XIX
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Siódma - Rozdział XX
CZĘŚĆ ÓSMA

     XX
     
      (*) Nie pozwalają zbyt wiele oglądać,
a tak dobrze byłoby poznać mą Ojczyznę.
Naprawdę narodziłam się tutaj, w Prakolebce?
Na Świętej Ziemi mieszkali nie znani mi rodzice?
Ta podróż jest tak niewiarygodna,
że moje myśli nie nadążają za zmysłami.
      Ochroniarze otaczają mnie ścisłym kręgiem
i rzadko kiedy mogę cokolwiek zobaczyć.
Dostrzegam twarze przechodniów – podobne jak wszędzie,
choć nie promieniują z nich negatywne emocje.
Gdzieniegdzie ciekawe budowle oraz krajobrazy…
I mnóstwo kościołów: są w każdej miejscowości.
A z ich wież jakże donośne biją dzwony,
ukazując potęgę i powszechność Wiary.
Fascynuje mnie bardzo, że mieszkańcy tej planety
wytrwali w wyznawaniu Prawdy Objawionej.
      Dziękuję Ci, Boże, że mnie tu przywiodłeś.
Nie jestem sama, wiedząc, że mam braci.
Szkoda, że prawie nikt stąd do nas nie przyleci
i nie opowie o Praojczyźnie ludzkości.
Czy ktoś to zmieni? Ci ludzie są więźniami.
Ciekawe, czy wiedzą o innych układach,
które zostały niegdyś odkryte,
zbadane oraz skolonizowane?
      Zadbane i wdzięczne są tutejsze niewiasty.
Nikt z zewnątrz nie chciałby ich poznać? Zakaz?
Nawróciłyby swych mężów, świecąc dlań przykładem.
      Mój Michał zachwyca się nigoryjskim globem,
a to on opowiedział mi o Oceanicznej…
O, mój narzeczony, przede mną Święte Bierzmowanie,
Cel, do którego tak pilnie dążyłam.
Jeden wielki krok na drodze ku tobie…
      Próbuję zapytać o coś przypadkową osobę.
Przypatruje się, kim jestem, rozważa coś w myślach,
jakby kojarząc mnie z kimś. Strażnik zastępuje mi ją,
bym nie mogła doń mówić. Wiem, że boi się,
iż złamie jakieś totalitarne prawo.
Mógłby ustąpić, lecz nie może: tak mu rozkazano.
Od początku spokojnie znoszę ich towarzystwo;
gdyby nie Sakrament, nie poszłabym na to.
Czy to Ziemia, czy nie – narzucają nam niewolę.
      Wykazuję się prawie męską odwagą.
A przecież całą sobą poszukuję bezpieczeństwa,
spokoju i ładu, opieki i Miłości.
Nie ma cię tu, Michale, tyś by mnie obronił.
      Nie wiem nawet, gdzie podziała się Elżbieta.
Ta lepiej czułaby się w tym „kordonie”.
Beznamiętni i smutni są ci agenci.
      O, widzę kościół, w którym Duch Święty mnie nawiedzi.(*)

      (E) Niewiarygodne, niewiarygodne, niewiarygodne.
Mam pigment na całym ciele, nie jestem Albinoską.
Nikt już mnie nie zidentyfikuje.
      Jak to się stało? Straciłam przytomność,
gdy uciekałam przed jakimś dziwolągiem.
Teraz budzę się zupełnie odmieniona.
Wstaję półnaga z miękkiego łoża.
Ktoś zostawił lustro. Odbijam się w nim
jako równie piękna kobieta, jaką byłam wtedy.
Kto sprawił mi ten surrealistyczny prezent?
      Rozglądam się. To wnętrze jakiejś katedry.
Lecz nie ma tu żadnych ławek ani nawet okien.
Figury religijne są mocno uproszczone.
Od wilgoci wszystko wokół jest śliskie i lepkie.
Jakieś inne wydaje się nawet powietrze.
Tylko lustro i łóżko są normalne.
Zabrano mnie pod powierzchnię planety…!
      Przy Ołtarzu zbiornik z wodą. Chrzest Święty?
Osłonię się resztą szat, które leżą obok mnie.(E)

      (*) Nadrzeczne miasto; zdążyłam zauważyć.
Spokojna okolica, spokojni mieszkańcy.
Nadchodzą odświętnie odziani młodzieńcy.
Pośród nich jeden o dwubarwnych włosach.
Czerń oraz biel. Jednak nie widać stąd twarzy.
Kim jesteś, intrygujący młody człowieku?
      Ustawiamy się na samym końcu szeregu.
Nadchodzi Biskup. Przystępuje ukradkiem do nas.
      –Biskup– Witaj, Ewo. Twój własny Biskup opisał mi ciebie w liście.
     
