XVII
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Ósma - Rozdział XVIII
XIX

     XVIII
     
      (*) Porzucili mnie, bezbronną, w zupełnie obcym kraju.
Bezprawnie zabrali wszystkie me pieniądze.
Od paru dni dochodzę praw przed instytucjami,
lecz tak naprawdę do niczego się nie przydały;
rządzi tam korupcja i niechęć do interesantów.
      U nikogo nie mogę znaleźć pracy zarobkowej.
Jakby wszyscy sprzysięgli się, żeby mi zaszkodzić.
Czy tylko za to, że odmówiłam współpracy,
nie przyjmując grzesznej propozycji?
Postąpiłam odważnie dla zachowania Czystości
oraz dla uniknięcia zgorszenia.
      Nikt mnie tutaj jakby nie pamięta;
przecież widzieli mnie w występach audiowizyjnych.
Niech znajdzie się choć jeden człowiek,
który weźmie mnie w opiekę, a ja będę mu wdzięczna.
A gdzie tu jest Kościół? Żyją tu sami ateiści.
Nie mogę odnaleźć żadnej wspólnoty.
      Niechaj się przede wszystkim zawierzę Bogu,
On patrzy na nasze życie w całości,
On widział moje apostołowanie
i wie, że potrzebuję środków, by żyć.
      Zaczynam już cierpieć głód, wyglądam nieładnie.
Dobrze, że atmosfera jest bardzo ciepła
i nie ma zakazu zrywania owoców.
      Tak bardzo nie chcę skończyć, jak ktoś bezdomny
i włóczyć się, zatracając piękno kobiecości!
Ten strach wprawia mnie w nie dającą wytchnienia depresję.
      Mogłabym wezwać na pomoc Elżbietę –
niech ona odnajdzie mnie i uwolni z tej pułapki.
      Chcę uzbierać środki, by wysłać komunikaty.
Niech usłyszą, że tu przebywam i wstawią się za mną.
      Pokornie proszę o pomoc przechodniów.
Choć niektórzy litują się nad żebrzącą niewiastą,
wielu z nich próbuje mnie upokorzyć.
Pożądają mego ciała, myśląc, że się „otworzę”.
Próbuję ukryć się z tym, co tak przyciąga wzrok.
Lecz zupełnie nikt mnie nie dostrzega, gdy zasłaniam głowę.
      Ktoś rozpoznaje mnie. Jacyś młodzieńcy.
Dziwią się, że przebywam tu w takiej nędzy.
Dają mi pieniądze, ale ja wnikam w ich myśli,
odgadując, że opanował je duch nieczysty.
      –*– Nie przyjmę tego od was. Nie dam się zhańbić.
     
–Oni– My chcemy tylko pomóc. Robisz wielką karierę w VR. Po tym, co z tobą tam przeżyliśmy, ślicznotko, nie możemy cię tak zostawić. Podobno miałaś u nas wystąpić w realu, tak? Co ci się stało?
     
Skręcam się ze wstrętu oraz zawstydzenia.
Oni łączyli się „cieleśnie” z moim obrazem…
      –*– Nie róbcie tego więcej. Proszę was.
     
Każdemu z nich spoglądam smutno w oczy,
próbując wzbudzić w nim wyrzuty sumienia.
Przejmują się już, widząc skrzywdzoną niewiastę,
spostrzegłszy zło, które każdy z nich mi wyrządził.
      –Oni– Nam to dano, ten twój obraz. Za darmo…
     
–*– Wiem. Przebaczam wam. Mówcie innym, by przestali.
     
–Oni– Zachowaj te pieniądze. W ramach przeprosin.
     
–*– Chcecie posłuchać o ważnych sprawach? Opowiem wam o Panu Bogu.
     
–Oni– Sami poszukamy. Odczuwamy coś, co nazywa się chyba żal. To podobno religijne.
     
–*– Szukajcie więc Prawdy. I wyrzućcie to VR.
     
Docieram do miejsca, gdzie można próbować
nawiązać z wybraną osobą międzygwiezdny kontakt.
      Żaden znany mi numer nie działa.
Zostałam jakby przez kogoś zablokowana.
      Pamiętam adres gubernatora Nigorii.
Niech ten odważny człowiek znów się o mnie zatroszczy.
      –*– „Tu Ewa z Nigorii. Moi pracodawcy zabrali mi bezprawnie wszystkie moje pieniądze. Jestem na Rundelii, w mieście portowym. Miałam tu reklamować moją planetę, ale zerwałam kontrakt, nie chcąc postąpić wbrew sumieniu. Oszukali mnie. Proszę o pomoc. Odwdzięczę się dalszą pracą na rzecz Nigorii.”
     
