XII
Ingerencja - Część 3. - Gamma 0 - EPILOG
EXODOS

     EPILOG
     

      Rok 4096. 31 XII. Godzina 23.45.

     
*
      Obudziłem się na orbicie G0-III. Natychmiast wstałem i pobiegłem do sali głównej statku. Ewa czekała już tam na mnie. Opanowało ją dziwne zamyślenie. Obok, na podłodze, leżała Kapłanka. Na ekranie widniała Planeta Śmierci. To tutaj rozstrzygały się losy moje, Ewy, Targan oraz Ich.
      — Longiuszu, poczekaj jeszcze trochę — poprosiła Ewa. — Muszę sobie coś przypomnieć. Nie zaczynaj jeszcze…
      „Zacznij” — poleciła Kapłanka. — „Można już w tej chwili. Nie trzeba tam lądować. Użyj całej Mojej mocy. Razem pokonamy Istoty. Już zaraz się zacznie. Nie patrz na ekran. Natychmiast rozpocznij działanie.”
      Ewa opuściła pomieszczenie.
      „Zostań!” — rozkazała Kapłanka.
      Nie posłuchała. Do sali weszli przeraźliwie obojętni Targanie. Sprawa tak wielkiej wagi najwyraźniej ich nie obchodziła.
      Zaczynało się ratowanie Życia. Walka ze Śmiercią. Największe dzieło, jakiego mogłem dokonać wysiłkiem ludzi i Ponadludzi. Ale… czułem nie związane z nami – COŚ JESZCZE WIĘKSZEGO! Jakby kompromitujące doniosłość tej chwili.
      Zadaję cios. Uderzam. Widzę obraz w połowie realny i nierealny, nasłany przez Istoty. Ale ten nierealny jest taki sam jak realny. To Planeta Śmierci. Podbiegam do pulpitu sterowania.
      — Komputerze, pokaż widok w podczerwieni lub czymkolwiek, co przebije atmosferę.
      Na ekranie pojawiła się wizja odsłoniętej powierzchni.
      Równocześnie rozpoczęło się zbliżanie przekazu nierealnego. Tożsame z realnym.
      „Cofnij zbliżenie!” — rozkazała Kapłanka.
      Realny obraz przestał się powiększać. A nierealny nie.
      „Zacznij już!!” — rozgniewała się Kapłanka. — „Wystarczy jedna mała myśl! Już!!!”
      I rozpocząłbym, gdyby nie to, że nagle zorientowałem się, że ja także o czymś zapomniałem. Miałem to ukryte gdzieś w pamięci; niejasne migawki przedostawały się stamtąd do mojego jestestwa. Dlaczego Ona nie pozwala mi na zbliżenie obrazu realnego?
      — Zbliżaj! — rozkazałem komputerowi.
      Znikł ten nierealny. Istoty przestały atakować. W przeciwieństwie do Kapłanki. Usiłowała wyperswadować mi, że już najwyższy czas na decydujące działanie.
      Nagle znów pojawiła się transmisja od Istot, ukazująca dokładnie to samo, co oczy me obserwowały na ekranie, tylko w kolorach. Skanery przybliżyły powierzchnię planety. Fedra próbowała owładnąć mną, ale Coś Jej nie pozwalało. Zdecydowałem, że najpierw obejrzę skazanych, a dopiero potem wykonam wyrok. Przecież nie mogłem obawiać się realnego widoku. Nie powinienem lękać się Prawdy.
      Osiągnęliśmy ostateczne przybliżenie. I wszystko jedno, czy patrzyło się na wizję Istot, czy na projekcję z ekranu. Obie były takie same co do treści.
      Na powierzchni Planety Śmierci leżały ciała. Ludzkie ciała. Nagie. Małe. Płody. Kilkumiesięczne i tygodniowe. Okrwawione. Patrzące żałośnie ciemnymi plamkami oczu. Cała powierzchnia nimi pokryta. Setki milionów niewielkich ciałek. Wszystkie nieżywe. Wszystkie… porzucone.
      Obraz przesuwał się dalej. Tu i ówdzie leżały SZCZĄTKI płodów. Poćwiartowane na małe kawałki. Maleńka rączka, nóżka. Główka. Tak podobna do ludzkiej twarzy. A może byłaby tą twarzą, gdyby nie… Obok kolejne główki. Kolejne nóżki. Okrwawione, porozrzucane. Ciała siedzące i leżące. Pozbawione matki. Pozbawione życia. Pozbawione szansy na dorosłą przyszłość. Usunięte. Cała planeta usuniętych płodów ludzkich. Ich półotwarte usteczka wołały jakby o pomoc. Same tak bardzo przerażone śmiertelnym zagrożeniem. Wystraszone szczypcami, usiłującymi zadać śmierć. Uciekały przed zagładą. Nie udało się. Wszystkie zginęły w wyniku aborcji. Zginęły kiedyś na Ziemi. Ich zwłoki wrzucano do kanalizacji. Mieszały się za ściekami. Całe sale wypełnione małymi, usuniętymi ludźmi, leżącymi i czekającymi na sprzątnięcie z okrwawionej podłogi gabinetu lekarskiego. Owe Istoty, które żądały sprawiedliwej zapłaty za zgotowany Im los! Ciała ludzkie, z ledwie rozwiniętą świadomością, lecz obdarzone od Stwórcy nieśmiertelną duszą; te cudownie ożywione pozostałości zabitych ludzi miały być wykonawcami kary, na którą ludzie zasłużyli.
      I nagle pojawił się nowy widok. Leżały tu trupy osobników o wyglądzie innym niż potomstwo mieszkańców Ziemi. Jednego młodego przedstawiciela tej rasy spotkałem już raz w labiryntach Groźnej…
