V
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Dziewiąta - Rozdział VI
VII

     VI
     
      Na klasztornym odludziu odbyło się spotkanie,
na które zaproszono pracowników Ambasady:
Ziemian i Akanejczyków oraz czołowych Ligan.
Przebywali tu także mnisi oraz Daniel.
      Alicja aktywnie prowadziła obrady,
wyróżniając się wybitnie spośród innych.
Zebrani patrzyli na nią z podziwem.
Jej kobiece sugestie były uzupełniane
przez męskie uwagi tam, gdzie intuicja
przesłaniała rozumowe rozeznanie.
      Pełna harmonii i zgody dyskusja zrodziła
zbawienne dla zamieszkanego Kosmosu decyzje.
W Lidze Wolnych Układów nawiązano współpracę
z Eta-Kasjopeją i Sol Centralis,
czyli z Akanium oraz Świętą Ziemią.
Spełniły się marzenia rozproszonych Chrześcijan
o spotkaniu braci zamieszkujących Praojczyznę.
Otworzyły się zupełnie nowe
perspektywy dla Ewangelizacji.
Postanowiono zadbać też o bezpieczeństwo
i wzmocnić kontrwywiad przeciw agentom z zewnątrz.
      Przy okazji wyznaczono z zakonu misjonarzy,
a spośród świeckich – odkrywców i badaczy.
Alicja, otrzymawszy tę drugą propozycję,
odmówiła, woląc sprawdzonym już sposobem
pośrednio wspierać ich fizycznie i duchowo.
      Cieszyła się z tej korzystnej globalizacji
w dziedzinach nauki oraz Wiary.
Chciała, by całość życia była poświęcona Bogu
i po części udało się włączyć w to politykę.
      Spotkanie, już nieformalne, zakończono
z jej inicjatywy cytatem z ksiąg Mniejszych Proroków:
      „Wówczas nawet na dzwoneczkach koni umieszczą napis: <Poświęcone Panu>, a kotły [zwyczajne] w świątyni Pańskiej będą jak kropielnice przed ołtarzem. […]”
     

      Wieczór spędziła w Akios, stolicy planety,
tam gdzie wzniesiono Diamentową Katedrę
po ostatnim odkryciu, dokonanym przez Daniela,
który odnalazł złoża tego minerału.
      Odwiedzała kolejne biblioteki,
aż zatrzymała się nad pewnym dziełem,
traktującym o różnych temperamentach.
Usiłowała zrozumieć problemy Norberta.
Jego psychika – jak jej – była zrównoważona.
Jednak nie znajdowało to akceptacji w świecie.
Ale można było kontrolować swój charakter
i nabyć z czasem tę wspaniałą umiejętność
porywania serc innych ludzi jak ona.
      Już wiedziała, jak pomóc mu z jego Izabelą
oraz Danielowi z Agatą, by się zrozumieli.
Zwrócić uwagę niewiast na niewidoczne zalety
ich wielbicieli, z pozoru zamkniętych w sobie.
Tym bardziej, wykorzystując rozwiniętą empatię,
potrafiłaby skojarzyć obie pary.
      Ale ją samą coś teraz dręczyło…
Wyszła na zewnątrz, a wszystko spowite było mrokiem.
Czuła się jak na pustyni, którą miała opuścić.
Na budynkach – plakaty, a w ich treści się kryło
zaproszenie do spełniania Powołania
zakonnego. Alicja chciała wrócić
na prostą Drogę wypełniania Woli Bożej.
      Męczył ją nieuporządkowany
„brak poczucia godności”. Choć posiadała
wiele wspaniałych cech osobistych
i miała równie – jak ona sama – sławnego brata,
nie czuła się w pełni wartościowa jako niewiasta.
Zdradzało to również pewien poziom wewnętrznej pychy.
      Wracała rozpacz z powodu straty narzeczonego
i złość na tych, którzy zaplanowali jego śmierć.
W sercu żądała dla nich sprawiedliwości.
      Odbijały się w niej echem słowa o Miłości,
jakie Norbert niedawno wypowiedział.
Tak niewiele brakowało, a miałaby jego,
a on obdarzyłby ją opieką…
      Oto ktoś zaczepił ją na ulicy,
prosząc o pieniądze; zapewne jakiś żebrak.
Skąd się tu wziął, przecież każdy mógł się tu wzbogacić
– tak wielki rozwój towarzyszył kolonizacji!
Całował ją po rękach, podobało jej się to…
Oddała mu pieniądze za tę pieszczotę,
jednocześnie posyłając go tam, gdzie stał dom
przeznaczony dla biednych, prowadzony przez księdza.
      W oczach tego człowieka ujrzała tęsknotę
za tym, co zdążył utracić w krótkim okresie
po osiedleniu się. W tym momencie pomyślała,
że ona sama mogłaby nie być przywiązana
do przemijających dóbr materialnych…
Już niegdyś znalazła się w takiej sytuacji.
      Odrzuciła tę możliwość, lecz zapamiętała,
że choć raz pozytywnie spojrzała na tę kwestię.
      Jej czyn, miłosierny względem biednego,
spowodował, że zaczęła się zastanawiać.
Wiedziała, że Bóg Jest Miłosierny. A tego,
kto nie czyni Miłosierdzia, czeka surowy sąd.
Przypomniała sobie Naukę z Pisma Świętego:
      „Mówcie i czyńcie tak, jak ludzie, którzy będą sądzeni na podstawie Prawa wolności. Będzie to bowiem sąd nieubłagany dla tego, który nie czynił miłosierdzia; miłosierdzie odnosi tryumf nad sądem.”
     
