II
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Dziewiąta - Rozdział III
IV

     III
     
      (Do) Gdy wszystkim udziela się powszechna euforia,
ty wolisz spotkać twoich przyjaciół.
Nie ulegasz szaleństwu, nie chcesz w nim uczestniczyć,
choć towarzyszyłaś kolonistom w ostatnich tygodniach.
      Przynieśliście Światło dla dawnych mieszkańców planety.
Teraz przystąpicie do budowy katedry.
Przybysze z zewnątrz zachwycą się Akanium.
      A ty, droga Alicjo, żyjesz dla wszystkich,
w dobie przemian jesteś bardzo rozsądna.
Podczas gdy koloniści zachłystują się glorią;
ty, jak zawsze, jesteś nad wyraz pokorna.
Postaraj się przyjąć swój los bez żalu;
wiele bowiem zdziałasz dla dobra twych bliźnich.
      A gdzie jest moja wścibska Elżbieta?
Porywa się – jak zwykle – na coś bardzo wielkiego.
      Wciąż pamiętam o Nigorii. Jestem winny mym owcom
odwiedzin. Niedługo spotkam się z ich duchownymi.
A ty bądź dzielna, moja Alicjo Ewo!(Do)
      (*) Czekam w porcie kosmicznym na przylot gości.
Zaraz przywitam się z księdzem Gustawem i Norbertem.
Będą jeszcze inni, mniej mi bliscy.
Norbert wie, jak mocno już za nim tęsknię.
Nie, nie oszukuję się, zależy mi teraz
na kontakcie z osobą bliską memu sercu.
Tak dużo do mnie pisał, gdyśmy się rozdzielili.
Pragnę go ujrzeć w tym nowym miejscu.
      Już są, witają się ze mną i gratulują mi
dokonań moich i mego rodzonego brata.
Norbert z radością ujmuje moją rękę,
ale po chwili puszcza, jakby czymś skrępowany.
Ależ nie musisz przerywać tego gestu przyjaźni!(*)
      Ruszyli do nowo założonego monasteru,
gdzie przebywał Wojciech, mnich, przyjaciel Daniela.
Ujrzeć tam mieli także Doriana
i Pre-Akanejczyków, łaknących nowości.
      Alicja zagadywała z wzajemnością Norberta.
Opowiadali sobie ostatnie wydarzenia.
Dziewczyna okazywała mu dużą przychylność,
a on wtórował jej przy planach na przyszłość.
Omawiali, jak każde z nich wykorzysta dany mu czas:
on w szerszej, kosmicznej perspektywie,
ona wspierając mieszkańców Oceanicznej.
      Wysiadłszy z samolotu, znaleźli się w dżungli.
Wysoka ściana ogradzała zabudowania.
Cieszyli się przybyli, że jest tu tak ślicznie.
W okolicy znajdowały się pagórki
a w pobliżu nie było ani jednego miasta.
      Zebrano się w specjalnie wydzielonych murach,
gdzie pozwolono przebywać kobietom.
Na początku omawiano rzeczy podstawowe,
ukierunkowując się na zaproszonych gości.
Alicji i Norbertowi nie dano przeto
zbyt wiele powiedzieć, zostawiając ich sobie.
Dopiero gdy na Dorianie spoczęły jej oczy,
wystąpiła ku niemu, aby z nim porozmawiać.
Przy okazji powiedziała parę zdań do zebranych,
mimowolnie porywając ich serca.
Aż zdziwiła się z powodu takiej silnej reakcji.
Nie straciła nic ze swych społecznych zdolności,
z których w całym Kosmosie słynęła.
      –*– Witaj, Dorianie, mój Ojcze Chrzestny!
     
–Do– Nie tylko ciebie, ale i twojej nigoryjskiej przyjaciółki.
     
–*– Wszystko z nią w porządku?
     
–Do– Tak, jest na Akanium jak ja sam.
     
–*– Cieszę się… Dorianie, co sądzisz o tym wszystkim? O tym, że…
     
–Do– Ja nie jestem wyrocznią. Bądź dojrzała, kieruj się swoim Powołaniem. Dużo jeszcze przed tobą.
     
