VII
Ingerencja - Część 1. - Gamma V - Rozdział VIII
IX

     VIII
     

      Znajdowaliśmy się wszyscy na statku. Z całej grupy dwudziestu komandosów zostało tylko ośmiu. Reszta poległa na planecie Kuns, w obronie Ewy. Ona sama i Mikołaj również nie pozostali nietknięci. Mikołaj odniósł rany na ciele, Ewa zaś doznała wstrząsu psychicznego, gdy Rindok próbował owładnąć jej umysłem za pomocą walczących ze sobą urządzeń. Zdesperowana, zmusiła „Neuryt”, aby zajął się jej uwolnieniem i ukryciem przed Kunsanami, porzucając walkę z „Aksonem”. W ostatniej chwili udało jej się wydostać z luku bagażowego startującego pojazdu. Fala uderzeniowa z silników ogłuszyła ją, ale nie doznała obrażeń.
      Targanie opowiedzieli teraz, co działo się od momentu odnalezienia przyjaciółki.
      Znaleziono ją nieprzytomną w hangarze z pojazdami. Najemnicy wzięli ją na nosze i nieśli w stronę lądowników. Daleko nie zaszli, kiedy spotkali grupę Kunsan, która bez ostrzeżenia otworzyła do nich ogień. Wielu żołnierzy zginęło na miejscu, pozostali zajęli się walką. Po interwencji Szeniego i Pecziego zwycięstwo przechyliło się na stronę Targan. Ci, którzy przeżyli, załadowali się do lądowników i odlecieli, informując o tym Longiusza. Zabrali też z polany Mikołaja, któremu udało się nawiązać kontakt z grupą.
      Zorganizowano naradę w sterowni. Zebrało się jedenastu członków załogi statku. Mikołaj i Ewa odpoczywali w hibernatorach. Pozwolono Leriemu jako pierwszemu zabrać głos:
      — Panowie! Prawda mówi sama przez się: misja udała się, ale ponieśliśmy dotkliwe straty. Mamy dwunastu zabitych, w tym dwóch rannych Ziemian. Proponuję lot z powrotem na Targ.
      Wszyscy, z wyjątkiem mnie, przystali na tę propozycję.
      — A co lotem na Ziemię? — zagadnąłem.
      Tym razem nikt nie odpowiedział.
      — Chcesz już teraz udać się do domu? — spytał po minucie Szeni.
      Owszem, dokładnie tego chciałem. Dopiero co zakończyła się trudna misja, a oni proponują ponowne lądowanie na problematycznej Targ!
      — Ja tak, ale spytajcie moich przyjaciół.
      — Zrobimy to, gdy przyjdzie na to czas — odrzekł Peczi. — Na razie musimy stąd odlecieć. Natychmiast. Widziałem przez skanery grupę statków kosmicznych Kunsan podążających w naszą stronę. Za kilka godzin przybędą w te okolice, a wtedy przestaniemy być niewykrywalni.
      — Zgoda — zawyrokowałem. — Udamy się na orbitę Targ, a tam rozstrzygniemy, co dalej.
      Entuzjazm zebranych towarzyszył moim słowom.
      — Czyli dyskusja zakończona, tak? — spytał Szeni. — Żadnych wątpliwości? W takim razie działamy według planu Longiusza.

      *
      Zahibernowano nas na czas podróży, co pozwalało przetrwać większe przyspieszenie. U celu obudzono na chwilę Mikołaja i Ewę, by zapytać ich o zdanie w sprawie lotu na Ziemię. Orzekli jednomyślnie, że najpierw pragną w pełni wyzdrowieć. Mikołaj dodał, że mogą jeszcze raz przybyć na Targ, skoro minęło bezpośrednie zagrożenie.
      Hibernatory z Mikołajem i Ewą załadowano do lądownika. Miał przy nich czuwać Leri.
      Ja, wraz z Peczim, Szenim i dwoma Targanami wstąpiliśmy do drugiego, reszta zaś skorzystała z promu. Pierwszy lądownik odłączył się od statku. Kilka minut później usiłowaliśmy pójść jego śladem, ale zostało to odwołane; komputer pokładowy otrzymał bowiem wiadomość z planety. Udaliśmy się więc do sterowni. Tam Szeni nakazał odtworzyć komunikat.
      — Zlokalizowaliśmy was, Szeni i Peczi. Proszę nie uciekać, tylko posłusznie skontaktować się z nami, w przeciwnym wypadku zniszczymy wasz statek i każdy lądownik, który odłączy się od niego. Dowództwo Targ.
     
