejszy glob w całym Wszechświecie.
      Tyle słyszę od lokalnych historyków,
lecz nie to zajmuje mnie bez reszty…
Chcę wiedzieć, jak wygląda ich poziom duchowości
i czy znają Prawdę o Trójjedynym Bogu.(*)
      Odziana w rzucający się w oczy firmowy strój
wyruszyła na spacer przy niemałym mrozie.
Mijało ją beznamiętnie tysiące przechodniów,
okazując pogardę dla tego, co nieprzeciętne.
Nic nie wyróżniające się bure kolory
raniły oczy obywatelki Nigorii.
Zatrzymywała co jakiś czas kogoś,
pytając go wprost o Najważniejsze Rzeczy.
Niechętnie przedstawiał ponure relacje
ze swych przeżyć i pragnień, i własnej kariery –
każdy z nich zdawał się trwać w chaosie,
nie wiedział ani nie rozumiał, po co
egzystuje na tym świecie, ani czym jest Prawda.
Wszystko wydawało się takie względne,
zagubione w masie nieistotnych zależności.
Ci bezbarwni ludzie żyli sobie tutaj bez celu,
nie czekając na jakąkolwiek odmianę,
mogącą wyciągnąć ich z ponurego bagna
przywiązania do tego, co nijakie i letnie.
Nawet wspomnieniem niedawnej wojny
nie przejmowali się wcale albo prawie wcale.
      (*) Jak beznadziejnie zapatrzono się w doczesność.
Odwiedzę ich bibliotekę, może znajdę tam
cokolwiek interesującego.
      W gąszczu zabudowań wybieram pierwszą z brzegu
i wchodzę śmiało do opustoszałego wnętrza.
Witają mnie udające uprzejmość panienki
i od razu prowadzą do centralnego miejsca.
Patrzę na bajkowe okładki powieści.
Nie odnajduję w nich większego sensu:
wszystkie opisują świat fantastycznej ułudy.
Brak innych wartości niż grafomański bezduch,
wypaczone style życia, przesądy i nihilizm.
      Pytam o jakieś realistyczne teksty.
Znajdują ich zaledwie dwie albo trzy półki.
Jak wiele tu magii i głupiego bajdurzenia,
a jak mało tego, co naprawdę wartościowe!
      –One– Możemy zaproponować coś bardziej autentycznego.
     
Prowadzą do obfitego działu.
Okazuje się pornograficzny.
      Jak mogłabym czytać takie nieczyste rzeczy,
które do tego pełne są poniżania kobiet!
Źrenicy me zaczynają szklić się we łzach;
staję się bliska zrezygnowania i płaczu.
      –*– Czy wszędzie jest taki kiepski wybór, jak tutaj?
     
Odpowiadają, że tak. To samo w całym Kosmosie.
      Nie wierzę. Czyżby posiano aż tak wielkie zgorszenie?
Czy oni w ogóle wstydu nie mieli?
A może ktoś czyni specjalne zabiegi,
by nas ogłupić oraz zniewolić?
A zwłaszcza by deprawować niewinne dzieci?
      Burzenie barier rzekomo dać miało „wolność”,
a tak naprawdę utorowało drogę grzechowi,
który ostatecznie opanował bardzo wiele serc.
      Zniszczono obronę przed narzucanym złem,
by zadowolić tych, którzy błądzą.
W niechcianym „wyzwoleniu” jest tylko cierpienie,
gdyż powszechnie akceptowana niegodziwość
łatwo wnika do dusz wystawianych wciąż na pokusy.
nawet u tych osób, które sobie tego nie życzą.
Choć niektórzy wykazują niezłomną wolę
wytrwania pomimo najcięższej nawet próby.
      A ci, którzy niszczą cudze dusze przez zgorszenie,
dopuszczają się również bezczeszczenia ciała.
      Nadejdzie kolejna wojna i znów zbierze żniwo.
Albowiem do tego prowadzi nieczystość.
Gdy jeden człowiek traktuje drugiego
tak samo a nawet wielokrotnie gorzej
niż traktowałby po prostu przedmiot,
wtedy łatwiej mu również odebrać komuś życie.(*)
      Opuściła skarbnicę powszechnej niewiedzy
i postanowiła odwiedzić ośrodek naukowy,
licząc, że znajdzie tam coś na korzyść tego świata.
Budynek mieścił się na olbrzymim placu lodowym.
      Wystrzelały pod niebo gigantyczne
budowle, będące pomnikami jakichś badaczy.
Nie tylko te, ale i inne zawody znalazły
tutaj swoich słynnych przedstawicieli.
Głęboko wzruszeni turyści, chcąc oddać nabożny
hołd, padali na kolana, głęboko zachwyceni.
      „O, wielcy ludzie, którzy daliście nam wolność!” „To oni obalili niepotrzebną wiarę, to oni odkryli, że Bóg nie istnieje.” „Nauka to Światło, które prowadzi do Szczęścia.” „Chwała wynalazcy VR!” „Niech żyje odkrywca tachionów!” „Śmierć staremu światu, izolacja dla Sol Centralis, zakazy dla Chrześcijan!”
     