Nagle, zamiast odpowiedzi z daleka,
otrzymuję komunikat bliskiego pochodzenia.
      „Nigoria i Liga Wolnych Układów wyparły się ciebie, przewrotna antropomodelko. Za dużo sprawiałaś im problemów. Nie wierzysz? Oto, co powiedzieli o tobie, to żaden blef:
      <<Ta pracowita promotorka stała się nadgorliwa. Nie możemy dłużej narażać się Thorowi, gdyż znów nas podbiją i stracimy wolność. Dobre jest to, co głosiła, ale czas to przerwać. Wstrzymajmy jej ochronę. Sądzę, że zrozumie, że czas już zaprzestać dla bezpieczeństwa państwowego. Thor poświęci wiele dla utrzymania władzy.>>
      I co ty na to, modelko? Skończ z tym i wróć do Thora. Ochronimy cię przed VR, nędzą i agentami. Prędzej czy później i tak się załamiesz. Czekamy cierpliwie.”
     
Elżbieta. Przede mną ostatnia szansa.
Spróbuję szczęścia na tych dziwnych tajnych kanałach.(*)

      (E) Patrzę, jak panicznie chcesz ze mną rozmawiać.
Piszesz takie rzeczy, że wstrząsa mną mocno.
Cóż mi zostaje? Rozpacz podobna do twojej!
Wprawdzie mogę odpowiedzieć na twą prośbę,
ale nie zrobię tego, by mnie nie namierzyli.
      Wtedy i tak zostałabym powstrzymana
i nie zdołałabym przyjść tobie z pomocą.
      Tak, o tej Nigorii to wszystko prawda.
Z nami obiema wszyscy najwyraźniej skończyli.
Nie licząc twego zamordowanego Michała.
Cóż ci po mnie, gdyby mnie uwięzili.
Ale, póki jeszcze jestem na wolności,
zaryzykuję i załatwię coś dla ciebie.
      Ambasada reprezentująca Świętą Ziemię
poszukuje wyjątkowych i utalentowanych
pracowników. Owszem, gdyby wiedzieli,
że sama właśnie stamtąd pochodzisz,
poprosiliby wprost, ale czujni agenci
zdołaliby ciebie ukryć przed nimi.
      Nakłonię Salomona, dyrektora Ambasady,
by skierował rekrutację wpierw na Rundelię.
      Jak najprędzej… Tyle mogę dla ciebie zrobić.(E)

      Szarozielone oczy odbiły ogłoszenie.
Długa noc w porcie zaowocowała
dostrzeżeniem tej iskierki Nadziei.
Wstała z ławki w śmierdzących już ubraniach
i, nie przejmując się tym, ruszyła do wskazanego
budynku. Zdobiły ją wciąż jeszcze ładne włosy.
      „Ambasada Oceanicznej poszukuje najlepszych współpracowników. Przesłuchania w […]. Wymagana nieprzeciętna wiedza lub zdolności, jakakolwiek znajomość tej planety i konserwatywne poglądy. Mile widziane wyznawanie starożytnej religii.”
     
Wstąpiła do centrum konferencyjnego.
W środku nocy nie było tu nikogo poza nią.
Napisała swój życiorys i czekała,
aż przyjmą ją na testy, mające odbyć się za dnia.
      Nikt jej nie odmówił – nie tak, jak niedawno.
A więc znalazł się ktoś zupełnie niezależny,
kto nie zmówił się z tymi, którzy ją tu sprowadzili.
  
      Rano zjawił się wielki tłum. Wszedł, brzydząc się nędzarką.
Zadbani, pewni siebie, uśmiechnięci ludzie
omijali Ewę szerokim łukiem.
Odpowiadała im na to uśmiechem.
      Pojawiły się pytania; mówili, co wiedzieli.
Komputery gromadziły odpowiedzi.
Rozwiązywała jedynie te kwestie,
które dotyczyły relacji międzyosobowych,
wiedzy o kulturach świata oraz estetyki.
Dobrze opisała Oceaniczną.
Znakomicie wypadła jej Religia.
      Jeszcze gdy odpowiadali, ogłoszono wynik.
Zwyciężył człowiek o imieniu Ryszard.
      Znała go. Agent. Były szef Elżbiety.
Widziała go kiedyś razem z nią na Gantorii.
Uśmiechnął się do Ewy z wyższością i pychą.
Ona odpadła, zdobywszy drugie miejsce.
      Kiedy, wracając, przechodził obok,
zatrzymał się, zasłaniając ręką nos.
      –R– Widzisz, jesteśmy od ciebie lepsi nawet w znajomości spraw konserwatywnych i w wiedzy o twej Ojczyźnie. Myślałaś, że nas ubiegniesz, reagując na to ogłoszenie? A o tej „starożytnej religii” sporo wiemy od ciebie samej. Dosyć. Thor czeka.
     
–*– Gdzie jest Elżbieta?!
     
–R– Też chciałbym to wiedzieć. Sam ją puściłem. Ona się teraz ukrywa. Zdezerterowała. A ty nie licz na to, że przeczytali twój życiorys. Odesłaliśmy im tylko wyniki testów.
     