Targanie zamarli w bezruchu. Trwali tak może z minutę – jak na apelu – w końcu Peczi ogarnął się i po cichu zapytał:
      — Co robimy?
      — A co innego nam zostało? — Szeni odpowiedział pytaniem na pytanie. — Mam nadzieję, że nie zauważą lądownika, który dopiero co wysłaliśmy na powierzchnię.
      — Raczej nie — stwierdził Peczi. — Upłynęło już względnie dużo czasu jak na możliwości ich detektorów. Leri obrał nietypową trajektorię, aby ukryć lokalizację startową pojazdu. Mimo wszystko niepewny jest los Mikołaja i Ewy. Czy poradzą sobie na powierzchni? Mam nadzieję, że Leri dobrze się nimi zaopiekuje.
      — Nie zamierzamy przecież ich tam pozostawić. Wrócimy, gdy skończy się to zamieszanie. Dziwne, że dopiero teraz sobie o nas przypomnieli. Pewnie za bardzo zajęci byli nadciągającą wojną. Uważasz, że DT pośle po nas statek?
      — Nie wiem; należy to sprawdzić.
      Szeni wystukał sekwencję na jednej z klawiatur, po czym odezwał się głos z głośników:
      — Tu DT. A więc zgłosiliście się? W porządku. Macie szczęście, że nie opuściliście żadnych lądowników. A więc, jak już wcześniej oświadczyliśmy: zlokalizowaliśmy was. Znamy ten statek. Jest niewykrywalny. I faktycznie, pozostałby takim, gdyby nie zdrada jednego z członków waszej załogi. Nie podzielimy się jednak z wami informacją, kto to taki.
     
Szeni i Peczi przelecieli oczami po obliczach najemników. Wszyscy mieli jednakowy wyraz twarzy – jeden badawczo przenikał wzrokiem drugiego.
      — Panowie: on jest wśród nas! — powiedział Szeni. — Na pewno nie jesteśmy to my, czyli ja i Peczi, bo to nas zdradzono.
      — Trzeba będzie wezwać nową grupę komandosów, a tych odesłać — podsumował Peczi.
      — Nie! — usłyszeliśmy głos z głośników. — DT się nie zgadza. On musi być z wami na statku i was obserwować. Ale dość tego. Czy wypełniliście misję?!
     
Na sali zapanowała cisza.
      — Ponawiam pytanie: czy byliście na Błękitnej?!
     
Szeni i Peczi wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia.
      — Dotarliśmy tam.
      — Jeżeli tak, to czy przywieźliście ze sobą istoty rozumne?
     
Targanie spojrzeli na mnie i zapytali szeptem:
      — Co im powiedzieć?
      — A jakie będą konsekwencje mojej decyzji? — odparłem.
      — Jeżeli powiemy „tak”, to DT będzie domagało się spotkania z tobą — rzekł Szeni. — Nie mogę przewidzieć, jak będzie to wyglądało. Wcześniej zapewniali, że tylko was poobserwują i odeślą z powrotem na Ziemię. Teraz czasy zmieniły się, na nowo wybuchła wojna z Kunsanami i kto wie, czy nie wykorzystają was do innych celów…
      — Jeżeli natomiast powiemy „nie” — ciągnął dalej Peczi — to DT może rozzłościć się na nas za niewypełnienie misji i też nie potrafimy przewidzieć, co wtedy uczynią. Wybieraj!
      Chwilę zastanawiałem się, po czym powiedziałem szeptem: „nie”, a Targanie powtórzyli to DT.
      — Co?! Nie wypełniliście misji?! I jeszcze kłamiecie, że byliście na Błękitnej?! Policzymy się z wami!! Zobaczycie!!! — rozmówca wrzeszczał, jak głośno potrafił, w końcu przerwał i słychać było ciężki oddech.
      Szeni i Peczi znowu wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po czym Peczi powiedział:
      — Posłaliśmy na Błękitną sondę z robotem, który zdobywał informacje o planecie. Mamy te materiały ze sobą. Chcecie się z nimi zapoznać?
      — Tak. Prześlijcie je natychmiast.
     
Peczi wydał polecenia komputerowi. Zapanowała cisza. Po chwili zabrzmiał głośnik:
      — Mamy przekaz. Zdaje się być interesujący. Wierzymy wam. Ale to nie zmienia faktu, że nie wypełniliście zadania. Choć wiemy, iż zachodzą okoliczności łagodzące. Tym razem nie odbędzie się pełny proces sądowy; jest wojna i nie ma czasu na błahostki. Za kilka minut otrzymacie wyrok z zaocznej rozprawy. Na razie przerywamy łączność.

