PROLOG
Rycerz Rouginu - Prolog - Sen
CZĘŚĆ I - ZATRACENIE

      Sen
     

      Nad ciemnymi ruinami zachodziło słońce. Krwistoczerwone niebo kontrastowało z brunatnymi zwaliskami kamienia, które niegdyś formowały budowę…
      Rycerz wspinał się po głazach na sam szczyt, gdzie znajdowało się pewno miejsce. Tajemne miejsce. Nie wiedział, po co tam zmierza. Sumienie kazało mu powrócić, skąd przybył. Ciekawość zwyciężała wszelkie opory. Parł naprzód, na szczyt ruin, które niegdyś były budowlą…
      Spod stóp sypały się kamienie i opadały, tłukąc się głucho. Cisza nie była ciszą, ale brakiem dźwięków. Z wyjątkiem głuchego stąpania wzwyż, wzwyż, do miejsca pokusy. Naraz to, co nie było ciszą, prysło; nadleciały odgłosy… Stąpanie, wspinanie się po stronie przeciwnej. Czy to on sam? Czy to jego własne odbicie mknie brzmieniem ku niemu? Spotkają się tam… Już… już prawie dotarli. Zaraz się zobaczą, na szczycie ruiny, która niegdyś była budowlą…
      Ten drugi to nie był on, Rycerz. Ten drugi był głuchym dźwiękiem. Mroźnym jak śmierć. Szedł, aby zabić. Przestrzeń wypełniła się dźwiękami. Dźwiękami własnych myśli Rycerza. Myśli o zbliżaniu się złego, Złego, Złego!!!
      Pojawił się on na szczycie. Czarny, bezkontrastowy płaszcz na tle krwistoczerwonego nieba, które zgasło. Trzymał czarny miecz i czarną tarczę. Nie widać było jego twarzy, jedynie śmiercionośną siłę. On mógł zabić. Powiedzieć i zabić. Pomyśleć i zabić. Bez broni, bez ruchu, bez walki. On mógł zabić Rycerza.
      Ten stanął na szczycie budowli, która była ruiną. Pokusa zwyciężyła. Podniósł broń. Podniósł To Samo, co Miał Przeciwnik. Podniósł Śmierć. Założył na ucho. Kolczyk; Śmierć-Kolczyk. Obaj posiadali teraz To Samo. Obaj posiadali Śmierć Przeciwnika.
      Obaj powiedzieli.
      Pomyśleli.
      Zapragnęli.
      Przywołali śmierć.
      I obaj wciąż żyli.
      Cała wola obydwóch padła na zabicie. Na Kolczyk. Chęć śmierci drugiego nie dopełniła się. Wróg zawył, zaryczał. Nie był w stanie uśmiercić.
      Walczyli na chęci. Walczyli na pragnienia. Walczyli na wolę pozbawienia życia tego drugiego. Kolczyki ciążyły. Owładały. Myśli Rycerza stały się jakby myślami Kolczyka. Myślami Przeciwnika. Myślami Dawcy Kolczyków.
      Gdy siły już się wyczerpywały, nadszedł czas na jednego z walczących.
      Śmierć nie nadeszła.
      Rycerz obudził się.
      A w dłoni trzymał Kolczyk, który ujrzał we śnie…
     

PROLOG
Rycerz Rouginu - Prolog - Sen
CZĘŚĆ I - ZATRACENIE