(*) Dorian nie pomaga mi; może tak powinno być.
Norbert obserwuje mnie. Z oddali, ukradkiem.
Nasz wzrok co jakiś czas spotyka się.
Ten nasz odważny współpracownik i obrońca
zwraca na mnie uwagę. Ja mu się podobam!
Niegdyś, gdy zadawał się z Elżbietą,
moje serce napełnione było zazdrością.
      Przede mną nowa, obiecująca szansa.
Norbert ponadto był przyjacielem Michała…
      Usuwa się, gdy zmierzam w jego stronę.
Wracam na miejsce; wcale go nie gonię.
      On też wraca, lecz siada o jedno krzesło dalej.
Nie mogąc się powstrzymać, patrzę na niego.
Każdy pojąłby, co czuję – i wiedział, co się dzieje.
Milczenie przedłuża się. Działa to na mnie krępująco.
      Ukrył twarz w dłoniach. Zerknął na mnie jeszcze przez palce.
Ja się przecież nie uniosę gniewem.
Jestem prostą kobietą, postępującą szczerze.
      O co ci chodzi? Powiedz mi, Norbercie.(*)
      –N– Przepraszam, jeśli byłem dziś zbyt nachalny.
     
–*– Przecież nic takiego się nie działo…
     
–N– Ja… za często patrzyłem na ciebie. Nie mogłem się jakoś powstrzymać.
     
–*– Cieszę się z tego, Norbercie.
     
–N– Ale… nie powinienem. Ja… Ty dla mnie jesteś jak ktoś wielki, jak nauczycielka, jak Królowa. Zawsze podziwiałem ciebie… W tej chwili również. I to, co zrobił twój brat.
     
–*– Razem uczynimy nawet więcej. Kontynuuję Misję zmarłego Michała. Możesz mi pomóc, jeśli chcesz.
     
–N– Współczuję tobie…
     
–*– Już nie żyję smutkiem po utracie narzeczonego. On ciebie znał i tobie ufał. Ja też. A w tym momencie… nawet bardziej.
     
–N– Tylko że… widzisz… ja wiem, że…
     
–*– Powiedz to. Mnie możesz, przecież wiesz, jaka jestem.
     
–N– No właśnie. Jesteś inna… niż większość kobiet. Nie mogę…
     
–*– Dlaczego nie?? Powiedz mi, przyjacielu, czego we mnie brakuje??
     
–N– Ja lubię takie kobiety jak Elżbieta.
     
–*– Ładniejsze?! …Przepraszam.
     
–N– To ja przepraszam. Ciebie adoruje cały świat. Jesteś piękna, przecież przyciągasz mój wzrok i nie tylko mój. A co do mnie… mnie podoba się ktoś inny…
     
–*– Jak ona ma na imię?
     
–N– To jednak nie Elżbieta. Izabela. Ja już sobie pójdę. Nadal myślisz o współpracy?
     
–*– Właśnie zaczęłam się wahać. Nie chcę opuszczać rodziny. Skupię się na tutejszych problemach. Może tak ma być. A ty nie pisz już do mnie… przynajmniej na razie.
     
Alicja też odeszła, szokując innych płaczem.
Czuła się podle, mając znów ranę na sercu.
Szukała, czym zakryć rudoblond na swym czole,
by pozbawić się tego, co w niej takie ładne…
Nie mogąc przebywać z nim w tym samym miejscu,
skierowała się do puszczy za płotem.
      Nigdy nie doznała takiego upokorzenia –
tak bardzo jednak ceniła swą urodę.
To świadczyło o tym, że przestała żyć w pokorze.
Rozum wciąż wytykał jej nieuporządkowanie.
Przecież Norbert mógł swej Izabeli coś obiecać,
jak więc mogła oczekiwać odeń czegokolwiek?
Zrozumiała, że nie miała do tego żadnego prawa.
Dorian nie chciałby, by zatopiła się
w wewnętrznych uczuciach oraz doznaniach,
negując kompletnie zdrowy rozsądek.
      Przystanęła. Przecież nie zabronił jej kochać.
Czy z powodu odmowy relacji
wspólne przeszłe dzieła miały pójść w niepamięć?
A jeśli faktycznie miała z nim czegoś dokonać,
lecz jako współpracowniczka, a nie ukochana?
A ci ludzie, którzy także dla niej tu zawitali?
      Z powodu listów i spojrzeń mieli to wszystko stracić?
      Podszedł do niej zawczasu zakonnik Wojciech.
      –W– Nie utożsamiaj Miłości bliźniego z uczuciem zakochania. Święty potrafi kochać bez względu na przeżycia. Jeżeli chcesz Szczęścia dla Norberta, to miłuj go poprzez pragnienie spotkania go w Niebie. Jeżeli tak nie uważasz, to nie doceniasz samego Nieba. A tu, na ziemi, uszanuj jego wolę, tym bardziej że to do niego należy inicjatywa.
     