–*– Skoro darowałeś mojej przyjaciółce wolność, nie jesteś bardzo złym człowiekiem. Na pewno to nie ty pomogłeś… no, wiesz w czym.
     
–R– Protestowałem, by go nie zabijali. Jeden z Katów, ten nawrócony po śmierci twego narzeczonego, rozmawiał potem ze mną, ale nie zdołał mnie przekonać do religii. Skończmy tę gadaninę. Cuchniesz. Poddaj się, a będziesz żyła w pałacach naszych przywódców.
     
–*– To ty się poddaj. Bogu.
     
Ludzie przeszli pomiędzy nimi. Została na sali.
Pozwolił jej tu przebywać. Rzucił resztki jedzenia.
Mówił, że wróci, by przedstawić się jurorom.
Pragnął popatrzyć na tryumf swojej osoby.
      Wybuchła płaczem. Trwała w nim całą resztę dnia,
zmęczona i bliska wewnętrznej rozpaczy.
      Już niedługo mogła stracić wszystko to,
co doczesne albo pójść do niewoli
u tego, kto zabił jej niedoszłego męża…
      Gdy zmęczona, prawie już zasypiała,
wstała z ławki, by otrząsnąć się z załamania.
      (*) Niech porażki zmobilizują mnie do działania.
Choć popełniam błędy, uczę się na nich.
Nie mogę trwać tak zupełnie bezczynnie.
Skoro czuję upokorzenie, mam gdzieś w sobie pychę.
Gdybym posiadała doskonałą pokorę,
nic nie wytrąciłoby mnie z równowagi.
Powinnam zacząć naśladować Najświętszą Maryję.

      ~

      Co to? Obudził mnie właśnie migoczący ekran.
Ktoś na mnie patrzy. Starszy mężczyzna.
Kręcone włosy, intensywnie brązowe
tęczówki. To chyba egzaminator.
A gdzie się podział mój podstępny rywal?
Intuicja podpowiada mi, że jestem bezpieczna.
Żaden agent mnie nie widzi; zostawili mnie samą.(*)
      –S– Na imię mi Salomon. Oceniałem tu niejakiego Ryszarda. Kim TY jesteś, biedna kobieto? Wyglądasz, jakby Pan ciebie pokarał.
     
–*– Na imię mi Ewa. Pochodzę z Nigorii. Mam związek ze Świętą Ziemią. Tam mnie bierzmowano. Może nawet więcej… Maryja Przenajświętsza mnie wysłuchała.
     
–S– Aj, aj. Matka tego Nazarejczyka. Jesteś Chrześcijanką, tak?
     
–*– Tak. A ty nie jesteś? Dlaczego wspomnieliście o „religii starożytnej”?
     
–S– Jestem Żydem. Nie zależy mi na waszych wierzeniach, ale na Świętej Ziemi, którą dał nam Pan. Ci bezbożni ateiści nas tam uwięzili.
     
–*– Nawróćmy ich. Na Wiarę opartą na Miłości.
     
–S– Sama sobie nawracaj. W Ambasadzie jest wielu podobnych do ciebie; ja tu jestem wyjątkiem. Przewodzę im z przyczyn politycznych. Ci z zewnątrz nie chcieli Chrześcijanina, to mają mnie. Czasy się zmieniają. Zobacz, jak Pan jest dla nas łaskawy: człowiek Olafa, Zaks, niejaki „Łowca”, dokonał przewrotu w krajach Thora i ateiści skłócili się ze sobą i na razie nikt się nami nie przejmuje. Gdzie jest Ryszard?
     
–*– Nie wiem. Byłam śledzona przez ludzi Thora; teraz jestem wolna, choć nie czuję się jeszcze pewnie. Proszę o pomoc. Czy… znacie Elżbietę, dziennikarkę? Ktoś wam musiał przecież powiedzieć o Zaksie.
     
–S– Tak, to ona. Doradziła nam także, by szukać pracowników na Rundelii. Ryzykowała z przekazaniem nam tych informacji o przewrocie, aby pozyskać nasze zaufanie. A tak się złożyło, że „Łowca” pomógł jej jakoś z tym swoim zamachem. A to się zsynchronizowali! Nikt jej nie namierzył. Większość agentów jakoś gdzieś poznikało, zabawne, prawda? No dobrze, ale w sumie dlaczego mielibyśmy tobie pomóc?
     
–*– Ja też znam Elżbietę. I mam rodzinę na Świętej Ziemi. Zajęłam drugie miejsce w tych testach. Jestem też słynną antropomodelką, o której musieliście już słyszeć.
     
–S– Nigoryjska sierota… Pan wyniósł cię wysoko i wybawił z niewoli… Wysławiajmy Pana, bo Jest Wielki…
     
–*– …a Jego Łaska trwa na wieki. Dziękujmy Jego Świętej Matce, Maryi, która wstawiła się za mną do Niego. Matce Wcielonego Boga, Salomonie.
     


     

XVII
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Ósma - Rozdział XVIII
XIX