(*) Jak strasznie jest słyszeć takie wypowiedzi.
Kłamliwy ateizm – nową religią świata!
Czy cały Kosmos walczy z wyznawcami Pana?
Już rozumiem, że poza planetą mej młodości
los tych, którzy publicznie dają Świadectwo,
nie jest bynajmniej godny zazdrości.
      Nie mogę tego tak dalej pozostawić!!
Boże, dodaj mi sił, bym potrafiła tak działać,
aby, będąc ochraniana Twoją Łaską,
nawracała te zagubione społeczności.
      Od kogo wychodzi ta ich szatańska zasada,
że zwalcza się to, co daje ratunek na Wieczność:
Kościół Boży?
      Muszę dowiedzieć się, gdzie tacy przebywają…(*)
      –*– Ludzie, podejdźcie tu do mnie. Dlaczego tak wysławiacie te posągi?
     
–Ludzie– Nie wiesz? Nie wyglądasz na taką, która wie… Gdzie się kształciłaś?
     
–*– W ośrodku dla samotnych dzieci na Nigorii. Tam poznałam kilka zawodów i nauczono mnie podstaw Wiary.
     
–Ludzie– Zad[…]e jakieś. Tu jest wspaniały świat. Taki gładki… Taki wielki. Jak sam Wszechświat. Mamy nawet więcej tych religijnych pomyleńców, do których się chyba zaliczasz, dziewczynko z ciemnogrodu, niż na wszystkich takich Nigoriach razem wziętych. Pomyśl: czym jest kilkanaście miliardów głupców wobec dziewięciu bilionów wyznawców ateizmu i samozadowolenia?
     
–*– Najmniejszy w Niebie jest większy od największego na ziemi, mądrzejszy niż najwybitniejszy ziemski mędrzec. Po co wynosić się pychą z powodu odkryć naukowych? Nie lepiej dziękować Bogu za wynikające z nich Łaski?
     
–Ludzie– Przecież to wszystko odkryli wielcy ludzie! Bóg daje „łaski”?? Zapłata należy się człowiekowi. Jemu Chwała i Cześć.
     
–*– Człowiek powstał dzięki Bogu i od Niego otrzymał talenty. Nie liczmy tylko na doczesną chwałę, gdyż Wspaniałości w Życiu Przyszłym są większe od ziemskich. A trud naszej doczesnej pracy nie zostanie zapomniany, ale to dzięki Wierze. Ta wespół z uczynkami daje nam Zbawienie.
     
–Ludzie– Dlaczego tak ci zależy na nawracaniu nas?
     
–*– Ponieważ was też miłuję, a pragnę kochać wszystkich. Zależy mi na waszym Szczęściu.
     
