VIII
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Ósma - Rozdział IX
X

     IX
     
      (E) Mam nadzieję, że Jan dochowa tajemnicy.
Nikt nie wie, że jesteśmy na Oceanicznej.
To, co jest marzeniem mej przyjaciółki, Ewy,
stało się dla mnie realnym faktem.
Dobrze mieć nadal wpływy w agencji
i udawać szpiega, będąc nieuchwytną dla innych.
W całym Wszechświecie są dla takich drzwi otwarte.
A tu, gdzie znajduje się Kolebka ludzkości,
na pewno odnajdę ukrywaną gdzie indziej prawdę,
poszerzając badawczą perspektywę.
      Przemieszczamy się, zbierając informacje.
Chcemy wiedzieć, kto zaczął pochód ateizmu.
Na razie mamy pewność, że założyciel Lucidium
pochodził z jednego z krajów Północy.
Stamtąd przybył również inny pradawny władca,
bardziej radykalny od samego Thora.
      Opuszczamy państwo między górami i morzem,
w którym ktoś odkrył pewną istotną pamiątkę,
dotyczącą dawno minionych wieków.
Mężczyzna o dwukolorowych włosach
odnalazł pradawne planetarium sprzed wielkiej wojny,
przedstawiające całe gwiezdne państwa
założone w odległych układach przez Chrześcijan.
Zapuściłam za nim szpiegowską sondę,
by śledziła jego dalsze poczynania.
Przewiduję, że mieszkańcy Ziemi zbudzą się ze snu…
Czy poprowadzi ich ten wspaniały odkrywca?
      Jan mówi, że przed nami alpinistyczne przygody.
Faktycznie, gdzież indziej mogli ukryć wskazówki?
Taką mieli tradycję przy kolonizacji,
że zostawiali w szczególnych miejscach znaki.
Może rozsiali je po różnych kontynentach?
Nie interesują mnie jednak sprawy tych miejscowych.
W Kosmosie bardziej jestem potrzebna.
Z tego też powodu znalazłam się tu.
To, co odnajdę, wykorzystam właśnie tam.
      Śmigłowiec wylądował u podnóża pasma gór,
w którym śnieżyły się dwa najwyższe wierzchołki.
Rudy pilot, prezes Stowarzyszenia Pilotów,
podobno znający odkrywcę planetarium,
mówi, że ten zamierza zapisać się na kurs
lotniczy, gdy tylko wróci z urlopu na wybrzeżu.
      Niechybnie go spotkam. Ułożyłam nawet śmiały plan.
      Rozpoczynamy wspinaczkę do wschodniego olbrzyma.
Jan prowadzi przy użyciu swego żyroskopu.
Pokonujemy nudne urwisko.
Z jego strony to naprawdę miło,
że pomaga mi, asekurując moje ruchy.
      Niebezpiecznie ostra krawędź dobiega końca.
Przed nami płaskowyż, a za nim znów wzniesienie.
Pochód w rakietach śnieżnych mocno się przeciąga.
Dobrze, że chociaż ciepłe kombinezony
dają nam komfort godny astronautów.
Sama Ewa niedawno zaprojektowała krój.
Podkreśla moją szczupłą sylwetkę.
      Jan co chwila na mnie patrzy, niby doglądając,
czy dobrze sobie radzę, ale nie o to tu chodzi.
Zapewne zaczęłam mu się bardzo podobać.
Pamiętam, jak pomagał mi z pracą misjonarską.
To jego wybrałam spośród potencjalnych wspólników
do tej ekspedycji a zarazem miłej wycieczki,
gdyż najmniej z całej naszej grupy rzucał się w oczy.
      Człowieku, jeszcześ niedawno zalecał się do Ewy,
a już ulegasz mojemu wyglądowi?
Pokazujesz mi mapę; twarz moja obok twojej.
Jak tu się skupić, skoro zacząłeś podboje?
      Dobrze sporządziłeś materiały, mój przewodniku.
Lecz ten tutejszy bohater, który dokonał odkryć,
również zajmuje się wymyślaniem urządzeń.
Tak mówił mi nasz pilot o twoim „konkurencie”.
      Koniec płaskiego. Tego zbocza nie przejdę!