      Usunięte, okrutnie okaleczone płody. Czyje? Ich, Nauczycieli, Niejowiszan!!
      Sami zabijali nienarodzone dzieci, uśmiercali, a teraz głoszą życie. Niegodni nawet własnej, fałszywej nauki!
      „To oszukanańcza wizja! To One próbują cię omamić!!!” — ryczała w myślach Kapłanka. — „To tylko Ich zmyślona transmisja!!”
      — Gdzie się podzialiście, o Celu mojej Drogi, o Prawdo, którą szukałem w tej podróży i Życiu, za którym wyruszyłem?
      Do pomieszczenia weszła Ewa. Trzymała w rękach laptopa.
      „Wyznaj swą wiarę w Misję!!” — żądała Fedra. — „Musisz to zrobić, inaczej Istoty całkowicie tobą owładną! Mów!!!!”
      — Więc… — zacząłem. Nie miałem pewności co do prawdziwości tego, co ujrzałem. Ale o czymś sobie przypomniałem; dotyczyło to momentu, gdy dusiłem się we wrzącym basenie w jaskiniach Groźnej. Gdy modliłem się do Boga, prosząc o ratunek. Pokusa wiecznego życia w przemijającym świecie przedśmiertelnym, pokusa złudnego wyzwolenia się od sprawiedliwej kary Boskiej minęła, gdy Ewa pokazała mi ekran komputera. Przedstawiał teksty z Pisma Świętego. Oczy me spoczęły na wersetach Ewangelii. Wtedy wyznałem wiarę w Bożą Misję:
      — Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, światłość ze światłości. Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas, ludzi, i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy, i stał się człowiekiem. Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany. I zmartwychwstał dnia trzeciego, jak oznajmia Pismo. I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. I powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych: a królestwu Jego nie będzie końca. Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę; który mówił przez proroków. Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów. I oczekuję wskrzeszenia umarłych. I życia wiecznego w przyszłym świecie. Amen. Tak, ŻYCIA WIECZNEGO w Przyszłym Świecie, w Zbawieniu, u Boga, będąc wolnym od Wiecznej Kary! W Imię Ojca Syna i Ducha Świętego! Odejdź zło, które usiłowałoś mną owładnąć! Wracaj tam, skąd przybyłoś! Walczyliście z Bogiem i to wasza walka spowodowała zagładę przez odstępcze działania waszych kapłanów, szczególnie Fedry! To ona, mając nas rzekomo ochraniać, stała się narzędziem kary, nie Istoty! Wyrzekam się was, fałszywi nauczyciele z Niejowisza! Za to, że zbłądziłem, wyznając waszą odstępczą religię, za to, co chcieliście uczynić z samymi sobą i z nami, redukując człowieczeństwo do zaspokajania żądz, za to, że odwróciliście się od Jedynego Boga, którego istnienie poznaliście dzięki rozumowi, za to, że sprzeniewierzyliście się Jego zasadom, które wcześniej odczytaliście w prawie naturalnym, za to, że zamknęliście się na Pełnię Prawdy, gdy do was zawitała za pośrednictwem Jego misjonarzy. A Prawda ta mówi, że Śmierć i Zmartwychwstanie Syna Bożego, JEZUSA Chrystusa, Boga, który JEST i ZBAWIA, daje nam odpuszczenie grzechów i Życie Wieczne! Czytam: „Zaprawdę, powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego.” Opamiętajcie się, dysponujecie jeszcze ostatnią szansą!
      Napisy na ekranie poczęły się zmieniać.
      — „Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź gorliwy i nawróć się!” „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli ktoś posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną.” „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.”
      „Żyyyjjmyyy Saaaami beeeezz boooooogaaaaaa!!!!!!!” — odpowiedzieli odstępcy poprzez Fedrę.
      Dobiła północ. Płody zaatakowały bluźnierców z Niejowisza. Oczyściły całą planetę, wykonując na własnych oprawcach Boży wyrok.
      Kapłanka wybuchła ogniem. Podmuch eksplozji uderzył w Targan. Spod zrywającej się tkanki wyłonił się diamentowy szkielet robotów.
      Przede mną pojawiło się ciało Mikołaja. A w nim on sam.
      I moje własne, w którym przebywał Pelen, lecz pozbawione kalectwa. Nastąpiła wymiana. Znów byliśmy w pełni sobą.
      Rozległ się głos:
      — Wracacie do normalnego życia. Nie ma już urządzeń, ich twórców ani istot. Jako jedni z wielu ocalałych wyznawców Trójjedynego Boga przeżyliście te wszystkie wydarzenia, nad którymi On czuwał. Nie nastąpił jeszcze koniec tego świata. Powróciliście do waszych zniszczalnych ciał, ale dano wam długowieczność.
     