Zaskoczona była tym nagłym porywem.
Choć nie przyniósł on wielkiego rezultatu,
oczekiwała, iż lepiej jej pójdzie w przyszłości,
gdy Duch Święty zstąpi nań w Sakramencie Bierzmowania.
Zamierzała na Miłości oprzeć swe życie
i w ten prosty sposób przynosić Dobro światu.
Zrozumiała, że szczerość, prostota i pokora
są podstawą przy nawracaniu bliźniego.
      Zmierzała teraz ku gmachowi rządzących.
Po drodze przywitało ją zadrzewione zacisze.
Po chwili zmieniła strój, tak że zewnętrzna strona
płaszcza zamieniła się miejscami z wewnętrzną,
a że ta była cała nieatrakcyjnie czarna
nie przyciągała już niechcianych spojrzeń.
Nałożyła także zakrywający twarz kaptur.
      A w okolicy co ładniejsze kobiety
przykuwały uwagę – samotnych bądź nie – mężczyzn,
ku rozgoryczeniu pań o mniejszej urodzie.
      Uniknęła, przykrywszy włosy, nagabywania,
ze smutkiem obserwując publiczne „parowanie” –
poszukiwanie tego, co przelotne
oraz tego, co nieodpowiedzialne.
Wzajemna adoracja ¬– lecz na wskroś pożądliwa –
nie podobała się Ewie. Zabrakło tu
Miłości oraz moralnego uporządkowania.
Tworzone właśnie „partnerskie związki”
nie umywały się do Sakramentalnego
Małżeństwa, przemyślanego i pełnego ofiary.
      (*) Jedynie trwała i odpowiedzialna decyzja,
wyrażona w obietnicy danej wobec Boga,
daje obojgu pełnię, a nie powierzchowną pustkę.
Zaś pewność trwania ze sobą małżonków
daje ochronę poczętemu potomstwu.
      …Niech i mi to się stanie, że odnajdę wybranego.
Z padołu rozpusty proszę o Czystą Miłość…(*)
      Zobaczyła grupę klęczących Gantorian.
Trwali tak zapewne, aby się modlić.
Przecież musiały gdzieś być te ich wspomniane „miliardy”!
      Dołączyła doń, a gdy modlitwa dobiegła końca,
nawiązali krótką rozmowę z siostrą w Wierze.
      Dowiedziała się, że są tacy, którzy się nawracają,
a nawet ich nieczuli rodacy są podatni
na Ewangelizację, jaka ma miejsce
od zawsze, odkąd zasiedlono tę planetę.
Tak, w tamtych czasach religijność była w cenie.
Lecz nastało zepsucie i teraz bezwiednie rządzi.
      Występowało tu zło strukturalne:
skażono prawie wszystko, co przedstawia jakąś wartość.
Gantorianie potrzebowali wzorów wytrwałości,
jak i wszyscy inni z prawie każdej gwiezdnej kolonii.
      Podobno mieszkańcy globu, z którego pochodzi
ludzkie plemię, bez przeszkód konserwują dawną
religijność, ład oraz moralność,
lecz nawet ich powoli ogarnia letniość,
przez co przestają być dla innych przykładem.
Ba, ich ignorancja budzi nawet zgorszenie!
      –*– Gdzie mieszkają ci nasi bracia, o których wspominacie?
     
Usłyszała, że w Sol Centralis, na Świętej Ziemi.

      U drzwi gmachu, z którego rozciągała się władza
sięgającego ostrymi rogami aż pod chmury –
stała ta, która chętnie wstąpiłaby do niego,
gdyby nie to, że drzwi były zamknięte.
Może weszłaby z kimś innym do wnętrza?
Postanowiła więc na tego kogoś zaczekać.
      Sto metrów obok inna niewiasta
zdawała się czynić to samo co Ewa.
Obie okrywały jednostajne płaszcze,
a głowy szczelnie przykrywały kaptury.
      Dziwnie jednak znajome rysy twarzy zdradziły,
kim jest ta druga – dotąd nieznajoma.
      Obie spotkały się pod okapem.
      Rozpoznawszy się, rzuciły się sobie w ramiona.
      Dwie Nigoryjki: Ewa i Elżbieta.
      –E– Ewo, nie wchodź tam, znają cię z plakatów.
     
–*– A ciebie poszukują źli ludzie.
     
–E– Cieszę się, że cię widzę. Dzięki tobie nawracam się na Wiarę. Ja, marny szpieg. Wybacz mi moją przeszłość, proszę. I to, jak cię traktowałam.
     
–*– Wybaczam. I dziękuję za ostrzeżenie.
     
–E– Ja też.
     
–*– Kto rządzi tym światem? Czy oni tam są?
     
–E– Bluźniercy, ateiści, hedoniści. Anty-elita szerząca bezbożność, żerująca na ludzkich popędach i ignorancji. Od wieków. Ostatnio studiuję historię, stąd to wiem. Już i mnie namierzyli?
     
–*– To wszystko jest straszne! Kto ma to zmienić? My, niewiasty?
     
–E– Trzymajmy się razem lub pozostańmy w kontakcie. Może jacyś mężczyźni też się znajdą. Działajmy, jak potrafimy. Opłaca się coś uczynić. Ateizm jest wewnętrznie sprzeczny. Po co nam też nihilizm, do którego prowadzi? Religia przynajmniej daje Pokój ducha i jednoczy ludzi.
     
–*– Bóg Jest, pamiętaj o tym. Wytrwaj na dobrej Drodze. Już jesteś coraz bliżej otwarcia się na Jego Łaskę… i chyba jednak wierzysz. Prawda?
     