     
*
      — Oto wyrok: Szeni i Peczi wraz z pozostałymi członkami załogi polecą na planetę Lód z podobnym zadaniem, jakie mieli do wypełnienia na Błękitnej. Tym razem nie będą dysponowali możliwością odwrotu. Na pokładzie statku jest on: ten, który zaprzedał się nam za cenę sławy. Jeżeli zostanie zabity, statek ulegnie autodestrukcji. On zdążył już porozmieszczać na jego pokładzie ładunki wybuchowe, a detonator ma ukryty w sobie. Nie skanujcie się nawzajem rentgenem… Oto nasza wola.

     
*
      Dla ochrony przed dalszymi poczynaniami zdrajcy odbyliśmy podróż w hibernacji. Trwała ona pięć tygodni, czyli znacznie dłużej niż na Kuns.
      Lód była planetą niedużą; jej średnica wynosiła 8410km. Oddalona była od Gammy V o sto osiemdziesiąt milionów kilometrów. Co kilka lat stanowiła najbliższą planetę względem Targ, jednak teraz znajdowała się po przeciwnej stronie gwiazdy. Atmosfera sprzyjała życiu, choć różniła się nieco od ziemskiej. Składała się w 86% z azotu, ale tylko w 17% z tlenu… Jej temperatura wynosiła od –150C do +210C na równiku, ale zaledwie od –1100C do –800C na biegunach. Życie istniało tylko w cieplejszych rejonach. Ciśnienie wynosiło około 1300hPa. Pierwsi kosmonauci targańscy, którzy tu przybyli, po zdjęciu skafandrów odczuwali ból w uszach i senność. Targ w swoim czasie posłała na Lód pięć naukowych ekspedycji, później zaś zaniechano eksploracji, gdyż DT miało inne priorytety niż podbój Wszechświata, chyba że militarny… Sam układ planet w Gammie V był jedyny w swoim rodzaju: aż trzy posiadały tlenową atmosferę oraz względnie zbliżone do siebie ciśnienia i temperatury! To dawało wspaniałe warunki do kolonizacji… Niestety, Kuns zamieszkiwali znienawidzeni przez Targan Kunsanie, a Lód, jak stwierdziło DT, „była spustoszona, porośnięta nie nadającymi się pod uprawę chwastami, zasiedlona przez dziwne kreatury, zaliczane przez Targan do zwierząt; dla celów wojskowych nie przedstawiała żadnej wartości”. Tyle dowiedziałem się od Szeniego i Pecziego.

      *
      — Jest piękna, prawda? — zachwycałem się, obserwując Lód na ekranie w sterowni. — Cała biała i niebieska! Ładniejsza nawet od Ziemi.
      Planeta majaczyła w całym swoim pięknie. Jasne chmury osłaniały dwa białe lodowe oceany oraz jeden nie zamarznięty, niebieski. Tylko w okolicy przyrównikowej pojawiała się zieleń i czerń. Na biegunach zaś znajdowały się czapy polarne wielkości olbrzymich kontynentów.
      — Gdzie zamierzacie lądować? — spytałem.
      — Tam, gdzie roślinność, czyli na równiku — odpowiedział Szeni.
      — Czy wybraliście już dokładną lokalizację?
      — Tak; nie widać jej stąd, gdyż znajduje się teraz po przeciwnej stronie.
      — Kiedy schodzimy na powierzchnię?
      — Ty też chcesz? To niebezpieczne.
      — Nie lękam się bezludnych planet — odpowiedziałem z dumą, chociaż wiedziałem, że się ośmieszam.
      — A skąd wiesz, że nie ma tu obcej cywilizacji? Przecież wysłano nas po istoty rozumne, a DT rzadko zleca zupełnie bezsensowne misje. Widoczne odkryto tu jakichś obcych… i utrzymano to w tajemnicy przed ludnością Targ.
      — Uważaj, bo się wygadasz — powiedział Peczi w języku starogammijskim. — Przecież zabronili nam mówić zbyt wiele o historii naszej planety i całej Gammy V.
      — A skąd dowiedzą się, że Ziemianin ją poznał?
      — Jeśli odnajdą Błękitnych, którzy leczą się teraz na Targ, to prędko wyjdzie na jaw, że mamy ze sobą trzeciego. Proponuję odłożyć to na potem. Poza tym teraz doznałby wstrząsu, gdybyśmy mu to wyjawili.
      — Dobrze, postąpmy, jak uważasz.
     