Masy białego puchu wprost grożą zerwaniem.
No, ale od czego jest kosmiczny skafander?
Ty kieruj nami, ja pooglądam sobie okolicę.
Podobnie tu do Nigorii, tylko trochę wyżej.
Wszystko się bieli i groźne to takie.
Szkoda, że tereny te są zakazane:
nikomu bez przepustki nie pozwolą tu zabawić.
Tak to turyści pialiby z zachwytu!
Ale pewnie za tymi restrykcjami
kryje się coś bardzo istotnego.
      Nadal nie wierzę, że jestem tu z Janem.
I że tak dużo dzieje się w naszym życiu.
      Podobno czyta on Pismo Święte;
nawrócił się po spotkaniach z Ewą.
Jest już w Kościele po chwilowych wątpliwościach
i nie słucha światowego gadania.
Brakuje mu tylko opanowania i umiaru…
      A ja to już przeobraziłam się nie go poznania.
Nawrócenie, Chrzest Święty, wstąpienie do Kościoła,
operacja na cały mym ciele,
apostołowanie i ciekawe, co jeszcze…
      Stanęliśmy za krawędzią przebytego spadku.
Jeszcze przed nami kilka kwadransów.
      Suniemy. Z wrażenia z ledwością łapię tchu.
Naokoło rozpościera się widok tak odległy,
że blaknie wobec tej krainy piękno innych planet.
Oto bliźniaczy czubek zachodni
w pełnym splendorze oraz majestacie,
dalej ostre granie, rozdzierające wręcz nieboskłon,
a jeszcze dalej czapa lodu na sto kilometrów.
      Po drugiej stronie, widzianej zza załomu przełęczy,
wzgórza i doliny, podobne do Nigorii,
uwieńczone cudownymi okrągłymi grzbietami.
A za nimi pewnie kolejne, i tak w nieskończoność…
      Jan mówi, że na odległej Północy
znajduje się jeszcze jedna kandydatura
do badań. Lecz zupełnie nikt nie ma prawa wstępu tam.
      Pod nami ściana prawie pionowego urwiska.
Pod nią dwa wielkie połacie lodowcowe,
a nad nią napuszony śniegiem szczyt,
zachodzący nadzwyczaj daleko ponad
stromiznę, jakby czekał, aż się zerwie.
Chyba nikt nie odważyłby się na wspinaczkę.
      Zastąpił mi drogę zachwycony Jan.
Tu, w oderwaniu od świata w dole,
mam pokusę rzucić się w jego ramiona.
Wyprowadził mnie bezbłędnie do najlepszego z miejsc,
by w ten oto sposób zdobyć me serce.
      Pod wciąż podkreślającym kobiecość odzieniem
i pod szybą zupełnie przezroczystego hełmu
wzrasta moja ekscytacja. Jestem spragniona wrażeń…
On też. Dotarliśmy już prawie do celu.
Za chwilę zejdziemy jakimś tajnym wejściem
do zbudowanych tu niegdyś pradawnych pomieszczeń.
      O czym ja marzę! Przecież to niemoralne!
Nie powinnam każdemu, kto mi zaimponuje,
oddawać się całej, uciekając się do nierządu.
Moje ciało jest świątynią. Tak nie przystoi.
Pan przeznaczył je dla mego przyszłego męża.
Zerwałam ze złym nałogiem. Potępiłam rozpustę.
Muszę zawsze pamiętać o Bogu,
także przy spotkaniach z mężczyznami.
Kim mam być dlań – obiektem seksualnym
czy współ-pielgrzymem na drodze do Nieba?
      Oby Jan nie kazał mi się przed sobą bronić.
      –E– Janie, tu jest bardzo ładnie. Pamiętasz, co mawiała Ewa? „We wszystkim, co widzę i słyszę, podziwiam Stwórcę.” Ja też delektuję się tym wszystkim naokoło, lecz bardziej czekam na Jego Wspaniałości przeznaczone dla mnie w Niebie. A najbardziej na Największą z nich – Jego Miłość. Naśladuję w tym moją przyjaciółkę. Odmieniłam się. Znajdźmy sobie – każde z nas
kogoś na tej planecie, bardziej od nas poukładanego wewnętrznie. Wiesz, o czym mówię.
     