–E– …Prawda. Odejdźmy stąd i zaszyjmy się gdzieś, zanim nas wytropią. Gantoria wyłamała się spod ścisłej władzy niejakiego Thora, przywódcy jednej z frakcji ateistów – tej najbardziej związanej ze starożytnym prześladowaniem wierzących. Pozostała jednak od niego zależna przez służby specjalne. Teraz toleruje się tu Wiarę, ale nie jej propagowanie, jedynie sam kult. Na Nigorii, w Lidze Wolnych Układów, jest lepiej: tam władza dużo bardziej toleruje Religię. Jedynie w reżymowych środkach przekazu istnieje antyreligijna cenzura a rząd przymyka oko na agentów obcego wywiadu tropiących misjonarzy. Lecz ty zmieniasz ten stan rzeczy.
     
–*– Chodzi ci o moje reklamy duchowości Nigorii?
     
–E– Tak. Rządzący widzą w tym zysk dla całej planety i porzucają dawne uprzedzenia. Gantorianie również widzieli te nagrania. Odżywają. Przed niedawną wojną Chrześcijanie byli tu okrutnie traktowani. Nowy władca zmienił do nich stosunek po tym, jak okazali się dobrymi i wiernymi żołnierzami. Jak widzisz, czasami w układach gwiezdnych, gdzie jest mało totalitaryzmu, sytuacja staje się na jakiś czas lepsza dla wierzących – prawie tak, jak  w Lidze Wolnych Układów.
     
–*– Elżbieto… zróbmy coś z tym. Aby wszędzie było tak dobrze, a nawet lepiej. Na Gantorii przecież wciąż jest jeszcze zło, szczególnie w środkach masowego przekazu.
     
–E– Ty nawracaj. Co do mnie – jeszcze nie wiem… Nie mam pewności… Ale jestem po twojej stronie. Chcę, by pokonano ten nieludzki system, zwłaszcza w tych państwach, gdzie jest go najwięcej. Będę zgłębiać wiedzę na temat tego świata i dzielić się nią z tobą.
     
–*– Na początek wystarczy tyle. Dobra jest znajomość Prawdy. Ale potem zdobądźmy się na więcej.
     
–E– Ewo, zmienię wygląd. Ten Albino mnie zdradza. A ty przefarbuj swoje włosy.
     
–*– Nie. Ja nie. Chcę wyglądać, jak teraz… dla tego jedynego. Rozumiesz, o co mi chodzi?
     
–E– Tak. Hm… może i dobrze. Twój wizerunek oddziałuje z plakatów na ludzi. To też się tobie przyda. Ale ryzykujesz. Wiesz… ja zazdrościłam tobie urody.
     
–*– Ty mnie? Sama przejrzyj się w lustrze! A tak poza tym: kto ci zmieni kolor skóry? Jest niezwykle jasna i to cię zdradza.
     
–E– To nawet dla mnie pozostaje tajemnicą. Ale będę musiała to zrobić.
     
–*– Powiedz mi, jak odnaleźć Sol Centralis i Świętą Ziemię?
     
–E– Ten sekret akurat znam. Nazwano tę planetę: „Oceaniczna”. By się nie wyróżniała spośród innych. Jest tam zakaz wstępu, choć może uda mi się go ominąć. Spróbuję. Dla ciebie.
     
–*– Dziękuję.
     
–E– A ty… załatwisz mi księdza…? Na wszelki wypadek.
     
–*– Tak. On chyba… przepowiedział, że cię ostrzegę.
     
–E– Ksiądz? Och… To już drugi… Cud…
     
–*– Cud?
     
–E– Nie ważne.
     
–*– Bóg Jest. Módl się, na ile potrafisz. Duchowny, którego spotkałam, tak mi właśnie polecił. Ja nie opieram Wiary na osobistych Cudach. Raczej na Prawdzie i Miłości.
     
–E– Tego też będę się od ciebie uczyć… Zdradzę tobie coś… Ja też szukam tego jedynego…
     
(*) Z budynku wychodzi jakiś rosły mężczyzna.
Za nim uzbrojeni ochroniarze.
On mówi do nich; zatrzymują się na znak.
Patrzą prosto na nasze zasłonięte oblicza.
Spogląda na zakrytą twarz Elżbiety.
Przysłaniam ją sobą. Mam już w oczach łzy.
Wyglądając z kaptura, mogłam zostać rozpoznana!
„Nie czyń nam krzywdy” – krzyczę swoim ciałem.
      Odwraca głowę, zrezygnowany.
To nie jest tak bardzo zły człowiek, tak czuję…
      Lecz on dzwoni do kogoś…
Elżbieta zrywa się do ucieczki.
      Ona go zna! Czy do niego szła po swoją zgubę?
      Nie ścigają jej. Mnie też nie. Widzę w tym Bożą Pomoc.(*)
     


     

XIII
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Siódma - Rozdział XIV
XV