XIV
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Ósma - Rozdział XV
XVI

     XV
     
      Czwórka dzieci odzyskała swego ojca.
Wzajemnym podziękowaniom nie było końca.
Elżbieta odebrała największe honory.
Zabrakło z nimi tylko jej wspólnika, „Łowcy”,
który rozpoczął karierę polityczną.
      Ewę i Michała rozpierała Miłość.
Myśleli tylko o jednym: o pobraniu się.
Już niedługo miał nadejść w ów wspaniały dzień.
      Spacerowali w nigoryjskim mieście.
Szli razem, przytuleni do siebie.
      Przechadzali się zatłoczonym bulwarem…
      Uroczy połysk fiordu sprawiał im wiele radości,
oświetlając najszczęśliwszą na planecie parę…
      Z tłumu, będącego rzadkim tu zjawiskiem,
wyszli jacyś ludzie o szpetnych twarzach.
Przywdziawszy nagle strój starodawnych katów,
otoczyli szczelnie swoje ofiary.
      Boleść serca Ewy na powrót wezbrała.
Dziewczyna dostrzegła, że nie mają wcale zamiaru
słuchać jej wezwania do zaprzestania ataku.
Przybyli tu po jej śmierć; dobrze o tym wiedziała.
Nosili ze sobą wymyślne urządzenia.
Domyślała się ich złego przeznaczenia.
      Jej narzeczony osłonił ją, by ocalić,
lecz bezlitosny okrąg w pełni ich okalał.
Szatańskie uśmiechy na brzydkich twarzach
zdradzały, co za chwilę miało się wydarzyć.
      Dwóch podeszło doń. Michał rozpoczął walkę.
Ci z pełną przyjemnością przyjmowali razy,
a ktoś z okręgu się onanizował.
Przerażona niedoszła Michałowa żona
skuliła się, by do końca bronić swego
Dziewictwa, które przez całe życie pielęgnowała.
      Kilku z nich rozebrało się do naga.
Ją również zdołali przemocą obnażyć.
Narzeczony, odłączony odeń, przeżywał rozpacz.
Patrzył z Miłością, tłumiąc pożądanie.
Olśniła go niewymowna piękność,
która miała teraz zostać splugawiona.
      –Kaci– O, to tak wyglądasz, antropologiczna […]! Mamy już prawie cały obraz ciebie w VR, ale nie ma to jak […] cię na żywca. Twej […] się to spodoba.
     
–Mi– Zostawcie ją w spokoju, barbarzyńcy!! Weźcie mnie, torturujcie nawet ale jej nie tykajcie! Puśćcie wolno moją Ewę!!!!
     
–Kaci– No właśnie, odczytajmy więc tobie wyrok, rycerzyku.
      „Inspirowani przez naszego Pana, Artura, czyli Kornwaliusza, a z osobistego rozkazu Thora, który nam was wskazał, wykonujemy wyrok śmierci na Michale, od dawna poszukiwanym szerzycielu nietolerancji wobec ateizmu, przeciwniku obyczajowej wolności osobistej, buntowniku względem Nowego Porządku i gwałcicielu naszej historii.”
      A teraz, ty, laluniu:
      „Inspirowani jeszcze silniej przez naszego Pana, Artura, czyli Kornwaliusza, a z osobistego rozkazu Thora i Olafa, składamy tobie ostrzeżenie, Alicjo, że dalsze występowanie przeciwko twym opiekunom, Thorowi i Olafowi, oznaczać będzie dla ciebie kolejne łamanie, obecnie tu prezentowane, aż w pełni ulegniesz i wyrzekniesz się swojej Wiary. Oni nie chcą u siebie żadnej chrześcijańskiej rewolucji. Zamkniemy ci usta. Twój czas już się skończył. Nie będzie nikogo innego, kto po tobie przeszkodzi im w rządzeniu światem.”
     
Ewa, płacząc, patrzyła na skazańca.
Chciała mu jakoś pomóc, ale nie wiedziała, jak.
On ją wyprzedził i znów krzyczał, by nie tykali jej.
      –Kaci– Patrz i podnieć się, twoja […] jest naga, pożądasz jej, zaraz ci […]. I gdzie tu twoja czystość? […] ją sam przed śmiercią. Wtedy odstąpimy od niej.
     
A on wolną ręką zamachnął się na swe oczy.
      Nic już nie widział. Spowodował nawrót ślepoty.
      Zawiedzeni kaci ryknęli przeraźliwie,
wiedząc, że ich plan łamania go już im nie wyjdzie.
      Alicja z niewypowiedzianym podziwem
i bólem serca patrzyła na narzeczonego.
      Torturowany za pomocą diabelskich narzędzi,
karmił swych oprawców już tylko Ewangelią,
głosił im Słowo Boże mimo udręki.
Obserwowała, jak przemawia przezeń Sam Duch Święty.
      Wtem paru Katów odstąpiło od bohatera
i, zrzuciwszy z siebie szatańskie insygnia,
uwolniło niewiastę, oddając jej odzież.
Nawrócili się! A więc nie na darmo
była przelewana krew męczennika.
      Droga dla Nigoryjki stanęła otworem.
Nim reszta rzeźników zdążyłaby ów Cud zauważyć,
miała czas, by uratować się z nieszczęścia.
      Została, nie mogąc opuścić umiłowanego.
On nadal dawał im Świadectwo Wiary,
posuwając się nieprzerwanie ku oprawcom,
choć poddawał się przez to jeszcze większym cierpieniom.
      (*) Mój miły – on umiera… Ręką wskazał w moją stronę.
Nie widzi mnie, ale pragnie coś mi przekazać…
Powierza mi coś… Już wiem: swoje dzieło.
Zgaduję jego myśli: chce, bym dalej je ciągnęła.
      Ja… przyjmuję to od ciebie. Wybrałeś mnie, skromną.
Mówisz… w mej wyobraźni, bym cię teraz słuchała
a nie zamykała się przez rozpacz na Dobro.
      Odchodzisz, zwijając się w pyle na skałach.
Twe oczy nadal do mnie mówią, a ja czytam…
Powierzasz mnie komuś… Rozpoznaję… Maryja.
Złożyłeś Jej Ślub tuż przed prześladowaniem!
Mam… Jej zaufać, Ona mnie poprowadzi.
Nauczy mnie tak silnego… jak twojego… kochania.
      Michale…
      Michale!
      Michale!!(*)
      –*– Kocham cię!!!
     
–Mi– Kocham cię, Alicjo Ewo… Będę… się za ciebie… …modlił… w… …w… …Niebie… … … … JEZUS JEST PANEM!!!!!!!!!!
     
Padł na ziemię, a wraz z nim, w pokłonie, niektórzy Kaci…!
      Alicja wybuchła gwałtownym gorzkim płaczem.
      Nawróceni wykradli ją z miejsca kaźni.
      Ostatnim swym spojrzeniem pożegnała się z Michałem.

       
     

XIV
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Ósma - Rozdział XV
XVI