Milczy, ale chyba rozumie i przyjął.
Czekam, aż wreszcie coś powie; zadręczam się tą chwilą.
      –J– „Bóg nieustannie myśli o człowieku. Nie jest więc człowiek samotny” – mnie powiedziała coś takiego. Przepraszam za moje zachowanie. Załatw dla mnie, abym mógł zostać na Oceanicznej. Nie nadaję się do pracy, którą obecnie wykonuję, a tu odnajdę swoje Powołanie.
     
–E– Mnie też się tutaj podoba. I jest tu ktoś równie wyjątkowy jak Ewa. A najciekawsze jest to… że to mężczyzna… Odnajdę go. Ale nie zrezygnuję z misji. Ty zostań, pomogę ci to urzeczywistnić. A teraz odkopmy ten schron. Na zachodniej górze było niegdyś schronisko, więc woleli nie rzucać się tam w oczy, dlatego wybrali to miejsce.
     
No, wreszcie oczyszcza się wierzchołek ze śniegu.
Roztapia go potężny promień wielu laserów.
Cieszy się Jan, jak dziecko, z psucia krajobrazu.
Już opadło przełamanie z brzegu.
Wszystko pod nami się zawala, aż drżę ze strachu.
      Pozostało coś wystającego, na kształt włazu.(E)

      (Tłumaczenie Elżbiety:) „Jak Święty Olaf zindoktrynował cały kraj tą zabobonną dewocją – Chrześcijaństwem, tak ja, Olaf Nowy, rozprawię się z tą plagą i zapanuję nad przyszłością i nad całym Wszechświatem. Dzięki Wielkiemu Odkrywcy, Wybawicielowi naszemu, Kornwaliuszowi, któremu za życia stawiają monumentalne pomniki, zdobędę Nieśmiertelność doczesną i będę panował na zawsze z jego namaszczenia, jako jeden z kilku władców Nowego Świata. Ale tylko ja będę prawdziwym Królem, Królem Północy, więc pokonam konkurencję. Moje bękarty niech duszą się na tej przebrzydłej planecie, a ich dzieci niech zostaną porwane lub zamordowane, by nawet tutaj znikły konkurencyjne królestwa. Mój ród się zakończył – na mnie.
      A Król Południa na osłabionej Ziemi przegra wojnę z nami. Pozabijamy wszystkich Konwaliowych Kosmonautów. Wiemy, jak zrobić to najsprawniej, gdyż sam byłem jednym z nich – jak Kornwaliusz. Przeniosę się na Ksalion i przyjmę tam tylko wybranych przez mnie odstępców. I z satysfakcją przez setki lat będę oglądał, jak torturują i zmuszają do wyrzeczenia się Wiary Chrześcijan z całego pozostałego Wszechświata, których odnajdę i złamię ja lub moi agenci. Nie, nie będę zabijał jak inni przywódcy. Będę odwracał od Wiary; to jest dopiero Władza!
      A wy, mieszkańcy przyszłego skansenu, <<Oceaniczna>>, bądźcie zniewoleni na zawsze. Was oszczędzimy jako pamiątkę tego, co było. Gdy będziecie to czytać, znienawidzicie mnie i może część z was odwróci się przez to od Boga, który nakazuje podobno miłowania nieprzyjaciół.”
     
–E– Na Ksalionie mogą przetrzymywać męża Urszuli. Muszę ją powiadomić. Ewę również. Może da się do niego dotrzeć.
     
–J– Ja zostanę tutaj. Poszukam sobie żony.
     
–E– Ja też kogoś muszę odnaleźć… Może nawet męża.

       
     

VIII
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Ósma - Rozdział IX
X