(*) Może powinnam zlitować się nad oprawcami?
Pojednać się z nimi, nie tylko wybaczyć?
Nie zamykać się nawet przed nimi z Dobrą Nowiną?
Miłować nieprzyjaciół jak Sam Zbawiciel?
Czyż nie mogą oni usłyszeć Prawdy?
Czyż mają zginąć w Ogniu Piekielnym, nie usłyszawszy
zbawiennych słów napomnienia, które mogą
nawrócić ze złej drogi tych, którzy stali się zimni?(*)
      Uklękła, zobaczywszy szpic wysokiego kolosu,
którego kilometr nad gruntem wieńczył Krzyż.
Diamentowy połysk lśnił wśród ciemności wieczoru.
Prosiła, by Bóg rozświetlił jej życie.
Zostawiła troski za sobą, na pustkowiu
i wyszła z duchowego letargu.
Chrystus czuwał nad jej zagubioną osobą.
Był blisko; przebywał za kryształowymi ścianami.
Na tę myśl oddała pokłon swemu Panu.
      (*) Coś z wnętrza zadaje mi pytanie, czego chciałabym.
Odpowiadam: nigdy nie utracić Wiary.
Niech me losy tak się potoczą w Łasce,
bym zawsze wychodziła zwycięska z opresji
i ostatecznie dostąpiła Chwały Zbawienia.
Temu niech służą pozostałe me dążenia.(*)
      Odważyła się w nocy przyjść pod bramę katedry.
Rozległo się ciche kołatanie.
Alicja prosiła o dostąpienie kiedyś Nieba
i o Łaskę Uczynkową, która nią pokieruje.
      Pokonawszy troski, Pokój nawiedził jej duszę.
      Zaakceptowała znów swój los w sprawach uczuciowych,
zaplanowała pomoc dla Norberta,
otworzyła się na bycie „ubogą w duchu”
i nie obawiała się podjęcia trudów
dalszego nawracania współczesnych pogan.

      (Do) Och, wy dumne ludy z Kolebki ludzkości!
Kto wam pozwolił wznosić takie wieże Babel?
Całe to z najdroższego minerału,
strzeliste jak nic, co dotąd spotkałem.
Już nawet pomnik nieskończoności
na planecie odstępców nie miał takiego rozmachu,
choć był wyższy od tego gigantycznego klejnotu.
      Popełniacie błąd, który już raz dano mi oglądać.
Ignorancja i pycha – jak w czasach „konwaliowych”.
      Choć tym razem Daniel, pouczony przez swą siostrę
o tym, że trzeba stale zachowywać pokorę,
nie zabłądzi jak kiedyś Kornwaliusz-Artur.
      Ten wytwór pychy nie przetrwa w jednym kawałku.
Opatrzność usunie go sprzed naszych oczu.
      A wcześniej otrząsną się z próżności – wybuchnie wojna.(Do)

       
     

V
Dni Światła - Tom IV - Córka Światła - Część Dziewiąta - Rozdział VI
VII