–*– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
     
–Ochroniarz– Wiesz, co grozi, gdy złamiesz tajemnicę?!
     
–Biskup– Zmuszacie nas do ukrywania przed mieszkańcami Świętej Ziemi faktu, iż Wszechświat został przez nich skolonizowany. W ten sposób próbujecie podzielić Kościół Boży i odizolować wielu wiernych od Ojca Świętego. Jak trudno jest wyświęcić Biskupów poza tą planetą! Taki stan rzeczy nie może trwać wiecznie. Mam nadzieję, że niedługo się to zmieni. Może nawet ktoś stąd zostanie przez Pana Boga powołany i zniesie tę rażącą niesprawiedliwość. Przez tą sztuczną izolację nie wiem nawet dobrze, kim jest ów Biskup, a właściwie Arcybiskup Dorian.
     
Jednak to prawda. Tutejsi nic nie wiedzą o nas.
Nie podzielą się z nami swoją religijnością.
Jedynie część duchownych ma jakieś pojęcie.
Wdzięczna jestem, że choć mnie dano tu zawitać.
      Niech ktoś stąd rozprawi się z niesprawiedliwością…
Ja przecież działam gdzie indziej. Może komuś się uda…!(*)

      (E) Nadchodzi Ksiądz z ciemnymi okularami na oczach.
Starszy wiekiem, na pewno bardzo doświadczony.
Trafia tam, gdzie stoję, zupełnie bezbłędnie
i pyta, czy jestem gotowa na Sakrament Chrztu.
Ja zaś wstępuję do letniej wody,
zostawiając za sobą resztki okrycia.
      Powaga i radość związana z tym wydarzeniem
jest tak ogromna, że nie odczuwam wstydu ni lęku.
To bardzo starożytny Rytuał.
      Oczekuję, aż Bóg przyjmie mnie do Swego Kościoła.
      Płaczę… i spowiadam się z całego życia.
      Bóg mi zapomni, umrę i się odrodzę,
już włączona do Mistycznego Ciała Chrystusa.
      Wyznaję Wiarę w Boga. Cała jestem nawrócona.
      Poznaję prastarą grecką mowę…(E)
      –Duchowny– Elżbieto, ja ciebie chrzczę w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
     

      –E– Dziękuję za wszystko.
     
–Duchowny– Bogu dziękuj. Szczegóły zachowaj w tajemnicy, aż cię zwolnię. Metryki masz sporządzone. Witaj w Kościele, Elżbieto.
     

      (*) Od pozostałych zasłania mnie kolumna.
Dobrze, że odstąpili ode mnie choć na moment.
Zasłaniają mnie przed spojrzeniami zebranych.
      Już za chwilę przyjmę Trzecią Boską Osobę!
W pełnej świadomości, że do mnie przybędzie…
Kościół Święty mi to umożliwi.
      Proszę Cię, Boże, o wszystkie te Dary:
o Mądrość, o Rozum, o Umiejętności, o Radę,
o Męstwo, o Pobożność i o Bojaźń Ciebie.
      Do mnie pierwszej Biskup podchodzi, namaszcza i
mówi, bym przyjęła Znamię Ducha Świętego.
Mam już Krzyżmo Święte na czole – namacalną Pieczęć.
      Odtąd, Panie mój, jestem w pełni do Twej dyspozycji,
Ty we mnie mieszkaj, by działać przeze mnie,
bym z Twą Boską Pomocą mogła wyjść do innych.
      Ach, czuję, jak umacniasz mą Wiarę;
zdaję sobie sprawę, że wypełnia mnie Twa Obecność…
Spełniłeś, Boże, moje marzenie!
      Będę odtąd wzrastać w Tobie, dotknięta
Twoim Działaniem, o Duchu Światłości
i spełniać Powołanie, jakiekolwiek ono będzie.
      Mam już Twe Dary, a jeden z nich jest jakby obfitszy…
      O Panie mój, Boże Wszechmogący…
Dajesz Swej służebnicy… nadzwyczajny… Dar… Męstwa…(*)

       

XIX
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Siódma - Rozdział XX
CZĘŚĆ ÓSMA