Głos pochodził zewsząd i był mnie i Ewie znajomy. Teraz odezwał się inny:
      — Uratowaliście własne dusze od potępienia. Gdybyście wraz z Niejowiszanami wybrali marną doczesność w świecie przedśmiertnym, to po niedługim czasie i tak Gamma 0 wybuchłaby jako supernowa, gdyż jej jądro przestało być stabilne z powodu błędów przy budowie przejść kosmicznych. A powstała Czarna Dziura prędzej czy później pochłonęłaby wszystkich tych, którzy pokładali ufność w sobie i w tym przemijającym życiu. A hańba oczekiwania poza czasem i przestrzenią, i wszelkim pojęciem, na śmierć, prowadzącą ku wiecznemu potępieniu, ku zasłużonej karze i odłączeniu na zawsze od Boga, stałaby się także waszym udziałem.
      — Wyzwoleni jesteście spod władzy nikczemnej Fedry. Rozpoczniecie nowe życie, wolne od wpływów fałszywej nauki. Gdy odnajdziecie następców Apostołów, możecie związać się Świętym Sakramentem Małżeństwa: Ty, Ewo, która podałaś swemu umiłowanemu Słowo Boże, oraz ty, Longiuszu, który w ostatniej chwili się nawróciłeś. Wy wszyscy wyspowiadajcie się, aby zmyć z siebie ciężkie winy. To z waszej ręki zginęła większa część ludzkości. Przyjmijcie Komunię Świętą; odnajdźcie i spożyjcie Owoc z Drzewa Życia. A ty, Pelenie, przyjmij Chrzest, który da tobie to, co przez całe życie szukałeś. Odnajdźcie wszystkich ocalałych z Układów Gammy: tych, którzy w chwili próby zwrócili się ku Prawdzie, unikając losu swych współmieszkańców, poddanych władzy fałszywych „Kapłanów”.
      — Osiedlajcie Midoriusza, uzdrowioną planetę, z której ludzie wygnali niegdyś jednego z nich, Neuryt. To tam właśnie wzywano Imienia Bożego, a Bóg wielu z wiernych uratował od choroby. To tam przechowywano naukę misjonarzy i tam nawiązano łączność z następcami Apostołów poprzez Przejście prowadzące do ich miasta – Rzymu. Ty, Pelenie, który szukałeś, znalazłeś i przyjąłeś Świadectwo Prawdy, który próbowałeś powstrzymać „Kapłankę” Fedrę od zniszczenia Gammy, gotów oddać życie za swego przyjaciela, Longiusza, zostaniesz przywódcą Midoriańczyków. Odbudujecie pozostałe układy gwiezdne ze zniszczeń, korzystając z Przejść czasoprzestrzennych, pozostawionych wam do dyspozycji i do powielania. Mikołaju, wierny od urodzenia Bogu Trójjedynemu, ty, który powstrzymywałeś „Kapłankę” od dopełnienia zniszczenia Midoriusza, który przebaczyłeś przyjacielowi zamach na twoje życie, który dałeś poszukującemu Prawdy Pelenowi Świadectwo, który przeznaczyłeś swoje życie dla Bożej Sprawy, przygotuj się na otrzymanie Świętego Sakramentu Kapłaństwa. Zostaniesz następcą Apostołów i głosić będziesz całemu Wszechświatu Dobrą Nowinę o Nieskończonej Miłości Boga do człowieka – wszystkim istnieniom mówiącym „Jestem”, gdyż pochodzą one bezpośrednio od ludzi. Jako przyszły kardynał masz za zadanie prowadzić dusze do Prawdziwego ŻYCIA.
      — Bogu niech będą dzięki za Jego Opatrzność, która poprowadziła nas do nieba. W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego!
     
— Amen — dokończyłem. — Ale kto mówił??
      — Aleksander oraz Igor — odgadła Ewa.
      Odezwał się przyszły Kardynał Planet Życia:
      — Ci Błogosławieni przemówili do nas z Nieba.

XII
Ingerencja - Część 3. - Gamma 0 - EPILOG
EXODOS