–*– Witaj, Wojciechu. Miło cię poznać. Ale ty pouczasz!
     
–W– Twoja duma jest obrażona. Przebacz mu, jeżeli to z jego powodu. I miej więcej pokory. A o wszystkim opowiedz Danielowi. Zrobi ci się lżej. Twemu bratu też to pomoże. On też otrzymuje odmowy od Agaty.
     
(*) Patrzę na zebranych i dumam o Bożych Darach.
To natrętne pouczenie dało sporo efektu.
Póki stałam wysoko, wydawało mi się,
że nie potrzebuję od nikogo żadnej rady.
Dopiero teraz zauważyłam, jaka jestem mała
a moje zachowanie cechuje się miernotą.
      Czyż Pan Bóg nie jest dla mnie Łaskawy?
Choć czuję smutek, mam się z czego radować.
Nie powinnam pokładać Nadziei w człowieku.
Przecież Ten, który wszystkich nas stworzył,
potrafi zaspokoić każde moje pragnienie,
choćby miało się to stać dopiero w przyszłym życiu.
      Z Nim nie jestem samotna! A wokół mnie tylu
bliźnich, którym mogę pomóc swoją obecnością.
      W ręku Pana stanę się narzędziem ich nawrócenia.
Zostałam doń posłana, gdy Michał konał.
      A dziś Norbert zafundował mi „lekcję” Miłości.
Wiem, Dorianie, że zbliżyło mnie to do Pana Boga…(*)

      (E) Idę do ciebie, mój ty bohaterze.
Świętujesz swe dokonania na zabawie tanecznej.
      W tak krótkim czasie tak wiele dokonałeś.
Wyprowadziłeś uwięzionych na zewnątrz,
łamiąc zakaz, który miał obowiązywać przez „wieczność” –
czy śniło się to komuś choćby w najśmielszych marzeniach?
Mieszkańcy całej planety zyskali nową szansę.
To ja pierwsza cię odkryłam dzięki swej intuicji.
      A to, że jesteś bratem Ewy, czyli Alicji,
rzuca mnie prawie na kolana w poddańczym geście.
Oboje „rządzicie” całym Kosmosem!
A cóż ja, poczciwa eks-agentka, mogę zrobić?
Czy mój burzliwy czas już się skończył?
      Nie… ja zabiegam o ciebie. Właśnie się stroję.
Rozczesuję puszyste platynowe włosy.
Zobacz, że jestem atrakcyjna. Widzisz? To dobrze…
      Jak ja za tobą, wspaniały chłopcze, tęsknię!
Gdybyś wiedział, że znam twoją siostrę…
Nie mówiła ci o mnie? Na pewno powie.
      O nieśmiały, podejdziesz do mnie wreszcie?
Ta muzyka jest taka ciekawa, onieśmiela cię?
Oślepia mnie trochę światło, gdy patrzę na ciebie.
Takiś ty niewinny, jakie to wspaniałe!
      No dobrze, wybór padł na niewiastę.
To ja do ciebie podejdę i cię zaproszę.
Sama zarzucę cię tysiącami pytań.
Kobieta podrywa mężczyznę – kto by pomyślał?
Nie odsuwasz się; próbujesz nie pożerać mnie wzrokiem.
Odpowiadasz na wszystko, o co cię poproszę.
Coraz bardziej, Danielu, zawładasz mym sercem.
      Zatańcz ze mną. Ileż można słuchać o wielkich czynach?
Pieszczące dźwięki wpadają do ucha;
jesteśmy blisko. Sama oddaję tobie moją dłoń.
Mógłbyś nawet zacząć mną teraz podrzucać.
Zaakceptuję wszystko, co czyste. Pokieruj mną.
      Jestem bierzmowana – jak ty. Ogrom tej Łaski
nawrócił mnie i teraz sama mogę ci pomagać.
Wciąż chcę rozprawić się ze złym systemem.
Będę ciebie wspierać, choćby z ukrycia i oddali.
      Nie dajesz się porwać do dziewiczego tańca…
Może spełni się kiedyś to pragnienie.
Powiedz, że chcesz mnie poznać! Że jestem ciebie warta!
      Rozstajemy się. Pozostaję tobie przyjazna.
      Kocham cię i lubię twą siostrę, Ewę.(E)

       
     

II
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Dziewiąta - Rozdział III
IV