— O czym po kryjomu rozmawiacie? — spytałem zaciekawiony.
      — Zastanawialiśmy się, czy nie zabrać cię jednak na planetę.
      — Nie ma co się zastanawiać.

      *
      Na powierzchni osiadł prom i kilka lądowników. Zanim opuściliśmy pojazdy, ubraliśmy się w ciepłe kombinezony. Założyliśmy także doskonalsze niż na Kuns aparaty tlenowe, zakrywające również uszy i wyposażone w lepszy system komunikacji.
      Kiedy wyszedłem na zewnątrz, od razu odczułem mróz. Występowała tu mniejsza grawitacja niż na Targ. Poruszałem się dość swobodnie. Krajobraz nie wzbudzał zainteresowania – wszystko przysypał śnieg. Znajdowaliśmy się w niewielkim zagłębieniu, więc nie sięgałem daleko wzrokiem.
      Postanowiliśmy rozbić obóz. Trwało to około trzech godzin. Najpierw wyścieliliśmy parów nieznaną mi substancją, następnie postawiliśmy pośrodku wysoki słup, przypominający maszt. Chciałem zapytać ich, do czego on służy, ale wyprzedziły mnie fakty. Z jego szczytu wystrzeliły faliste kłęby materiału, rozpostarły się i łagodnie opadły ku krańcom dołu, nie przykrywając jednak pojazdów. Nie wiadomo jakim sposobem uczepiły się ziemi. Powstał w ten sposób przestronny namiot. Targanie wnieśli do niego różne urządzenia, uruchomili niektóre z nich i temperatura wewnątrz gwałtownie wzrosła. Następnie rozmieszczono naokoło niewielkie pudła, które okazały się mechanizmami wytwarzającymi pole siłowe.
      Na końcu wniesiono dwa stoły i kilka ultralekkich krzeseł. Każdy zasiadł na jednym z nich. Nikt przez pewien czas się nie odzywał; w końcu Peczi przerwał ciszę:
      — Zdaje się, że ciśnienie zostało wyrównane, a stężenie tlenu wzrosło.
      W tym momencie zdjęliśmy maski i zaczęliśmy swobodnie oddychać.

      *
      Drugiej doby, licząc od lądowania (dzień trwał tu około 70h), rozstawiliśmy obok parowu baterie słoneczne i miniaturową elektrownie atomową.
      Trzeciej doby pozwoliliśmy sobie na niedaleki wypad w teren. Nie odnaleźliśmy w okolicy żadnych śladów życia wystających spod pokrywy śnieżnej…
      Spaliśmy na miękkich łóżkach amortyzowanych przez pola siłowe. W czasie sztucznej nocy okna zaciemniały się i wewnątrz namiotu panował mrok.
      Przez te cztery dni nie odczuwaliśmy cichej działalności tego, który nas zdradził. Co prawda Szeni i Peczi z uwagą obserwowali każdego z Targan, ale jeden wydawał się być podobny w zachowaniu do drugiego…
      Rozpoczęły się przygotowania do ekspedycji. Trwały cały dzień. Z promu wydobyto łazik, robota i amfibię, podobną do tej na Targ. Pojazd terenowy poruszał się dzięki napędowi gąsienicowemu. Ale z największym zaciekawieniem przyglądałem się robotowi. Po raz pierwszy w życiu widziałem coś podobnego! Cały z lekkiego metalu i wymodelowany na kształt humanoida. Potrafił wykonywać wiele skomplikowanych funkcji: obsługiwać inne urządzenia, używać broni laserowej, pomagać w prostych czynnościach. Podobnie jak komputer pokładowy rozumiał, co do niego mówiliśmy. Jednak, jak każda maszyna, nie używał rozumu, więc kiedy usiłowałem powiedzieć mu coś, co nie dotyczyło spraw, do których był przeznaczony, informował mnie, że nie jest w stanie mi pomóc.
      Kiedy Gamma V wzeszła na niebie możliwie wysoko, postanowiliśmy wyruszyć, zabierając ze sobą łazik. Szeni pozostał w bazie i miał za zadanie jej pilnować, a w razie potrzeby udzielić nam pomocy. Po usilnych prośbach z mojej strony postanowiono wziąć mnie ze sobą. Zabraliśmy także robota.
      Tak wypoczęci i przygotowani, przystąpiliśmy do ekspedycji.

       
     

VII
Ingerencja - Część 1. - Gamma V - Rozdział VIII
IX